Co znaczy, że trenerka walczyła z psem chcąc żeby się położył - co dokładnie robił pies, a co trenerka ?
Jakie zalecenia dostaliście co do tego piszczenia/ szczekania?
Mój labrador: Cece
Suczka urodziła się:
08.05.2013
Dołączyła: 06 Lip 2013 Posty: 334 Skąd: śląsk
Wysłany: 07-10-2013, 23:39
Ja się pochwalę wspaniałym wychowaniem mojej rodziny. Jedzenie przy stole!
Jak Cece była mała, to wszyscy jej dawali, bo "tak słodko prosi" a ja sobie mogłam mówić w powietrze, żeby psa nie przyzwyczajać. Powtarzałam od początku, żeby jej nie dawać. Po pierwsze dlatego, żeby jej nie mieszać jedzenia, a po drugie dlatego, że się nauczy..
"a tam, gadasz, patrz jaka jest słodka"..
Ja przy psie nie jadłam, wychodziłam do innego pokoju i tak samo radziłam robić domownikom. Ale gdzie tam, po co mnie słuchać. Nie jestem cały dzień w domu, więc nie mam niestety wpływu na to, jak inni zachowują się w stosunku do mojego psa.
Teraz sytuacja wygląda tak: gdy domownicy jedzą obiad, Cece skacze im na kolana i wkłada pysk do talerza. Jak nie chcą jej dać, to szczeka. Wtedy słyszę jedynie "Kaaaaaaaaaaaamila, weź ją, my jemy!" Powtarzam zawsze, żeby ją ignorować, odpychać i nawet na nią nie patrzeć, nic nie mówić, może sobie szczekać, w końcu przestanie.
No nie.
Oni nie mogą.
Oni nie potrafią.
Ona ma nie szczekać.
Po prostu mam wziąć tego psa!
Przy mnie to działa. Jak jem, a ona próbuje wybłagać jedzenie i ją ignoruję, to po chwili sobie odpuszcza. Siedzi grzecznie i czeka aż zjem.. Ale jak ja mam oduczyć jej tego całkowicie, skoro oni swoje wiedzą i na swoim postawią..
Tak samo jest z leżeniem w łóżku. Mówiłam od początku, od pierwszej nocy Cece w naszym domu.
Do łóżka NIE. Ale po co mnie słuchać? Cece już nawet próbuje zrzucać ludzi, jak ma ochotę się położyć na poduszce. A oni jeszcze ją wołają!
Siiiiiisi, chodź, idziemy spać!
Żadne moje argumenty nie przemawiają im do rozsądku, ja psa uczę inaczej, a oni robią po swojemu.. Jestem ciekawa jak to będzie wyglądało, kiedy Cece będzie ważyła dwa razy więcej niż teraz i będzie dwa razy większa..
to ja sié pochwale, ze ja nie mam problemu i z mezem dokladnie ustalilismy na co psu pozwalamy, a na co nie.
on nie zna smaku naszego jedzienia i nie sklacze jak jemy, owszem czasami przychodzi zamanifestowac swoja obecnosc - ale przewaznie siada na swojej poduszcze i grzecznie czeka az skonczymy (zebysmy zwrocili na niego uwage) albo wlazi pod stol. nawet udaje nam sie jesc na kanapie ogladajac tv. jedyne czego nie mozemy jesc siedzac na kanapie to sera i serowych krakersow -nie wiem czemu ale to go strasznie ciagnie.
jedyne co - to maz sie z nim czasami dosyc ostro bawi w przepychani i sie dziwi, czemu pies go podgryza a mnie nie
Mój labrador: Cece
Suczka urodziła się:
08.05.2013
Dołączyła: 06 Lip 2013 Posty: 334 Skąd: śląsk
Wysłany: 08-10-2013, 21:27
Quaddo napisał/a:
nawet udaje nam sie jesc na kanapie ogladajac tv.
Mogłabym sobie pomarzyć...
Dziś kupiłam sobie paluszki, Cece spała(na łóżku oczywiście ) Więc myślałam, że sobie spokojnie zjem oglądając serial. A gdzie tam! Wystarczyło, że ruszyłam paczką i już otwierała oczy. Musiałam to otwierać bardzo powoli, zajęło mi to chyba z 20 minut.. Kaszlałam i kichałam, żeby nie słyszała szumu..
Wystarczyło, że ruszyłam paczką i już otwierała oczy.
no nasz też przylatuje, nawet siada i sie gapi, jak miseczka leży pomiędzy nami, zaczyna niuchać, ale słyszy "eee" i siada na ziemi, po kilku minutach olewania daje spokój.
po za oczywiście czynkolwiek z serem. ma bzika na punktcie sera i bezczelnie skacze jak czuje krakersy serowe, czy sam ser. im bardziej śmierdzący ser, tym gorzej
kiedys prawie oszalał, jak wyjełam stiltona z lodówki. ale staramy się opanowywać jego zapędy.
młody przylatuje do kuchni za każdym razem jak słyszy szelest, a raczej gruchotanie , śmieszne to jest jak reaguje na młynek z pieprzem wiecie, nasz pies żyje na suchej karmie, to dla niego podobny dźwięk
też jak przygotowujemy jedzenie w kuchni, to staramy się mu nie dawać, ani nie upuszczać.
a ślinił mi się raz, jak piekłam te ciasteczka wątróbkowe.
no i nie można dać się zwariować, na początku głupio sie czuliśmy jak tak patrzył, jak jemy, ale już nie zwracamy uwagi. ale mówię, twardo przestrzegamy tej rególy. bo umowa że nie wpuszczamy psa na kanapę padła po tygodniu
Mój labrador: Cece
Suczka urodziła się:
08.05.2013
Dołączyła: 06 Lip 2013 Posty: 334 Skąd: śląsk
Wysłany: 08-10-2013, 23:48
aganica, przestań, nie umieraj!
To niestety często tak wygląda, jak chcę sobie coś zjeść w spokoju to muszę czekać aż ona zaśnie, na paluszkach do kuchni, a potem z kuchni to przynosić pod kocem, żeby nie widziała..
Cóóż, przynajmniej jest śmiesznie..
Quaddo napisał/a:
ślinił mi się raz, jak piekłam te ciasteczka wątróbkowe.
Cece raz mi obśliniła pół kuchni. Jak weszłam w kałużę to myślałam, że zrobiła siku.. Ale nie! Obślinione nogi od stołu, podłoga i cały pychol. Ślimtala się tak chyba z pół godziny.
Zazdroszczę wam bardzo!
[ Dodano: 09-10-2013, 20:37 ]
O, jest jeszcze jedna rzecz, którą domownicy robią zupełnie inaczej niż ja.
Mianowicie sygnały optyczne na komendy. Ja Cece uczyłam prawie od początku, podstawowe komendy umie bez mrugnięcia okiem. Potrafi wykonać wszystko przy samym sygnale optycznym, jak i przy samej komendzie słownej. Ale umie coraz mniej.. A dlaczego? Bo domownicy sobie ustalają swoje własne komendy optyczne. Na przykład, jak mówią psu "siad" to pokazują palcem do podłogi. Podczas, gdy ten palec do podłogi to komenda optyczna do warowania. I takim sposobem pies nie wie co ma robić, bo pokazują mu warowanie, ona się kładzie, a oni do niej krzyczą "SIAD!!!' i znów pokazują palcem na ziemie..
W dodatku zawsze wtedy słyszę "Ty niby tak tego psa uczysz, a on nic nie umie"..
Nie wiem naprawdę jak już reagować na te piszczenie np.jestem w innym pokoju czy w łazience mały piszczy często też jak śpie to siedzi patrzy na mnie i piszczy nie wiem co z tym zrobić:(
"Ty niby tak tego psa uczysz, a on nic nie umie"..
wkurzające to jest. my na szczęście jesteś my we dwójkę i ustalamy rzeczy między sobą, ale i tak są różnice. ze mną pies chyba mniej żre na spacerach, ale ukradkiem, bo wie że zaraz będzie miał rozdziwaioną szczękę, a tego nie lubi . kiedy na spacerze z pańciem, to odkrza ostro.
teraz oduczamy od kanapy, ale nie wim czy dam radę, bo on tak fajnie grzeje mi w nogi
i nie ma co zazdrościć, po porstu ustaliliśmy to od początku, ze nie dostaje naszego jedzenia i nie dostaje ze stołu. jak już to dostaje jak coś zrobi - w ramach nagrody i zawsze z ręki, albo z podłogi. przy większej ilości domowników - będzie ciężko.
Cytat:
Nie wiem naprawdę jak już reagować na te piszczenie np.jestem w innym pokoju czy w łazience mały piszczy często też jak śpie to siedzi patrzy na mnie i piszczy nie wiem co z tym zrobić:(
a nie było tak, że jak był mały to poświęcałeś mu dużo uwagi? pewnie mu teraz tego brakuje-bo chce się bawić. nasz upierd też wymusza uwagę, ale staramy się go zachęcać, żeby bawił się sam. w sumie nie ma wyboru-albo bawi się sam, albo się nudzi. polecam zabawki typu kong, czy puste butelki po wodzie. ja osostnio na oczach psa włożyłam do butelki kilka kulek karmy i zakręciłam - obrabiał ja długo
Dziś znowu po mojej nocy w pracy 2 h nie dawał mi spać przynosił mi zabawki potem siedział i płakał...co do.konga to mam gumowa kule z przygodami i zastanawiam się bo moje kulki wchodzą tam ciasno i nie wiem czy czasem sobie nie poradzi .... Mam jeszcze pytanie mały prawie za każdym razem jak uda mi się zniknac nie zauważony wskazuje na łóżko i tam sobie leży jak nas nie ma to samo valencia łóżko w klęczkach trochę mnie to denerwuje idzie jakoś na to zaradzić? I pytanie odnośnie spacerów wychodzimy super bawimy się itd ale często jest tak że jak wracamy to staje i nie chce iść dalej jak pójdę w inna stronę niż dom to ok
Mój labrador: Hermiona (*)
Suczka urodziła się:
30.08.2003-02.05.2018
Mój labrador: Fiona (*)
Suczka urodziła się:
23.01.2008-12.12.2019
Mój labrador: LOVE STORY Lualaba(*)
Pies urodził się:
14.09.2008-19.06.2022
Pomogła: 17 razy Dołączyła: 31 Paź 2008 Posty: 9860 Skąd: Warszawa
Wysłany: 10-10-2013, 23:10
Siekiera napisał/a:
bawimy się itd
Jak się bawicie? to ważne by zabawa nie polegała na samym aporcie czy gonitwie.
Pracuj z nim, użyj klikera,smaczków..wymęcz umysłowo...niech myśli, kombinuje. To bardziej męczy niż zabawa.
Powrót też na smaczka..ładny powrót przy nodze z nagrodą. Po wejściu na klatkę schodową czy do domu ... mizianie i smaczki.Niech powrót kojarzy z czymś przyjemnym.
W domu ..ignoruj wymuszanie ale i przeznacz krótkie chwile na pracę /nie zabawę w szarpanie czy przeciąganie/ znowu kliker..naucz przynoszenia przedmiotów, naucz myślenia,Jest wiele, fajnych zabaw rozwijających a jednocześnie męczących.
Właściciel też "człowiek" i ma prawo do spokoju i odpoczynku.
Ty szanujesz psa azyl /legowisko/ niech i on uszanuje Twoją prywatność.
Aganica ma rację Mr Q. to nasz pierwszy pies, ale pamiętam ile pracy moja koleżanka wkładała w układanie swojego goldena.
trzeba psom urozmaicać spacery, na początku bywa ciężko iść w nowe miejsce (dużo wąchania i rozpraszania), tak samo jak przyzwyczajać do hałasu. my mamy już alternatywnie kilka tras obcykanych i pies nie ma pojęcia ile potrwa spacer, chociaż chyba sie nauczył, że spacer lunczowy to jest taki mgusiem, bo im szybciej się załtwi, tym szybciej dostanie jedzonko dwa miesiące temu zajmowało mi to 20 min, dziś 7 min
my troszeczke podglądaliśmy jak ludzie trenują swoje psy na spacerze, tu na forum i dla próby zaczeliśmy z Mr Q, zabawa banalna w przybieganie (gdzie zwiększamy za każdym razem dystans) i w chowanego pies to uwielbia i nawet smaczków nie potrzebuje, zaczyna węszyć za nami. on to chyba bardziej woli niż aport bardzo lubi też grać w nogę. trenujemy tez chodzenie przy nodze, ale seriami po kilka minut.
w domu...to staramy się go nie zamęczać treningiem - w końcu to szczeniaczek, jak czegoś nie łapie, to dajemy spokój. ale on to lubi (trening). jak widzi, że mam kliker w ręce, lub rękę zwinętą w pięść (wiadomo smaczki) to siada cały skupiony i taki naprężony w gotowości (czasami po prostu głodny ). dwa tygodnie temu nauczyłam go przybijać piątkę i zabrało to mi trzy próby (umiał podać łapę i "drugą" łapę już dawno), z koleji turlanie, ukłon, czy obracanie się na około to były męki na ugorze, więc odpuściłam na razie.
to jest szczenie, jak dziecko, on łaknie uwagi. nasz to tak cierpi czasami jak wychodzę po lunczu do pracy, że nam demoluje przedpokój.
a co do wracania do domu to Aganica ma rację. pies powroty musi kojarzyć z czymś dobrym. ja na poczatku mu wydawałam komendę "szukaj domu" teraz jest "do domu" i jak idzie to mu słodzę jaki to grzeczny piesek , na początku jak dochodził pod drzwi był klik, smaczek, mizianko i pochwały. to tak samo jak z wołaniem psa do siebie, może Ci napędzić stracha, narozrabiać, ale jak już przyjdzie to TRZEBA go jakoś nagrodzić, inaczej jaki sens pies będzie widział w wracaniu? a nie daj boże dostanie bęcki za przychodzenie, to jeszcze zacznie uciekać.
się rozpisałam, słowotok prosze zwalić na wino od dzis jestem na "wipocinku" a w planach urlopowych mam właśnie trening na luźnej smyczy sesesese
Mój labrador: Rajan
Pies urodził się:
05.10.2005-13.07.2013
Mój labrador: Ziller
Pies urodził się:
11.04.2013
Pomogła: 3 razy Wiek: 55 Dołączyła: 15 Sie 2008 Posty: 447 Skąd: Gdańsk
Wysłany: 11-10-2013, 21:51
Siekiera, co robiłes kiedy w nocy dostałes zabawke bo mam nadzieje ze jej nawet nie dotykałes .
Mam takie wrazenie ze do pewnego momentu pobłazacie psu i pozwalacie na cos a potem kiedy to zaczyna byc juz dla Was uciazliwe zdajecie sobie sprawe ze jest problem / pies ma wyrobiony nawyk i wie co na Was działa bo to on Was teraz szkoli i musze powiedziec ,ze jest w tym dobry / i co z tym zrobic .
[ Dodano: 11-10-2013, 22:04 ] snowflake, ma jesc tak zeby pies nie widział ................ to chyba w kibelku . MUSI WIDZIEC JAK JA JEM . Ja jestem jego przewodnikiem , w bardzo wielu madrych ksiazkach na temat wychowania psa zaleca sie nawet pozorowane jedzenie podczas przegotowania posiłku dla psa .
[ Dodano: 11-10-2013, 22:05 ] Siekiera, co robiłes kiedy w nocy dostałes zabawke bo mam nadzieje ze jej nawet nie dotykałes .
Mam takie wrazenie ze do pewnego momentu pobłazacie psu i pozwalacie na cos a potem kiedy to zaczyna byc juz dla Was uciazliwe zdajecie sobie sprawe ze jest problem / pies ma wyrobiony nawyk i wie co na Was działa bo to on Was teraz szkoli i musze powiedziec ,ze jest w tym dobry / i co z tym zrobic .
[ Dodano: 11-10-2013, 22:07 ]
Mam problem z siecia dlatego takie czary sie dzieja .
_________________ Rajan
Ania8017 [Usunięty]
Wysłany: 22-01-2014, 08:28 Na co pozwolić?
Tak się zastanawiam,bo tak naprawdę wszystkiego się zakazuje-nie rusz tego,tego nie gryź, nie skacz itd. Dziś młoda dorwała pustą plastikową butelkę po wodzie-wiadomo szaleństwo;) poszalał z tą butelką 5 minut i się położyła(wcześniej byłyśmy na dworze,więc trochę już się wybiegała). Czy powinnam jej zabrać tą butelkę,czy pozwolić się wyszaleć? Bo przecież to jest w końcu szczeniak i gdzieś musi się "rozładować". Tylko z drugiej strony taka chwila szaleństwa ją nakręca i potem w przypływie entuzjazmu chciała ugryźć kawałek książki wystającej z półki-na szczęście ładnie reaguje na "nie" i szybko się uspokaja. Wiadomo,że w domu są rzeczy,które tak naprawdę są do wywalenia i nic by się nie stało,gdyby je sobie trochę poczochrała,tylko czy potem nie będzie chciała czochrać wszystkiego? Czy powinna się bawić tylko swoimi zabawkami?
Butelka najlepsza zabawka tylko trzeba takie to plastikowe przy zakrętce (przy otwarciu sie taki pierscien oddziela niewiem jak to nazwać ) zdjąć, zakręcić butelkę i niech się bawi. Można też zrobić dziurki na karmę w po bokach butelki zakręcić i podczas kulgania wypada karma (darmowy kong ) .
Czy powinnam jej zabrać tą butelkę,czy pozwolić się wyszaleć?
zostaw butelke, ale nadzoruj, nasz zawsze je na części drobne niszczył, ale po tym jak włożyłam smaczki do srodka zaczął jeść z tym plastikiem. więc era butelek skończona.
to były takie miekkie butelki po mineralce. z twardymi dużymi jak po coli, jest więcej zabawy, ale to u nas w domu rzadkość.
Ania8017 napisał/a:
bo tak naprawdę wszystkiego się zakazuje-nie rusz tego,tego nie gryź, nie skacz itd.
my naszemu pozwalamy na gryzienie zabawek, nie naszych rzeczy, a jak coś zabierze to zamiast mu zabierać, każemy przynieść do drógiej osoby (nadal problem z oddawaniem) - on wtedy ma zabawę, a my odzyskujemy rzecz nie zniszczoną (po za obśinieniem).
Mój labrador: Hermiona (*)
Suczka urodziła się:
30.08.2003-02.05.2018
Mój labrador: Fiona (*)
Suczka urodziła się:
23.01.2008-12.12.2019
Mój labrador: LOVE STORY Lualaba(*)
Pies urodził się:
14.09.2008-19.06.2022
Pomogła: 17 razy Dołączyła: 31 Paź 2008 Posty: 9860 Skąd: Warszawa
Wysłany: 22-01-2014, 17:32
Quaddo napisał/a:
z twardymi dużymi jak po coli, jest więcej zabawy,
Hera i Fioo ..uwielbiają butelki ale... najważniejsze dla nich jest ją odkręcić, potem zgryzają gwint i tu zaczyna się problem bo.. tym, pogryzionym gwintem, bardzo sobie kaleczą dziąsła więc... butelek do zabawy nie dostają.
Pozwalam rozszarpywać stare ręczniki /wtedy psy się bawią w przeciąganie/ mogą to robić, tylko z ręcznikiem z którego jest zrobiony szarpak /pocięty na paski i spleciony w warkocz/
Czasami przymykam oko na kradziejstwo... to zabawa Fiooo. Ona kradnie rzeczy mojego syna i przynosi na wymianę za smaczki.Czasami mnie to wnerwia ale...pozwalam dla świętego spokoju /taka moja słabość/
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum