martens1602, ile razy i kiedy karmisz swoją suczkę? Czy może nie chce załatwiać się na spacerach? Miałam taki problem, kiedy pierwszy raz musiałam zostać na dłuższy czas z pieskiem rodziców - na spacerach nie chciał się załatwić, bo był zestresowany tym, że państwa nie ma w domu.
szumke karmie 2 do 3 razy dziennie najperw rano potem pod wieczor ewentualnie dostaje jakies przekaski w poludnie... na spacerach nie ma problemu z zalatwianiem sie...
chociaz jest jedna rzecz jak jest zimno pada deszcz badz snieg nie chce ona wychodzic na dwor jak ja wolam zeby ja wypuscic nawet nie zejdzie z lozka musze wtedy na sile ja wyprowadzac
Martens, mi się coś widzi, że z suczką i z ... Wami to musi być praca od podstaw nad wzajemnym zrozumieniem, zbudowaniem zaufania psa do przewodnika , ustaleniem jasnych zasad i uporządkowaniem Waszego wspólnego życia.
Kiedy w grę wchodzi pies, zwłaszcza duży i strachliwy pies i malutkie dziecko ryzyko zawsze wzrasta, dlatego ja bym radziła bezpośrednią konsultację u szkoleniowca, który zobaczy psa i pogada z nim, zobaczy Was, Wasze wzajemne relacje i na żywo pokaże, jak pracować z suczką i jak zmienić Wasze postępowanie, żeby wszystko się dobrze ułożyło.
Osobiście mogę polecić kontakt z Piotrem Wojtkowem albo Grześkiem Dudą :
Pojawiło sie u mnie a raczej u mojej Izy dosc niepokojace zachowanie... nigdy wlasciwie nie robila czegos takiego... byla spokojna i przymilna suka ostatnio zdarza jej sie powarkiwac... np gdy moja mama glaskala ja po szyi.... innym razem gdy ja glaskalam ja po brzuchu ... a dzis gdy pies podszedl do jej miski ( gdzie zawsze tylko warczala) malo go nie zjadla... nigdy nie podnioslam na nia reki... czy mozliwe ze to w wyniku trwajacej cieczki?? jak temu zapobiegac? jak reagowac? co robie zle
_________________ –Rasowy?
–Potrójnie
–To znaczy?
–nogi wyżła, morda goldena, uszy setera – a razem, uważasz pan?, mój pies!
Mój labrador: Beza
Suczka urodziła się:
27.06.2007
Mój labrador: Kadett
Pies urodził się:
27.07.2008
Mój labrador: Hektor na DT i Żmija- bardzo dziwny lab ;)
Pies urodził się:
Wiek: 50 Dołączyła: 17 Gru 2011 Posty: 165 Skąd: Częstochowa
Wysłany: 11-01-2012, 22:20
u nas był taki okres kiedy Beza była bardzo porywcza w stosunku do napotykanych ludzi, rzucała się w szale w kierunku przechodnia choć nigdy nie doszło do kontaktu fizycznego za to doprowadziło to do sytuacji, w której denerwowałam się coraz bardziej gdy tylko się ktoś zbliżał, sytuacja narastała i nie była komfortowa aż zaczęlam sobie tłumaczyć, że nic się nie stanie- musze ignorowac przechodnia, zanim jeszcze Beza go zobaczyła zaczynałam do niej mówić takim "słodkim głosem" jak wtedy gdy ja przytulam głaszczę: Dobra Bezunia, idzie sobie na spacerek itp. Kontrolowanie swoich emocji rzeczywiście pomogło kontrolować psa, teraz od dawna mam spokój, a w domu gdy mi robiła awnturę, to mnie nigdy nie przerażało i może dlatego nigdy nie potraktowałam takiej sceny poważnie, albo mówiłam: ale niegrzeczna dziewczynka ze stoickim spokojem albo jak już się nie dało wytrzymac tego hałasu- schylałam się do niej i z udawanym zagniewaniem, przywołując ją kiwaniem palca mówiłam: choćno tutaj, porozmawiamy sobie- trochę jak z nastolatką:) To może brzmi niewiarygodnie ale jak Kadett daje do wiwatu robię to samo - reakcja jest taka sama jak u Bezy- pies zwiesza głowę jakby wstydził sie swojego zachowania, jednocześnie podchodzi bardzo pomału, jakby wiedział, że przesadził i obawiał się konsekwencji a ja kiwam dalej aż podejdzie. Wtedy zdecydowanym ale przyjaznym tonem, trzymając pysk w dłoni mówię, że nie wolno się tak zachowywać- wierzcie lub nie ale to ZAWSZE wywołuje u nich skruchę. Na pewno musze sie zgodzić,że lęk czy uległośc wykazana przez właściciela może tylko pogłębić problem, ja jak się denerwowałam ( głównie w pierwszych dniach Kadetta u nas w domu, kiedy psy rzucały się na siebie z dużą agresją) powtarzałam sobie cały czas: "ja tu rządzę" i obserwowałam bez przerwy, jak tylko się coś działo od razu mój wyraźny sprzeciw, zapobiegnięcie bitwie zanim się tak naprawdę wydarzy. Sytuacja zmieniła się w ciągu tych trzech tygodni nie do poznania: od walki o wszystko, teraz potrafią razem obgryzac kostę albo się nią bawić, wzajemnie lizać.
Mój labrador: Zora
Suczka urodziła się:
25.04.2009
Pomogła: 1 raz Wiek: 45 Dołączyła: 30 Maj 2011 Posty: 270 Skąd: Stoczek Łukowski
Wysłany: 19-01-2012, 08:03
zawsze mi się wydawało, że Zora jest pozbawiona agresji, kocha wszystkich i wszystko, inne zwierzęta, innych ludzi, uwielbia dzieci. Mówię o niej, że jest psem zaczepno-obronnym. Najpierw zaczepia potem przychodzi, żeby ją bronić. Wydawało mi się w ekstremalnej sytuacji, zagrożenia ucieknie pierwsza.
Ale ostatnio jej zachowanie mnie bardzo zdziwiło. Była kilka dni u moich rodziców. Z mamą spędzała sporo czasu, dobrze j zna, natomiast tatę zna ale w związku z tym, że pracuje w delegacji nie spędzała z nim, aż tak dużo czasu i nigdy z nim nie została sama. Tata dla żartów szybko podszedł do mamy, złapał w pół i chciał pocałować. Zora w tym momencie wystrzeżyła zęby i zaczeła na niego warczeć, niewiele brakowało, żeby go ugryzła.
Pies chyba odebrał to jako atak na znaną mu osobę i próbował bronić. Zdziwiło mnie to zachowanie bo w domu nieraz się tarmosimy i wygłupiamy w żartach i ona nigdy nikogo nie broniła. Nie wiem co o tym myśleć. Bo z jeden strony byłam jej zachowania pewna w 100% teraz już nie jestem, a z drugiej wiem, że w jakiś sytuacjach zagrożenia jest psem obronnym.
Mieliście kiedyś okazję przekonać się, czy wasz pies będzie was bronić?
Mój labrador: Beza
Suczka urodziła się:
27.06.2007
Mój labrador: Kadett
Pies urodził się:
27.07.2008
Mój labrador: Hektor na DT i Żmija- bardzo dziwny lab ;)
Pies urodził się:
Wiek: 50 Dołączyła: 17 Gru 2011 Posty: 165 Skąd: Częstochowa
Wysłany: 19-01-2012, 10:21
Beza też jest takim psem " zaczepno obronnym" i przyznam szczerze, że niejednokrotnie, będąc z nią na długim spacerze gdzieś na odludziu, jakich wokół naszego domu pełno, zastanawiam się czy gdyby ktoś mnie zaczepił, mogłabym liczyć na jej "pomoc". Na szczęście nie miałam okazji się przekonać, ale jak pisałam wcześniej, zdarzają się ludzie, których Beza nie lubi co przejawia się okropnym szczekaniem, najeżem sierści. Widziałam już sytuację, gdy podbiegła do emerytów: dwa razy- pierwsi byli nastawieni negatywnie i "atak" spowodowany niepwenością trwał dopóki jej nie zabrałam. Drudzy, mimo najeżenia psa powiedzieli: jaki ładny piesek i z uśmiechami pozwolili się obwąchać- choć troszkę łypali na mnie jakby chcąc zapytać czy na pewno ten piesek jest tak dobry jak myslą i ich nie pożre- w tej sytuacji Beza odrazu zmieniła nastawienie zaczęła merdać i się uspokoiła. Jak czytam Twoją historię, pierwsze pytanie jakie mi się nasuwa- to jaki jest stosunek każdego z Twoich rodziców do suczki.
Mój labrador: Zora
Suczka urodziła się:
25.04.2009
Pomogła: 1 raz Wiek: 45 Dołączyła: 30 Maj 2011 Posty: 270 Skąd: Stoczek Łukowski
Wysłany: 19-01-2012, 11:10
mamę jest częstym gościem w naszym domu, bo nieraz zostaje z córeczką jak jestem w pracy. Oczywiście zajmuje się wtedy też Zorą. Chodzą razem na spacery, mama daje jej jeść, bawi się z nią.
Natomiast tatę widzi w weekendy, bywamy co niedzielę u nich w domu wszyscy razem. Potrafi mu przynieść zabawkę do przeciągania lub prosić o głaski. Ale nie spędza z nim czasu sama, najmniej go zna. On nigdy jej nic nie zrobił.
Mój labrador: Beza
Suczka urodziła się:
27.06.2007
Mój labrador: Kadett
Pies urodził się:
27.07.2008
Mój labrador: Hektor na DT i Żmija- bardzo dziwny lab ;)
Pies urodził się:
Wiek: 50 Dołączyła: 17 Gru 2011 Posty: 165 Skąd: Częstochowa
Wysłany: 19-01-2012, 15:13
chodziło mi o to czy Twój tata lubi sunię czy ją tylko toleruje, ale jeśli piszesz, że się już nim bawiła i nie było problemów może był to tylko odruch- przestraszyła się i tak zareagowała. Mnie kiedyś ugryzł pies i wiem do dziś, że tego nie chciał- poprostu wyszłam zza rogu budynku a on w tym samym czasie wybiegł z drugiej strony. Był to pies kolegi, ugryzienie nie było mocne a pies sam był zdziwiony tym co się stało, ogólnie nie widziałam nigdy żeby był agresywny. Niemniej jednak, skoro mamie piesek bardziej ufa i był pod jej opieką powinna była wyrazić swoją dezaprobatę na takie zachowanie. Teraz nie ma się co suczki bać bo pies wie, że się boisz ( Ty może się nie boisz ale może mama czy tata) i boi się także a to może objawiać się agresją.
Mój labrador: Nera
Suczka urodziła się:
08.05.2010
Pomogła: 1 raz Wiek: 42 Dołączyła: 14 Gru 2010 Posty: 1653 Skąd: Kraków
Wysłany: 18-02-2012, 14:35
tak troszkę w temacie dziewczyny, zobaczcie ile sygnałów ten pies z filmiku wysłał wcześniej, za nim zaatakował a nikt nic nie zrobił, aby poprawić jego samopoczucie:
Mój labrador: Beza
Suczka urodziła się:
27.06.2007
Mój labrador: Kadett
Pies urodził się:
27.07.2008
Mój labrador: Hektor na DT i Żmija- bardzo dziwny lab ;)
Pies urodził się:
Wiek: 50 Dołączyła: 17 Gru 2011 Posty: 165 Skąd: Częstochowa
Wysłany: 18-02-2012, 15:36
to prawda, czasem nad odbija, jest albo telewizja ,albo coś i nie chcemy zauważać faktów. Też byłam kiedyś w sytuacji gdy dziecko mojej znajomej klepało Beze po pysku. Na marginesie byla to osoba, która znała i kochała psy, trzymając, może dwuletnią córkę, za rękę nie zwracała uwagi, że mała tłucze psa coraz mocniej a ja druga głupia stałam obok. Aż sie Beza wkurzyła i gwałtownie odwracajac głowę warknęła na małą. Wszyscy sie wystraszyliśmy i nie bez znaczenia pewnie był fakt, że jak się później okazło Beza miała zaalenie spojówek i może dodatkowo wkurzało ją trzaskanie tuż na oczami. Pies też " osoba" możnaby rzec, nie musi się zgadzać na pieszczoty ani "klepanki" od każdego a Naszym zadaniem jest umozliwienie mu wyboru.
Ps.Pozdrowienia od fanki Janusza Korczaka
Mój labrador: Nera
Suczka urodziła się:
08.05.2010
Pomogła: 1 raz Wiek: 42 Dołączyła: 14 Gru 2010 Posty: 1653 Skąd: Kraków
Wysłany: 18-02-2012, 15:43
Agnieszka Majer, no właśnie ostatnio miałam okazje obejrzeć kilka takich filmików, i wreszcie zaczęłam zauważać zupełnie spontanicznie takie sygnały wysyłane przez mojego psa.
Max też czasem warczy na ludzi i na mnie.Nie wiem czym to jest spowodowane.
Np wchodzę do pokoju i na chwilę staje i patrzę się na niego.On wtedy marszczy wargi i warczy.trwa to jakieś 2-3 sekundy.To samo jak ktoś inny się nieraz na niego patrzy,ale nie zawsze.
Nie wiem czy on to odbiera jako wyraz agresji czy się boi.Tak samo jak chciałem go wykąpać pod prysznicem.Nawet z nim wszedłem do środka.Tyle że chyba się przestraszył ciasnego,nieznajomego miejsca bo teraz już wchodzi.
Ostatnio też jak się obudził i siostra TV oglądała i akurat w jego kierunku patrzyła też warczał.
Nie wiem czy to wynika z kontaktu wzrokowego,czy z czegoś innego.
To samo jak ktoś trzyma w rękach spinkę do włosów albo długopis i się nią bawi-wydaję mi się że kojarzy to z zastrzykiem,tyle że na zastrzyku i pobieraniu krwi jest grzeczny i nie warczy tylko się trzęsie ze strachu.
Co do miski i jedzenia to mogę mu zabrać kość z pyska i jedzenie ręką z miski i nic nawet nie mruknie.
Całe to warczenie trwa tak jak mówiłem 2-3 sekundy.
Czy powinienem wtedy odwrócić się,przerwać kontakt wzrokowy,czy przeciwnie?
Wystarczy że cokolwiek do niego powiem i już jest spokojny.
Gorzej jest z kotami-nie da rady żeby je ignorował od czasy jak jeden drapnął go w oko.
Jak tylko zobaczy kota to wpada w szał.Cały się jeży,warczy aż mu z pyska piana leci i biega za nimi mimo że jest po kilku operacjach łokci na dysplazję.
Jak zobaczy kota to całe leczenie na nic.
Ma może ktoś pomysł jak go oswoić z kotami?
Ktosia, przecież TY to wszystko znasz z kursu;-)
Znalazłam jeszcze fragment książki Jamesa O'Heare "Agresja u psów" o sygnałach stresu - trudno się teraz dokopać do książek na onecie, bo pozmieniali portal o psach:
Maxxior, a czy Max był uczony, że kontakt wzrokowy jest dobry i bezpieczny?
Bo jeśli nie to takie gapienie się na niego w jednoczesnym zamarciem przez Ciebie bez ruchu może uznawać za zagrożenie i wyzwanie do konfrontacji.
Koty - trzeba nauczyć psa jak ma się zachowywać w ich obecności.
Jak teraz wyglądają ich stosunki poza tym, że je goni?
Czy one w ogóle mają ze sobą jakikolwiek kontakt?
Mój labrador: Nera
Suczka urodziła się:
08.05.2010
Pomogła: 1 raz Wiek: 42 Dołączyła: 14 Gru 2010 Posty: 1653 Skąd: Kraków
Wysłany: 19-02-2012, 12:07
Gocha2606 napisał/a:
no właśnie czytając zorientowałam się, że ja to już wszystko wiem ale co tam, nie zaszkodzi utrwalić. A filmy o których mówiłam, Ewelina nam puszczała na kursie i one mi właśnie pomogły zobaczyć to o czym czytałam!
maxxior, ja wykorzytywałam kiedyś kota koleżanki do tego. Ona siedziała z kotem na kolanach, a ja miałam arsenał zabawek i smaków i uczyłam Nerę, że kot jest a my się bawimy, uczymy, głaszczemy. Później ja głaskałam kota, a druga koleżanka zajmowała się Nerą. Potem nagradzałam jej spokojne podejście do kota i wąchanie go spokojne, smaczkami i klikaniem. Nie wiem, czy dobrze to zrobiłam, ale do dziś Nera chce się tylko z kotami bawić, a one cholery przed nią uciekają!
Maxxior, a czy Max był uczony, że kontakt wzrokowy jest dobry i bezpieczny?
Zawsze mu patrzyłem w oczy i on mnie też On nie warczy zawsze.
Mnie się wydaję że może mu chodzić może o pochyloną postawę połączoną z milczeniem patrzeniem się na niego.
Trudno mi to określić bo nie zawsze tak jest.
Gocha2606 napisał/a:
Koty - trzeba nauczyć psa jak ma się zachowywać w ich obecności.
Jak teraz wyglądają ich stosunki poza tym, że je goni?
Czy one w ogóle mają ze sobą jakikolwiek kontakt?
Jak miał ok roku to się z nimi bawił i nic im nie robił.
Wszystko się zmieniło gdy kot sąsiada drapnął go po pysku koło oka albo po tym jak kot rzucił się na mojego Pinczerka i go przydusił.
Jak tylko kot wejdzie na podwórko to niema szans na ucieczkę.
Mimo że kuleje jest strasznie szybki.Nawet płot ani krzaki go nie zatrzymają.
Potrafi ściągnąć kota z płotu i rzucać nim o ziemię i w powietrze.
A jak zauważył że koty przychodzą polować na rybki w moim oczku to całymi dniami siedzi pod jałowcem i na nie czeka
Najgorsze jest to że On nie powinien ze względu na swoje łapy tak szaleć i nie wiem co z tym zrobić.
ktosia napisał/a:
maxxior, ja wykorzytywałam kiedyś kota koleżanki do tego. Ona siedziała z kotem na kolanach, a ja miałam arsenał zabawek i smaków i uczyłam Nerę, że kot jest a my się bawimy, uczymy, głaszczemy.
Maź by chyba raczej się nim pobawił.
U weta jak byliśmy po operacji i zobaczył kota to zdemolował cały gabinet mimo że ledwo chodził.
Widziałem kiedyś jak na Animal Planet zostawiali kota w klatce w obecności psa i próbowali przyzwyczaić.
Ja się obawiam że u Nas to nic nie da,bo jak zacznie uciekać to Max zacznie gonić.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum