a może z pilota, o tym nie pomyślałam tak jest jak człowiek nie śpi po nocach to i komórki mózgowe nie działaja jak trzeba
_________________ "Mieszańce chroni więc sama natura, psy rasowe chroni mądry dobór hodowlany, "rasowych bez rodowodu" nie chroni nikt i nic. O tym naprawę nie wolno zapominać!"
Wysłany: 09-01-2009, 13:58 Re: Szkolenie z obrożą elektroniczną
BlueDiego napisał/a:
Co o tym myślicie?
Ja myślę, że labrador, to nie niezależna i trudna w szkoleniu łajka syberyjska .
Myślę również, że jak ktoś, kto nie ma zielonego pojęcia o szkoleniu psów, zacznie używać teletaktu, to cudów nie może oczekiwać .
Jeśli przychodzi mi czasem do głowy myśl o zakupie tego genialnego amerykańskiego (chyba) wynalazku, to tylko w celu oduczenia psa zbieractwa, które może być dla niego śmiertelnie
niebezpieczne. Ale żeby założyć labradorowi teletakt w celu nauczenia go powrotu na komendę? Coś takiego jeszcze nie przyszło mi do głowy
Mój labrador: Kaja
Suczka urodziła się:
04/09/2007
Wiek: 79 Dołączył: 28 Mar 2008 Posty: 351 Skąd: Lublin
Wysłany: 10-01-2009, 00:33
Gerard napisał/a:
Ale żeby założyć labradorowi teletakt w celu nauczenia go powrotu na komendę? Coś takiego jeszcze nie przyszło mi do głowy
Ja bym również nie stosował teletaktu, szczególnie dla "miękkiego" labradora. Można psa "psychicznie" wykoleić, zamienić wesołego, pełnego temperamentu, pieska w przestraszone, kulące ogon stworzenie... Szczególnie stosując zestaw bez regulacji siły działania. Zresztą Kaja była szkolona bez takiego urządzenia. Ale co do nauki powrotu przy pomocy teletaktu, to wydaje mi sie, że jest to możliwe i łatwe.. Ja raczej myślałem o zakładaniu pieskowi takiej obroży na polowaniu zbiorowym, aby uniemożliwić mu pogonienie za dzikiem bez komendy.. Miesiąc temu spotkałem człowieka, któremu wyżeł (ze smyczą) uciekł za dzikiem bez komendy, został rozdarty i walczył o życie po operacji... Póki co jeszcze nie planuję w tym roku udziału Kaji w zbiorówce...
[ Dodano: Sob 10 Sty, 2009 ]
Oglądnąłem filmiki i powiem, że pieski ładnie wykonują ćwiczenia, chociaż widać u nich efekt szkolenia na smaczki, gdyż poruszają się nienaturalnie, oczekując na nagrody.. Tak właśnie ja też chodziłem z Foksiem... Kaja idąc przy nodze, porusza się w sposób naturalny. Siada, waruje, zostaje na komendy głosowe, gesty i komendy wydane gwizdkiem.. Też nie używałem teletaktu... Ale może to jest jeszcze tylko szkolenie tych piesków, chociaż pamiętam, że z Foksiem się męczyłem, by tą nienaturalną pozycję uzyskać
Ja bym również nie stosował teletaktu, szczególnie dla "miękkiego" labradora. Można psa "psychicznie" wykoleić, zamienić wesołego, pełnego temperamentu, pieska w przestraszone, kulące ogon stworzenie...
Właśnie . Niedoświadczony przewodnik może sobie zafundować dzięki obroży elektrycznej psa bojaźliwego, wycofanego.
BlueDiego napisał/a:
Ale co do nauki powrotu przy pomocy teletaktu, to wydaje mi sie, że jest to możliwe i łatwe..
No,...nie do końca takie bardzo łatwe. Trochę trzeba wiedzieć, znać się na psach, żeby przy pomocy teletaktu SKUTECZNIE oduczyć psa gonienia zwierzyny, czy braku powrotu na komendę. Celowo piszę "oduczyć" bo to jest oduczanie złego nawyku a nie nauka właściwego zachowania.
BlueDiego napisał/a:
Ja raczej myślałem o zakładaniu pieskowi takiej obroży na polowaniu zbiorowym, aby uniemożliwić mu pogonienie za dzikiem bez komendy.
A co będzie jak pies znajdzie się poza zasięgiem obroży elektrycznej i wtedy poczuje świeży ślad dzika? O taką sytuację nie jest trudno na polowaniu. Wtedy przydałoby się dobre przywołanie gwizdkiem.
BlueDiego napisał/a:
Oglądnąłem filmiki i powiem, że pieski ładnie wykonują ćwiczenia, chociaż widać u nich efekt szkolenia na smaczki, gdyż poruszają się nienaturalnie, oczekując na nagrody..
Psy pracują "dla nas" za nagrody . Ja osobiście nie widzę nic złego w smaczkach i szkoleniu na smaczki. Poza tym zauważyłeś pewnie na tym filmiku, że poza smaczkami pies nagradzany jest również w inny sposób, zabawą i socjalnie (przeciąganie aportu to zabawa, poklepanie i podrapanie to nagradzanie socjalne). Sposób nagradzania zmienia się wraz z wiekiem psa.
Im pies starszy tym mniej smakołyków, za to więcej nagradzania przez zabawę i socjal.
Masz rację, że takie chodzenie przy nodze, wygląda nienaturalnie, bo to jest sportowe chodzenie przy nodze. Ten pies trenuje do zawodów obedience. Po ulicy tak nie chodzi. Nawet komendy dawane w ringu posłuszeństwa, są inne niż te, które dajemy psu na normalnym spacerze, komendy na te same czynności. Oczywiście, że to by trochę śmiesznie wyglądało, gdyby pies w ten sposób chodził na polowaniu .
Wkleiłem link do filmiku, żeby pokazać, że psa można "nauczyć", bo wierz mi, ten młody pies tak samo pracuje w towarzystwie innych psów i nawet w towarzystwie grzejących się suk i że jak dostanie od swojego przewodnika komendę "zostań" to nie pogoni za dzikiem, ani sarną czy zającem. On został tego nauczony. Przy pomocy obroży elektrycznej, jeśli wiemy jak ją używać, możemy tylko starać się oduczyć psa niepożądanych zachowań. Myślę Diego, że rozumiesz o co mi chodzi
Mój labrador: Kaja
Suczka urodziła się:
04/09/2007
Wiek: 79 Dołączył: 28 Mar 2008 Posty: 351 Skąd: Lublin
Wysłany: 11-01-2009, 08:29
Gerard napisał/a:
Psy pracują "dla nas" za nagrody . Ja osobiście nie widzę nic złego w smaczkach i szkoleniu na smaczki. Poza tym zauważyłeś pewnie na tym filmiku, że poza smaczkami pies nagradzany jest również w inny sposób, zabawą i socjalnie (przeciąganie aportu to zabawa, poklepanie i podrapanie to nagradzanie socjalne). Sposób nagradzania zmienia się wraz z wiekiem psa.
Zgadzam się z tym co napisałeś. Moja niechęć do używania "smaczków", jest prawdopodobnie jakimś moim dziwacznym uprzedzeniem.. Ale to pokazuje, że szkolić bez smaczków również można. Przy moich wędrówkach z psem po "terenie" (często w lecie - całodniowych) jest to również bardziej "praktyczne" i wygodne..
Gerard napisał/a:
jak dostanie od swojego przewodnika komendę "zostań" to nie pogoni za dzikiem, ani sarną czy zającem. On został tego nauczony
Skąd ta pewność? Przecież te psy z reguły nie są szkolone "na tropach", w lesie...?
Tam grają u psa inne emocje..
Skąd ta pewność? Przecież te psy z reguły nie są szkolone "na tropach", w lesie...? Tam grają u psa inne emocje..
Masz całkowitą rację. Pewności nie można mieć nigdy .
Swoją wypowiedzią w tym temacie chciałem jedynie zwrócić uwagę na to, że obroża elektryczna
może być doskonałym narzędziem do oduczania psa złych nawyków, ale pod warunkiem, że używa jej doświadczona osoba. W rękach niedoświadczonego przewodnika może wyrządzić wiele szkody.
Mój labrador: Hermiona (*)
Suczka urodziła się:
30.08.2003-02.05.2018
Mój labrador: Fiona (*)
Suczka urodziła się:
23.01.2008-12.12.2019
Mój labrador: LOVE STORY Lualaba(*)
Pies urodził się:
14.09.2008-19.06.2022
Dołączyła: 31 Paź 2008 Posty: 9860 Skąd: Warszawa
Wysłany: 11-01-2009, 10:29
Gerard napisał/a:
Pewności nie można mieć nigdy
I z tym się zgadzam .Moja Hermiona mimo że nie szkolona wyczynowo /tropienie czy agility/..nauczona życia w mieście.
Zawsze chodzi bez smyczy , zna pojęcie ulica i zatrzymanie się przed nią.
Czasami myślę że to pies interaktywny , posłuszny .
Pewnego razu , mimo komendy "stój-ulica"...przebiegła widząc pana po przeciwnej stronie.
Nigdy nie szkolona za pomocą elektryki czy smaczków,jedynie pozytywne szkolenie , głaskanie i pochwały.
Mój labrador: Megan vel Sylena
Suczka urodziła się:
10.08.2007
Wiek: 48 Dołączyła: 25 Sie 2008 Posty: 836 Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 11-01-2009, 12:05
Racja racja racja !!!
Skoro nie ufam sobie to i nie zaufam psu, choćby nie wiem jak był mądry i szkolony nawet. Zawsze coś niespodziewanego może mieć miejsce a wówczas czort wie jak potoczą sięsprawy. Nie ma co ryzykować, trzeba mieć oczy ze wszystkich stron głowy. Basta.
Dołączyła: 26 Sie 2008 Posty: 187 Skąd: okolice Krakowa
Wysłany: 11-01-2009, 12:10
Gerard napisał/a:
obroża elektryczna
może być doskonałym narzędziem do oduczania psa złych nawyków, ale pod warunkiem, że używa jej doświadczona osoba. W rękach niedoświadczonego przewodnika może wyrządzić wiele szkody.
Takie jest też moje zdanie. Tak czy inaczej labradorowi potrzebna jest praca, dużo urozmaiconych zajęć. A skoro tak to dlaczego czasu przeznaczonego na tę pracę nie wykorzystać na szkolenie z naciskiem na przywołanie?
W terenie takim jak las(choć rzadko tam chodzę bo boję się dzików, jest ich w naszym lesie sporo) staram się by pies nie znikał mi z pola widzenia.
Dołączyła: 26 Sie 2008 Posty: 187 Skąd: okolice Krakowa
Wysłany: 11-01-2009, 20:55
Tsunami napisał/a:
O którym lesie mówisz?
Tak troszke na południe od Skawiny. On chyba nie ma swojej nazwy. Ślady dziczego rycia widać na łąkach oddalonych od lasu może pół kilometra albo i więcej. Chodziłam z Figą do lasu ale gdy młody, rosły mężczyzna opowiadał że wolał na drzewo wleźć niż z watahą dzików się spotkać - wolę już tam nie łazić.
Mój labrador: Kaja
Suczka urodziła się:
04/09/2007
Wiek: 79 Dołączył: 28 Mar 2008 Posty: 351 Skąd: Lublin
Wysłany: 11-01-2009, 22:54
BarbaraS napisał/a:
Ślady dziczego rycia widać na łąkach oddalonych od lasu może pół kilometra albo i więcej. Chodziłam z Figą do lasu ale gdy młody, rosły mężczyzna opowiadał że wolał na drzewo wleźć niż z watahą dzików się spotkać - wolę już tam nie łazić.
Ja też bym zdecydowanie wolał schronić się na drzewie, ale co by było wtedy z Kają?
Dlatego też w "prawdziwym" lesie mam ze sobą zawsze pistolet-straszak! Może przegonić wszystkie dziki w promieniu kilkuset metrów, a tym bardziej ostrożne wilki..
Ale faktycznie, z roku na rok, populacja lisów i dzików jest coraz większa, aż muszą one, z konieczności, wkraczać na "ludzkie" tereny. Przyczyną tego są nadmierne ilości tych zwierząt (dzików) wypuszczane z hodowli do lasu, w stosunku do ilości dzików odstrzelonych, oraz brak wilków, które są ich naturalnymi wrogami (zabijają dużą ilość młodych dzików oraz lisy). Chociaż w niektórych regionach Polski wilków nie brakuje (lasy Warmii i Mazur, Podlasia, Roztocza, Bieszczadów, czyli tzw. "daleki wschód").
Mój labrador: Megan vel Sylena
Suczka urodziła się:
10.08.2007
Wiek: 48 Dołączyła: 25 Sie 2008 Posty: 836 Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 11-01-2009, 23:03
u nas w centrum Bydgoszczy - w okolicy hali sportowej rezyduje lis. Najprawdziwszy z prawdziwych. Unikam tego miejsca, chociaż on się przemieszcza i obsikuje co popadnie. Meganka jak go poczuje to niemal sunie nad ziemią. Nic jej tak nie kręci jak smrodek lisa.
Przyczyną tego są nadmierne ilości tych zwierząt (dzików) wypuszczane z hodowli do lasu, w stosunku do ilości dzików odstrzelonych, oraz brak wilków, które są ich naturalnymi wrogami (zabijają dużą ilość młodych dzików oraz lisy).
Ponadto lisy są corocznie szczepione i nie chorują, można powiedzieć na szczęście nie chorują,
na wściekliznę. Z drugiej strony coroczne szczepienia lisa, spowodowały, że jest go coraz więcej.
Mój labrador: Tsunami, Joy
Suczka urodziła się:
07.07.2007; 20.03.2009
Suczka urodziła się:
Wiek: 38 Dołączyła: 26 Lis 2007 Posty: 1371 Skąd: Kraków
Wysłany: 12-01-2009, 16:55
BlueDiego napisał/a:
Ja też bym zdecydowanie wolał schronić się na drzewie, ale co by było wtedy z Kają?
Dlatego też w "prawdziwym" lesie mam ze sobą zawsze pistolet-straszak! Może przegonić wszystkie dziki w promieniu kilkuset metrów, a tym bardziej ostrożne wilki..
Naprawdę przegoni dzika? Jeśli tak, to się muszę w coś takiego zaopatrzyć, bo raz spotkaliśmy z Tsuśką odyńca w Lasku Wolskim, odpoczywał pod konarem z metr od nas, na nasze szczęście był stosunkowo młody i w dodatku zamiast w naszym kierunku uciekał w przeciwnym, a Tsuśka choć oszalała z zapachu była tak tym podniecona, że go nie zauważyła
W każdym razie jak widziałam z jaką szybkością biegnie pod górę, to nie chciałabym znaleźć się na jego drodze.
Mój labrador: Kaja
Suczka urodziła się:
04/09/2007
Wiek: 79 Dołączył: 28 Mar 2008 Posty: 351 Skąd: Lublin
Wysłany: 12-01-2009, 21:15
Przegoni, niestety dodatkowo również całą zwierzynę płową (sarny, jelenie), z którą spotkania są raczej rzadkie, ale miłe..
Polecam pistolet hukowy Lexon 11 na naboje long 6mm, bocznego zapłonu (dostępny w sklepach internetowych z bronią), bez zezwolenia...
Jeśli sie takowego nie ma w "prawdziwym" lesie, to trzeba zachowywać się głośno, dużo mówić, pokrzykiwać.. Efekt będzie podobny.. Najgorsze są niespodziewane spotkania z dzikami, bo nie wiadomo jak wtedy zareagują..
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum