Eeee i się popłakałam ze wzruszenia;p piękne są te miłości psiaków do właścicieli;)
Ja, aż tak fajnych przykładów nie mam. Któregoś dnia byłam naprawdę przybita, snułam się po mieszkaniu jak cień po powrocie z miasta. Niko od razu zauważył to, przyszedł, zaczął się wtulać, lizać, przynosił zabawki, aż w końcu wyciągnął mnie na spacer. Samopoczucie od razu mi się polepszyło, wieczorem już tak mnie nie napadał, chociaż trzymał się bardzo blisko mnie:)
Ja mam ostatnio wrażenie, że mój Maks zaczyna się do mnie tak jakby zbliżać. Od małego był taką przylepą co to lata z góry na dół, od rodziców do mnie. Gdzie była zabawa tam był i on. Spał ze mną od niemowlaka, jednak jakiś czas temu zaczęło mu brakować miejsca na łóżku i wybrał sobie inne legowisko Kilka dni temu zauważyłam, że cały czas chce być blisko mnie. Garnie sie do mnie, cały czas przesiaduje w moim pokoju. Nie zniechęcają go nawet resztki jedzenia w kuchni czy przychodzący goście. Czuję, że potrzebuje mojej bliskości. To miłe uczucie. Dotychczas był raczej rozrabiaką, kiedy chwile się z nim bawiłam w moim pokoju zaczynał dośc mocno gryźć co powodowało, że był wydalany z pokoju, chyba to wreszcie zaczeło działac, bo zrozumial kiedy niepodoba mi się jego zachowanie i teraz potrafi pokornie leżeć przy nogach nawet kilka godzin. Znów razem śpimy zaczynam widzieć w nim nie słodkiego szczeniaka, tylko mojego kompana, który jest przy mnie niezależnie od tego co się dzieje. To mój pierwszy pies który wyraźnie buduje taką więź, teraz już wiem, że to coś cudownego
Piękne historie. Psy to najwspanialsze stworzonka na świecie.
Mój kundelek Puszek ma straszną obsesję na punkcie mojej mamy. Nawet jak wychodzi do sklepu Puszek po 15 minutach jej nie obecności potrafi narobić strasznego wrzasku... a jak pójdzie do jakichś znajomych o innej porze niż rano to już jest masakra, siedzi przy mnie i wyje, marudzi. Staram się wtedy brać na spacer jego i Vikę żeby dzięki niej się trochę rozweselił ale on potrafi siąść i wyglądać czy mama nie wraca:) Znów Viki podobno przesiaduje cały dzień w moim pokoju jak mnie nie ma, a jak wychodzę żeby się nie rzucała na drzwi i nie piszczała, że idę bez niej, musi dostać kanapkę z pasztecikiem jak widzi, że szykuję się np. na uczelnie potrafi gwizdnąć moją torebkę, a ostatnio przy wyjściu złapała mnie za rękaw czego raczej nie robi
cudne są te historie o więzi psa z właścicielem ja ze swoim mam jakąś więź, bo tylko przy mnie potrafi się położyć spokojnie, przytulić, zasnąć a z innymi nie ma szans .. jak idę do sklepu, to siedzi pod bramką i czeka aż wrócę a jak wychodzę wieczorem i wracam dość późno, ok. 1-2 w nocy, to leży zawsze w przedpokoju i czeka na mnie, to taki nasz rytuał, bo wtedy zawsze go jeszcze wypuszczę na nocne siku później wraca, siada na podłodze i czeka aż sobie wyrko pościelę i później oczywiście zajmuje poduszkę, ja swoją i tak sobie śpimy
Suczka urodziła się:
Suczka urodziła się: Pomogła: 1 raz Wiek: 33 Dołączyła: 05 Sty 2012 Posty: 970 Skąd: Gdańsk
Wysłany: 21-01-2013, 22:42
U nas była sunia Luna- adopcyjniak. Moja mama jej nie znosiła, bo był to malamut, a ona kochała małe kundelki i samoyedy jedynie. W domu mieliśmy kręcone schody, takie po których psy nie były wstanie wchodzić- wąskie i spiralne. Rodzice spali w swoim pokoju na parterze, a Ja z rodzeństwem na górze w naszych pokojach.
Druga w nocy, a Luna chodzi od łózka rodziców do schodów, piszczy, próbuje się na nie wdrapać. mama wstaje uspokaja ją, a ta nic tylko dalej do schodów. Mama weszła na górę i w krzyk, bo okazało się, że moja siostra lat wtedy może 6-8 przewróciła stojącą na stoliku nocnym lampkę i jej śpiworek, który wtedy kochała bardziej niż wszystkie kołdry świata zaczął się topić.
W pokoju u niej prawie czarno, duszno strasznie. Pies wyczuł, obudził rodziców i uratował Miśkę. Nie muszę chyba mówić, że od tamtej pory Mama zakochala się w Lunie
Znowu Anika ma tak, że jak gdziekolwiek wyjadę, to przestaje jeść. Pierwsze moje wakacje, kiedy była u nas wyjechałam na dwa tygodnie. Pies z 18kg zszedł na niecałe 12, jak wróciłam to miałam zamiast psa kościotrupka. A pierwsza rzecz jaką Anika zrobiła jak mnie przywitała to rzuciła się do michy. I tak jest do dziś.
Mój labrador: Dexter (AL-grom BALI)
Pies urodził się:
10.10.2012
Dołączyła: 20 Lis 2012 Posty: 38 Skąd: Warszawa
Wysłany: 22-01-2013, 10:37
To ja dodam jeszcze moją rodzinną historię - choć dotyczy ona mojego poprzedniego psa z dzieciństwa i młodych lat, kundelkowego boksera o imieniu Jogi, który nie żyje już ładnych parę lat.
Jogi bardzo kochał, szanował mojego tatę, był do niego naprawdę przywiązany. To tata często zabierał go w teren i wyprowadzał na długie spacery. Mój tata miał do psów generalnie twarde podejście, Jogi był od początku uczony posłuszeństwa, żadnego miziania bez powodu, tzw. "zimny chów", ruch fizyczny, nagrody za dobre zachowanie, itd. Taki po prostu mój tata miał stosunek do psa - uważał, że pies to pies, a nie człowiek i robi mu się krzywdę, traktując go jak człowieka. Jogi pokochał go całym sercem. Codziennie na minimum 15 minut przed powrotem taty z pracy pies zaczynał się kręcić, wiercić, wystawać w oknie. Reagował też przede wszystkim na dźwięk silnika samochodu taty, słyszanego z dalekiej odległości, biegł wtedy pod drzwi, siadał i czekał na tatę - nigdy się nie pomylił, nawet jak ktoś jechał TAKIM SAMYM samochodem, nigdy... Czy możecie mi to wyjaśnić? Ja nie umiem tego racjonalnie wytłumaczyć.
Życie tak się potoczyło, że mój tata praktycznie z dnia na dzień zmarł. Nie śmiejcie się, ale moja mama powiedziała wtedy psu: "Widzisz, Jogusiu, nie ma już pana". Od tamtej pory pies ani razu nie zareagował na silnik naszego samochodu - tego samochodu, którym wcześniej jeździł tata, a wiadomo - korzystaliśmy z niego regularnie. Pies nigdy się nie cieszył i na nic nie wyczekiwał. Minęło kilka lat, pies był już stary - miał 12 lat. Mama któregoś wieczora wyszła z nim na spacer, a przypadkiem obok przejechał identyczny Ford Escort Diesel, jakim jeździł miał mój tata. To był jeden jedyny raz, kiedy pies się ożywił i wyrwał w stronę samochodu, ale szybko zobaczył, że jednak to nie jego pan. Wrócili z mamą do domu, pies położył się spać. Po 3 dniach Jogi dostał wylewu i zmarł we śnie.
Suczka urodziła się:
Suczka urodziła się: Pomogła: 1 raz Wiek: 33 Dołączyła: 05 Sty 2012 Posty: 970 Skąd: Gdańsk
Wysłany: 22-01-2013, 12:27
pasiconik napisał/a:
Di napisał/a:
kompletnie nie rozumiem. topić ? to to była lampa naftowa? czy jednak palić?
Nie musiał się palić, pod wpływem wysokiej temperatury materiały syntetyczne zaczynają się topić/topnieć i dymić przy tym
Mój labrador: Reda
Suczka urodziła się:
03,12,2010
Mój labrador: Bonnie
Suczka urodziła się:
10.04.2014
Pomogła: 3 razy Wiek: 47 Dołączyła: 12 Mar 2011 Posty: 5261 Skąd: warszawa
Wysłany: 22-01-2013, 15:35
ostatnio zauwazyłam,ze jak ja spie i Pati w nocy sie przebudzi,Reda traca mnie nosem,wierci sie i popiskuje,ostatnio jak bylismy na wycieczce to Olga i Patiś zostali w samochodzie i Pati zaczał plakac,Reda co chwile podbiegała do auta,
ogólnie rzecz biorąc jak cos robie w kuchni ,Reda jest razem za mna lezy mi pod nogami i spi,to nic ze ja nie mam jak sie ruszyć
Mój labrador: Bianka
Suczka urodziła się:
4.12.2011
Pomogła: 1 raz Wiek: 35 Dołączyła: 28 Sty 2012 Posty: 1116 Skąd: skąd się wyśpię...
Wysłany: 22-01-2013, 19:29
pasiconik, dzięki za wyjaśnienie, nie zachowałam otwartego umysłu, nie umiałam sobie wyobrazić, że śpiwór się topi, myślałam, że Paseczka się zwyczajnie przejęzyczyła
tak czy siak - hardcorowa historia. Pies ratujący życie, oby nigdy nie musieć przekonywać się, czy naprawdę są w stanie je ratować...
Pomogła: 1 raz Wiek: 42 Dołączyła: 16 Sie 2010 Posty: 523 Skąd: Małopolska
Wysłany: 23-01-2013, 01:16
Ja jak to ja popłakałam się czytając te posty , ja również ze swoimi psami mam silną więź zarówno pod względem emocjonalnym, jak i komunikatywnym. Jesteśmy z sobą bardzo zżyci, to moi najwspanialsi przyjaciele, są lekiem na wszystkie rozterki
_________________ "Nie ma znaczenia ile masz pieniędzy, ani ile rzeczy, możesz być biedakiem, ale mając psa jesteś bogaty" - Louis Sabin
Ja mialam 3 takie zdarzenia w ktorych Blondi wyraznie chciala mi cos przekazac.Jedno opisywalam juz w kaciku mam bo dotyczylo dziecka.
Dziewczyny ,dzis przezylam taka chwile grozy w nocy ,ze wrogowi nie zycze
Blondi jak chce sie polozyc w nogach lozka pod koldra to szturcha mnie nosem tak dlugo,az mnie obudzi i podniose nogi z koldra do gory.Dzis po 3 rano tez mnie obudzila szturchaniem,podnioslam nogi ,ale pies nie wszedl do lozka tylko patrzy na mnie i nagle slysze jakies dziwne odglosy,charczenie jakby ciche.Zerwalam sie i lece do Jessi pokoju,a mala lezy na plecach w lozeczku cala w wymiocinach i krztusi sie wlasnymi wymiocinami,i to jak ! Ona tak wymiotowala ,ze nie mogla ani oddechu zlapac,ani nas zawolac,nos miala tez zatkany. Dopiero jak ja obrucilam na brzuch to normalnie zaczela wymiotowac ,a potem histerysznie plakac.Do rana wymiotowala jeszcze 4 razy .Jezus jak to nie wiele do tragedii potrzeba,przeciez jakby mnie pies nie obudzil to moze ja bym jej w ogole nie uslyszala,Piotrek tez nie slyszal,przeciez ona mogla sie udusic.Moj znajomy tak stracil zycie.Nie moge poprostu,rycze caly dzien
Drugie zdarzenie bylo w tamtym roku we wrzesniu,wracalam z psem i dzieckiem z wieczornego spaceru przez park ,poniewaz robilo sie juz ciemno to wybralam droge na skroty sciezka wsrod zarosli,bez oswietlenia i spacerujacych ludzi.W pewnym momencie pies zatrzymal sie gwaltownie i warczy,wzielam ja na smycz ,a suka dostala szalu,w zyciu jej takiej nie widzialam, zeby na wierzchu piana z pyska ,cala zjezona,deba mi zaczela stawac tak sie wyrywala ze ja nie moglam jej utrzymac,w koncu udalo mi sie ja zawrocic i wycofujac sie z owej sciezki slysza za soba trzask galezi,obracam sie a tam wychodzi z krzakow 2 facetow z 10 metrow za nami.Wyszli na sciezke i patrza na nas.Uderzylo mnie to ,ze oboje mieli zalozone rekawiczki.Nie wiem co tam robili i czy mieli zle zamiary,ale jak teraz to opisuje to mam gesia skore na calym ciele.
Ostatnie zdarzenie mialo miejsce z miesiac temu .W niedziele maz poszedl z dzieckiem na podworko ,a ja podgrzalam sobie bigos ,zjadlam i poszlam do wanny.Pluskam sie pluskam ,a pies przyszedl po drzwi i popiskuje-zignorowalam.Pies zaczyna piszczec coraz glosniej i glosniej wiec w koncu w nerwach wyszlam z wanny zeby jej drzwi otworzyc,otwieram ,a w mieszkaniu siwo Zamiast zgasic bigos to przekrecilam palnik na najwyzszy stopien i garnek z koncowka bigosu sie zjaral na amen.
Te 3 zdarzenia nakazuja mi bezgranicznie ufac psiemu instynktowi
Pies no własnie tylko czy az pies mi moj pies tez życie uratował miałam wilka mieszanca owczarka niemieckiego jak miałam 12 lat a ze mieszkałam nad jeziorem to zimą czesto po szkole szłam z sabą na łyżwy i pewnego dnia wpadłam w przerębel ktory był duzy no i jak wpładłam to woda sie wylała i nie mogłam wyjść tak ślisko było i to przed moim domem nikt tego nie widział gdyby nie saba to nadzwyczajnie bym utoneła ale ona podeszła chwyciłam jej smycz i tak mnie wyciągneła nie zostawiła mnie nie uciekła tylko ratowała swoją pania. już nie zyje 6 lat mam teraz Daisy tez ją bardzo kocham ale jak pomyśle sobie o sabie to uwierzcie mi nigdy takiego psa juz nie bede miała taka kochana była
Pomogła: 7 razy Wiek: 42 Dołączyła: 29 Cze 2011 Posty: 853 Skąd: Warszawa
Wysłany: 23-01-2013, 12:51
Ja nigdy nie miałam na szczęście takich sytuacji,ale kocham mojego psa za to,że tak idealnie potrafi wyczuć nastroje.Mimo,że lubi być blisko,nie lubi szczególnie fizycznego kontaktu,ale jak jestem smutna,zmęczona to sam przychodzi,daje buziaki,domaga się głaskania Mam bardzo silne bóle głowy,zostaję wtedy w domu,zasłaniam żaluzje,biorę tabletki i kładę się do łóżka-Olaf wtedy kładzie się obok mnie i potrafi tak cały dzień mnie pilnować,a jak zwlekę się z łóżka by wyjść z nim na chwilę bo szkoda mi go żeby czekał aż mąż wróci z pracy,to szybciutko się załatwia i wraca.Skąd wie,że ja się źle czuję?Normalnie to go nie można do domu zaciągnąć,każdy się ze mnie śmieje bo jak zauważy że wraca do domu to się kładzie i pie..... nie idzie Podobno pies upodobnia się do właściciela-coś w tym jest,ja lubię chodzić swoimi ścieżkami,mój pies też,czasem bardziej przypomina kota niż psa ale gdzieś te nasze ścieżki się przecinają a nawet łączą
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum