u nas naszczęście nie ma żadnych lęków , psiaki nic nie niszczą , wszystko może leżeć na wierzchu jak wychodzimy to jedynie wylegują się na łóżku z piłka może to dlatego , że od początku zostawały same
kiedyś mieliśmy problem bo Dekster bał się dzwięku śmieciary jak rano przyjezdzała i drzwi drapał ale umilałam mu te chwile dawałam smaczki przytulałam i jakoś szybko mu przeszło nadal jak śmieciara przyjezdza to nasłuchuje le nic więcej
Dusia ma lek separacyjny Ciezko mi powiedziec kiedy sie rozwinal..wczesniej bylo wszystko ok,u bylej wlascicielki zostawala sama i tez byl spokoj.W sumie to nie mialam pojecia,ze lek separacyjny moze objawiac sie w taki sposob jak u Duski,czyli szczanie i walenie kupy na sypialniane lozko,nie wyla,nie szczekala,niszczyc na duza skale zaczela dopiero niedawno.Konsultowalam sprawe z 2 behawiorystami,bo pierwszemu nie uwierzylam,ze to lek separacyjny Od dwoch tygodni ostro cwiczymy i widze poprawe,ale moze to tylko chwilowe polepszenie,no ale dzis zostala sama na 1,5h i jak wrocilismy to Dusia spala.Jak wychodze na chilke np 10 minut to juz nawet nie reaguje na moj powrot,ale wciaz jest troche zestresowana jak wychodze.Zostawiam jej konga jak ide na dluzej i ladnie sie nim zajmuje.Mam nadzieje,ze obejdzie sie jednak bez klatki
Pomogła: 1 raz Dołączyła: 18 Sie 2012 Posty: 1550 Skąd: Gdynia
Wysłany: 18-11-2013, 22:45
Madzialenka napisał/a:
wciaz jest troche zestresowana jak wychodze
Nam behawiorystka "nakazała" najpierw ćwiczyć samo wychodzenie. Wychodzić i od razu wchodzić, łapać za klamkę niby z zamiarem wyjścia, ubrać się, ale nie wychodzić. I dopiero po oswojeniu się psa z "procesem" wyjścia ćwiczyć zostawanie samemu. A wam jak radzi? Pytam z ciekawości.
nikolajewna, nam tez to nakazali,zeby najpierw wylapac moment co pobudza psa czy to dzwiek kluczy,czy wstanie z kanapy czy kurtka i zeby cwiczyc,czyli wychodzic i nagle rezygnowac z wyjscia,wychodzic na pare minut,postac pod drzwiami wracac jaj pies nie piszczy itd.I to wlasnie cwicze uparcie,ale ona sie dalej denerwuje.Dodatkowym problemem jest.ze zanim ja moje dziecko ubiore do wyjscia to trwa to z 10 minut a Duska w tym czasie juz jest dosc mocno zestresowana.Poza tym corka juz wie ,ze ubieramy sie czesto po to zeby wyjsc na klatke czy do piwnicy kilka razy dziennie i nie chce wspolpracowac Czyli wyjsciom towarzysza krzyki i placz co nie potrzebnie dodatkowo pobudza psa
Pomogła: 1 raz Dołączyła: 18 Sie 2012 Posty: 1550 Skąd: Gdynia
Wysłany: 19-11-2013, 18:15
Madzialenka
Czyli standardowe działanie. Nie zazdroszczę, bo wiem jaka to żmudna robota. Z dodatkowym "obciążeniem" w postaci córci jeszcze trudniejsza. Powodzenia w każdy razie Ci życzę, a wytrwałości przede wszystkim. Na Lakiego te standardowe metody średnio działały, szukaliśmy, pytaliśmy czy można coś jeszcze zrobić, ale wszyscy mówili to samo. Czas, czas, czas.
nikolajewna, a muzykoterapie wprowadzalas? Ja wprowadzilam muzyke relaksacyjna 2 lata temu dla corki do snu dosc czesto Zauwazylam juz wczesniej,ze ta muzyka /puszczam zawsze te same utwory/uspokaja rowniez psy i smiejemy sie ,ze po 10 minutach juz cala trojka spi.Behawiorysta powiedzial mi zebym puszczala psu muzyke relaksacyjna,jezeli pies sie wyciszy to moge np wykonac masaz relaksacyjny.A wychodzac z domu nalezy puscic psu ta muzyke,powinien to kojarzyc z poczuciem bezpieczenstwa.Ciezko mi powiedziec czy to dziala jak mnie nie ma w domu,ale puszczam wychodzac. Dzis bylam w pracy,a TZ w domu ,pojechal na zakupy ,wrocil po dobrej godzinie i nic sie nie stalo,pies byl spokojny i zaspany.20 minut pozniej wyszedl na 10 minut ,a Dusia wydrapala nowa dziure w scianie,wytargala z lazienki kosz z praniem i poroznosila wszystko po przedpokoju.Ja tego nie rozumiem...godzine wytrzyma i nie zniszczy nic a innym razem 10 minut nie moze zniesc bez opiekuna.Nie mam pojecia od czego to zalezy
Pomogła: 1 raz Dołączyła: 18 Sie 2012 Posty: 1550 Skąd: Gdynia
Wysłany: 19-11-2013, 22:11
Madzialenka muzykoterapii nie wprowadzałam. Włączałam np. tv, ale to nie zadziałało. Laki jest już w DS, więc nie mam już możliwości sprawdzenia. Zapisuję jednak w pamięci "do wypróbowania" chociaż mam nadzieję nigdy nie musieć korzystać.
U nas też były wahania. Raz 10 minut i cisza, innym razem po minucie jazda. Jeszcze innym razem 40 minut bez szczekania, ale w zamian wyszukiwanie jedzenia w miejscach teoretycznie niedostępnych. Jak masz możliwość to rób nagrania. To jest bardzo pomocne. Będziesz widziała czy dyszy stresując się, czy drapie w drzwi (Laki skakał na drzwi nie zostawiając śladów pazurów), czy piszczy, czy szczeka. Ale jak piszesz, że ona stresuje się przy samym wyjściu to chyba na to trzeba położyć nacisk. I te krótkie wyjścia-wejścia mogą być kluczowe. Ale to już behawiorysta powinien się wypowiedzieć.
Madzialenka, chciałabym zapytać jak Wasze problemy z lękiem? Szczerze powiedziawszy już od jakiegoś czasu szukam kogoś kto ma podobny problem. Bo u mnie też oprócz demolowania domu codziennie czeka na kogoś z domowników kupa i siku, a Pola ma już 11 miesięcy . Jestem u kresu sił a atmosfera w domu coraz bardziej napięta. Wykorzystałam już wszystkie możliwe metody, nikt nie jest w stanie niczym mnie zaskoczyć. Po konsultacjach z weterynarzem i behawiorystą byłam zmuszona zastosować tabletki oxazepam ale nawet i to nie pomogło. Najbardziej w tym wszystkim szkoda mi psa i już na serio zaczynam się zastanawiać czy nie poszukać jej domu w którym przez większość czasu ktoś jest obecny... no więc ciekawa jestem czy u Was jest jakaś poprawa? Potrzebuję choć odrobinę nadziei... Naprawdę nie chcę jej oddawać...
martula, czy jest u nas poprawa? TAK Chociaz wczoraj zostala sama w domu 2godzinki i naszczala mi na naroznik , wywlekla znow smieci z szafki i poroznosila po mieszkaniu:cring: ,ale to byla moja wina bo zostawilam drzwi do pokoju otwarte.W sobote psy zostaly same na noc i nic nie zniszczyla nie bylo tez ,ani kupy ,ani siku.Ogolnie jest poprawa,ok raz jak bylismy w pracy to sciane znow podrapal,ale malo w porownaniu do tego co potrafila zrobic.
martula napisał/a:
Bo u mnie też oprócz demolowania domu codziennie czeka na kogoś z domowników kupa i siku, a Pola ma już 11 miesięcy
szczerze to Dusia dopiero ze 2 miesiace temu nauczyla sie wreszcie utrzymywac czystosc w domu,do 12-13 miesiecy walila w domu jak szczeniak,tez mi rece opadaly,no ale to juz mamy za soba Marta a co z klatka? Nie probowaliscie? Nie oddawaj Poli z powodu jej leku...to nie w porzadku..
U nas po kilku miesiącach demolki było już naprawdę super do momentu gdy ukochany pan nie musiał zacząć wyjeżdżać. Wtedy zaczęło się od nowa. Demolka naszego pokoju, głównie łózka po której śpi TŻ, zjadanie kołdry, poduszek itp. Próbowałam zostawiać w ogrodzie to szczekała jak szalona W tym momencie zostaje w domu, mam dla niej naszykowane kilka par starych bucików bo skoro już musi niszczyć nasze rzeczy to niech pożera to co niepotrzebne Dziś zjadła poduszkę, z tym że nie naszą tylko swoją. Nie wiem co zrobię jak zeżre już wszystkie stare buty, mam nadzieję że do tego czaasu TŻ zacznie na miejscu pracować i się skończą psie akcje
Pomogła: 7 razy Wiek: 42 Dołączyła: 29 Cze 2011 Posty: 853 Skąd: Warszawa
Wysłany: 06-12-2013, 21:42
Kasia82, nie wiem czy pomysł z butami jest szczególnie trafiony bo pies nie odróżnia czy są stare czy nowe jak się nauczy je zjadać to nie będzie wybierać
Pomogła: 12 razy Wiek: 48 Dołączyła: 29 Kwi 2010 Posty: 14690 Skąd: Telford UK
Wysłany: 06-12-2013, 23:05
Dlaczego nie sprobujecie z klatka (oczywiscie nie od razu, a po odpowiednim treningu)? Klatka nie tylko uchroni dom przed zniszczeniami, ale tez zapewnia psu poczucie bezpieczenstwa i pozwoli mu sie wyciszyc.
Juz wielokrotnie o tym pisalam na forum - to co Barney wyrabial ciezko opisac; jakims cudem nie zrobil sobie krzywdy, narazil nas "tylko" na olbrzymie stresy i straty.
martula, my też prawie codziennie coś mamy narobione w domu (nie mówię już o standardowym siku i często kupie). Uzbrój się w cierpliwość. Pies robi szkoda, ale mu przejdzie, da się go wyćwiczyć i potem będziesz miała przyjaciela do końca jego dni.
My chwilowo nie mamy możliwości, ale jak Lucky opuści nasz dom, to i Lunie zafundujemy klatkę. Do tej pory uwazałam, że nie jest potrzebna, ale patrząc na to jak pozytywnie zmieniła się Lucky - szczególnie pod względem załatwiania swoich potrzeb w domu, to klatka jest naprawdę super sposobem.
u nas to różnie, przez pierwsze miesiące nie było problemu, aż rozprawił się z wykładziną na schodku, potem drapanie drzwi wejściowych, wygryziona/wydrapana ściana, a właściwie narożnik przy drzwiach. takie zachowanie nie było codziennością, pies jest w domu sam ok 4 godzin rano, potem przchychodze na półgodziny go wyprowadzić i mąż przychodzi zaraz potem, jak nie to za 3 godziny ja jestem z powrotem. wiekszość szkód była po moim drugim wyjściu.
rozmalialiśmy z wetem w zeszłym tygodniu, podobno są obroże (na baterie chyba) które lekko grzeja psa w kark i to go podobno uspokaja, bo czuje jakby go ktś głaskał. słyszeliście o tym?
młody od misiąca jest zamykany (mamy bramke dla dzieci, bo klatki nigdzie nie wciśniemy) ale też potrafi dziurę w ścianie wylizać (on chyba lubi ściany) - te dziury są na wysokości jego głowy, więc sobie wyobrażam, że siedzi, opiera grzbietem o ścianę, odwraca głowę, natrafia na ścianę i zaczyna ją lizać...potem gryźć
tak się zastanawiam, czy mi dzieciaki psa nie straszą, albo motory na ulicy. raz jak przyszłam do domu, to pies był przerażony, wciśniety w róg pod schodami, i jak chiałam podejść to się lekko zsiusiał, to było kiedy zrywali nawierzchnię pod domem i kładli nowy asfalt, a oststnio odkryłam ślad piłki na oknie - więc ktoś bezczelnie używał frontu naszego domu jako bramki.
Pomogła: 12 razy Wiek: 48 Dołączyła: 29 Kwi 2010 Posty: 14690 Skąd: Telford UK
Wysłany: 08-12-2013, 00:21
Quaddo napisał/a:
bo klatki nigdzie nie wciśniemy
moze jednak warto przearanzowac dom; miejsce dla klatki na pewno gdzies sie znajdzie (np my w wynajmowanym mieszkaniu pozbylismy sie stolika w salonie zeby wstawic klatke); teraz psy maja swoj pokoj, gdzie stoja klatki, ale my zrezygnowalismy z jadalni; mamy tylko maly salon.
Madzialenka, to nie jest tak , że ja się chcę pozbyć "kłopotu" tylko naprawdę szkoda mi mi Poli. Jednym z moich pomysłów była obserwacja psa przez Skypa. Ja byłam w pracy i mogłam w każdej chwili coś do psa powiedzieć. Chciałam zareagować w momencie jak Pola będzie robiła np. siku no i ogólnie uspokajać ją głosem. No i wtedy zobaczyłam co przeżywa pies z lękiem separacyjnym. To nie jest zwykłe szukanie sobie zajęcia i czegoś do gryzienia. Widziałam jak mój pies zaczyna biegać po domu od pokoju do pokoju coraz bardziej się nakręcając. Biega po kanapach, parapetach i niższych szafkach. Potem zaczyna przynosić do pokoju rózne rzeczy do poszarpania (wszystkiego nie da się schować). Cały czas przy tym szczeka i wyje. Jest jakby w amoku, jest poprostu przerażona. Do tego stopnia że na mój głos z ekranu monitora nie reaguje wcale. Skype działał mi przez godzinę, ale to mi wystarczyło. Wtedy w domu pojawiła się klatka. Wzięłam tydzień urlopu żeby przeprowadzić trening klatkowy. Wydawało się że z powodzeniem. Pola klatkę uwielbiała, nawet przestała z nami spać w łóżku tylko szła do swojej nory. Ostatniego dnia treningu wyszłam na dwie godziny i było OK. Jakież było moje zdziwienie kiedy po powrocie z pracy zastałam psa w pod drzwiami. Otworzyła sobie klatę. Nie mam pojęcia jakim cudem bo ja ledwo ją otwieram (jest naprawdę solidna). W ciągu kolejnych dni i dodatkowych zabezpieczeń klatki Pola powyginała pręty w każdym możliwym miejscu jak również zaczęła się tam załatwiać Klatka przestał mieć sens.... Nie będę pisać co jeszcze robiłam bo naprawdę robiłam wszystko co jest możliwe, niejednokrotnie korzystając z forumowych rad. Najgorsze jest to że wiem że to moja wina. To ja zrobiłam błąd już na samym początku zbytnim "matkowaniem". Nie nauczyłam jej niezależności... a teraz płaci za to pies . Póki co oddawanie Poli to nadal tylko ostateczna opcja tym bardziej że mam 11letnią córkę która raczej nigdy by mi tego nie wybaczyła. Pozatym mąż wpadł na pomysł żeby ją zamknąć w łazience (mało światła, mało miejsca, gołe ściany i bardzo ciepło - tylko Pola, jej kong i kość). Wczoraj wróciliśmy z pracy i pierwszy raz w życiu Pola nie zrobiła dosłownie nic . Pojawiła się kolejna nadzieja. W poniedziałek jesteśmy umówione na sterylkę - może po zabiegu też ciut się wyciszy? Wiem, że nie jest to reguła, ale może.... A tak przy okazji to dobrze że jest to forum - niejednokrotnie podnosiło mnie na duchu w tych najgorszych momentach.... Dzięuję
[ Dodano: 08-12-2013, 09:42 ]
[ Dodano: 08-12-2013, 09:47 ]
[ Dodano: 08-12-2013, 09:57 ]
Best friends Pola i moja córcia:
Martula! słodka czekolada my przestrzen naszego psa ograniliczyliśmy do przedpokoju, a teraz do schowka pod schodzami. wypadki są sporadyczne
mibec napisał/a:
moze jednak warto przearanzowac dom;
wiesz, że na początku w ogóle mi się pomysł z klatka nie podobał, ale po fali zniszczeń założyliśmy mu następną bramkę i ograniczycliśmy przestrzeń, jezeli nadal będą problemy, o już podjeliśmy decyzję o klatce. jak na razie dajemy mu sznsę. chyba kupimy mu te obroże najpierw.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum