Ale ja zauważyłem, że Pola jest bardzo cwana i do tego niesamowicie szybka i odważna. U nas niestety nie ma obednice, ale agility jest i chyba skorzystamy
WOW co ja czytam
_________________ "Jeśli w niebie nie ma psów, to chcę pójść tam, gdzie po śmierci idą one"
Ania-Ceres [Usunięty]
Wysłany: 27-02-2009, 02:38
Witam ponownie, dzięki za odpowiedzi, dają wiele do myślenia
po pierwsze, myślę o jakimś sporcie, z tego względu, że godząc się na labradora czytałam wiele o tej rasie i podstawowa rzecz, to fakt, że te psy lubią pracować, leży to w ich naturze, i wiem że Ceres byłaby nieszczęśliwa, gdyby po skończonym kursie PT siedziałaby po całych dniach na kanapie, bo cóż możnaby innego robić... A chcę żeby Ceres była szczęśliwym psem bo i ja wtedy będę szczęśliwa (jak można żyć spokojnie widząc jak pies się męczy...:( )
stąd też pomyślałam o obedience, choć faktycznie coraz więcej myślę o tym jak o cyrku, bo tak naprawdę to co się uczy psiaka, to wykorzystuje się to tylko na ringu, nie ma to zastosowania w codziennym życiu (ostatnio nawet zapytałam p. Marka czy te psiaki z obedience na co dzień tak chodzą wpatrzone w oczy właściciela? - oczywiście że nie...). Stąd też obedience wydaje mi się coraz bardziej jakąś zachcianką właściciela... na dpdatek w K9 sporo szkolenie kosztuje...
Agility? Fajna sprawa, bardzo mi się to spodobało, ale z labkiem można zacząć ćwiczyć stosunkowo późno - jak urośnie i będzie wiadomo, że nie ma problemów zdrowotnych. Poza tym labki są dość "duzymi i ciężkimi" psiakami więc trudniej konkurować z psiakami o lepszych predyzposycjach. No chyba że ćwiczymi sobie tylko dla własnej przyjemności...
Myślałam też o dogoterapii, lubię pomagać innym, ale to też długa droga i znowu koszta...
Tropienie, myślistwo - nie znam się na tym kompletnie...
IPO - odpada, wiadomo...
jest coś jeszcze do wyboru?
co do Ceres - jest bardzo zrównoważonym psem i cholernie mądrym i cwanym, uczy się szybko i co najważniejsze - ja jej poświęcam sporo czasu..
co do "nadawania się" psa jak i mnie jako opiekuna do obedience, to spytałam p. Marka Fryca co myśli o naszym duecie: pies owszem, każdy się nadaje, a moim sprawdzianem będą zawody... czyli brak konkretnej odpowiedzi, choć ostatnio poprosił mnie o jakieś zdjęcia z Ceres - "bo bardzo ładnie współpracujemy" i wkleiłby sobie na strone szkoły...
nie wiem co myśleć...doradzajcie mi dalej
a jeśli ktoś wie - to jaki jest koszt obedience w Krakowie? dojeżdżam z Luszowic, więc do Katowic jak i do Krakowa mam prawie tę samą drogę...
stąd też pomyślałam o obedience, choć faktycznie coraz więcej myślę o tym jak o cyrku, bo tak naprawdę to co się uczy psiaka, to wykorzystuje się to tylko na ringu, nie ma to zastosowania w codziennym życiu
Bardzo się mylisz
Przeczytaj uważnie regulaminy PT i obedience i wskaż takie konkurencje PT, których nie ma w obedience. Wydaje mi się, że takich nie ma. Pozostawanie w miejscu, chodzenie przy nodze na smyczy i bez smyczy, przywołanie, aport, siad w marszu i waruj w marszu, odszukiwanie przedmiotu własnego (na wyższym poziomie), itd., itd. Różnica polega jedynie na metodyce szkolenia. W obi są klasy, 0, 1, 2 i mistrzowska. Żeby przejść do klasy wyższej, para, pies i przewodnik musi prezentować odpowiedni poziom, co weryfikuje się na zawodach. Nie chcę powiedzieć, że rożnica polega rownież na poziomie szkolenia, bo to mogłoby być krzywdzące, dla wielu osób, zajmujących sie szkoleniem PT, ale prawda jest taka, że znakomita większość psów kończąca kurs PT, po wyjściu za bramę ośrodka szkoleniowego, jest tak samo ........niewyszkolona jak przed szkoleniem.
Gdybyś miała okazję zobaczyć na żywo zawody PT a poźniej zawody Obi, wtedy wszystko stałoby sie jasne.
Poniżej wklejam linki do czterech filmików. Popatrz na nie i sama wyciągnij wnioski.
Widzisz jakieś różnice w sposobie poruszania się po ringu dobrze wyszkolonych psów w zawodach PT i Obi?
Różnica leży głownie w kwalifikacjach osoby szkolącej i naszym mylnym wyobrażeniu o tym jak powinien pracować pies po PT
Ania-Ceres [Usunięty]
Wysłany: 27-02-2009, 14:46
hmmm...
filmików z obi widziałam wiele, i naprawdę robią niesamowite wrażenie...
Ania-Ceres napisał/a:
stąd też pomyślałam o obedience, choć faktycznie coraz więcej myślę o tym jak o cyrku, bo tak naprawdę to co się uczy psiaka, to wykorzystuje się to tylko na ringu, nie ma to zastosowania w codziennym życiu
tutaj miałam na myśli to, co znowóż powiedział mi p. Marek Fryc, że pod obi uczymy psa tych podstawowych komend (siad, waruj, noga etc, etc) ale w inny sposób, czyli z odpowiednią stabilizacją głowy, ciała...- nie wystarczy żeby pies po prostu szedł przy nodze, i jak mi powiedział: przez to szkolenie psiaki są trochę zaniedbane w życiu codziennym, żeby "nie mieszać im w głowie", trzeba używać innych komend (np. klapnij, leżeć, idziemy)... tak czy siak wyszło na to, że obi jest tylko i wyłącznie przydatne na ringu, a w życiu codziennym trzeba sobie inaczej radzić...
poza tym, przy okazji zweryfikuję: czy trenowanie z psem stabilizacji głowy może trwać do 3 miesięcy? i czy żeby jechać na zawody trzeba minimum 1,5 roku pracy z psem?
tak naprawdę treningi i żmudna praca mnie nie przerażają, bo sama byłam kiedyś zawodnikiem więc wiem co znaczy cierpliwość, poświęcenie etc...
i jakie są tego koszta? w przypadku szkoły Marka Fryca wychodzi półtora roku po 200zł co daje jakieś 3600zł...(minimum) (do tego nakaz ubierania koszulek "firmowych" podczas zawodów, na forach podpisywanie się z nazwą klubu (strasznie nielubianego zresztą), lojalka...)
znacie lepsze szkoły? albo szkoły w których powiedzą od razu czy się z Ceres nadajemy czy nie?
Dołączyła: 26 Sie 2008 Posty: 187 Skąd: okolice Krakowa
Wysłany: 27-02-2009, 18:38
Ania-Ceres napisał/a:
pod obi uczymy psa tych podstawowych komend (siad, waruj, noga etc, etc) ale w inny sposób, czyli z odpowiednią stabilizacją głowy, ciała...
Sposób w jaki uczy się psa "pod obi" ma na celu uzyskać przede wszystkim psa pracującego chętnie, z radością. O żadnej, specjalnej stabilizacji głowy czy t.p. nic mi nie wiadomo, oczywiście bardzo dobrze widziany i punktowany jest kontakt z przewodnikiem(kwestią dyskusyjną jest czy ma to być kontakt wzrokowy czy po prostu widoczna więź). Ja specjalnie nie przywiązuję wagi do kontaktu wzrokowego a coś tam udało nam się osiągnąć w tej dziedzinie. Starty w obedience nie przeszkadzają mi brać udziału w zawodach PT czy tych najtrudniejszych, w/g regulaminu MPPT. W żaden sposób posłuszeństwo sportowe nie przeszkadza mi w życiu codziennym, komendy są takie same jak te których używam na zawodach. Może bardziej życie codzienne czasem psuje mi to co udało się wypracować w szkoleniu sportowym. Tu mam na myśli to że czasem ktoś z domowników ma psa pod swoim okiem i pewne rzeczy robi niewłaściwie. Ale z tym był problem na początku, teraz już nikt nie jest w stanie zepsuć mi psa.
Był czas kiedy występowałyśmy w koszulkach z logo swojej szkoły, obecnie jest to zabronione. Nikt jednak nigdy nie nakazywał koszulek zakładać, przecież można nauczyć psa samodzielnie i wystartować reprezentując wyłącznie siebie. Czy ktoś widział żebym ja na jakimkolwiek forum podpisywała się z nazwą swojego klubu? A przecież z jakimś klubem(szkołą właściwie) jesteśmy związane.
Czy potrzeba aż 1,5 roku treningu by wystartować? No z tym się absolutnie zgodzić nie mogę, sama wystartowałam po 1,5 miesiąca naszego pobytu w szkole. Co prawda debiut nie był udany ale przynajmniej oswoiłam psa i siebie z ringiem i miałam jakąś podstawę do analizy błędów. Naprawdę nie potrzeba aż tyle czasu by zaliczyć prosty program zerówki obedience, prostszy niż egzamin PT który średni pies zaliczy po 3 miesiącach szkolenia.
No i nic nie poradzę na to jeśli ktoś zechce szkolenie psa w kierunku posłuszeństwa nazwać cyrkiem. Dla mnie praca z psem, nieważne jaki kierunek ktoś sobie obrał nic wspólnego z cyrkiem nie ma. I niech każdy przy swoim zdaniu zostanie jeśli taka wola. Ja mogę tylko zachęcać bo wiem na czym to polega ale nie biorę na siebie misji uszczęśliwiania nikogo.
[ Dodano: Pią 27 Lut, 2009 ]
Ania-Ceres napisał/a:
czy się z Ceres nadajemy czy nie?
Uważam że tego nie da się stwierdzić od razu, moim zdaniem każdy pies się nadaje do szkolenia w posłuszeństwie, więcej problemów mają sami przewodnicy ale nauczyć się każdy może z czasem jeśli chęci nie brakuje. Ogólnie nauczenie psa różnych umiejętności musi być długotrwałe i potrzebna jest tu cierpliwość. Zbyt duża dawka ćwiczeń powoduje zmęczenie i znużenie psa więc siłą rzeczy wszystko musi być w czasie rozłożone. Obedience ma to do siebie że zaczyna się od najprostszych ćwiczeń i im wyższa klasa tym ćwiczeń jest więcej, są trudniejsze i także surowiej oceniane. Przygotowanie psa do startu w klasie międzynarodowej (trzeciej) to jakieś 4 lata minimum. Wiadomo że do takiego etapu nie każdy dojdzie ale można się pobawić przez jakiś czas.
Ania-Ceres [Usunięty]
Wysłany: 27-02-2009, 20:14
BarbaraS napisał/a:
oczywiście bardzo dobrze widziany i punktowany jest kontakt z przewodnikiem(kwestią dyskusyjną jest czy ma to być kontakt wzrokowy czy po prostu widoczna więź)
no tak, ja do tej pory znałam obraz obi tylko w punktu widzenia Marka Fryca. Natomiast jeśli da się osiągnąć dobre wyniki bez zbędnego cyrku, gdzie kontakt wzrokowy to nie wyuczony sposób trzymania pyszczka a po prostu widoczna więź - tak jak napisałaś - to mnie to jak najbardziej odpowiada po prostu nie zależy mi na ''męczeniu'' psa a na dobrej zabawie, która będzie sprzyjała rozwojowi więzi pomiędzy mną a moją Ceres.
Mój labrador: Kaja
Suczka urodziła się:
04/09/2007
Wiek: 79 Dołączył: 28 Mar 2008 Posty: 351 Skąd: Lublin
Wysłany: 27-02-2009, 21:07
Pamiętaj o tym Ania-Ceres, że labki muszą otrzymać, dla zdrowia fizycznego i psychicznego,"swoją" porcję ruchu (zabawy), co zajmuje też pańci pewną ilość czasu dziennie..
Dołączyła: 26 Sie 2008 Posty: 187 Skąd: okolice Krakowa
Wysłany: 28-02-2009, 10:03
Ania-Ceres napisał/a:
jeśli da się osiągnąć dobre wyniki bez zbędnego cyrku,
Jak wcześniej napisałam nie przykładam się za bardzo do tego patrzenia w twarz ale przyznać muszę że ma to też swoje zalety - pies wpatrzony w przewodnika nie rozgląda się na boki i nic go nie rozprasza. Nie powiem, chciałabym by mój pies też tak się we mnie wpatrywał
"Cyrkowanie" z psem też nie jest złe, Figa bardzo lubi się uczyć różnych sztuczek, to się robi na wesoło bo przymusem niczego się tu nie osiągnie. Bawi się pies, bawię się ja...
Jak wcześniej napisałam nie przykładam się za bardzo do tego patrzenia w twarz ale przyznać muszę że ma to też swoje zalety - pies wpatrzony w przewodnika nie rozgląda się na boki i nic go nie rozprasza..
Kontakt wzrokowy z psem nie jest sztuką dla sztuki. Często zapominamy o tym szkoląc młodego
psa i dajemy "niewyuczone" komendy, jak ja to nazywam, do zadu psa. Powtarzamy je, często powtarzamy wielokrotnie, i w ten sposób uczymy psa, że one nic nie znaczą, albo zaczynają znaczyć dla psa zupełnie co innego niż dla przewodnika. Pies przede wszystkim rozumie mowę ciała a dopiero później zaczyna rozumieć znaczenie słów, czyli zaczyna kojarzyć wykonywaną czynność z komendą, którą mu dajemy. Ale to wymaga wielokrotnych powtórzeń. Dlatego nawet pies myśliwski, od którego oczekuje się pewnej samodzielności w podejmowaniu decyzji, najpierw musi być nauczony posłuszeństwa i rozumienia znaczenia komend.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum