forum.labradory.org

Psychika i zachowanie - Ogólnopojęte zachowanie psa adoptowanego

may92 - 18-05-2011, 16:48
Temat postu: problem z 1,5-roczną suczką
Otóż, mam problem ze swoją suczką.

Ma nieco ponad półtora roku, ale jest u mnie od sierpnia zeszłego roku. Mój ojciec kupił ją bez konsultacji z resztą rodziny, więc właściwie nic o niej nie wiemy. Jednak, udało się dociec, że jesteśmy jej trzecimi lub nawet czwartymi właścicielami. Podobno była wcześniej bita. Jest baaaardzo energiczna, natrętna, z przykrością muszę stwierdzić, że nawet... głupia.

Nie wiem, czy labradory mogą przebywać z innymi psami. Mam też owczarka niemieckiego, niestety też suczkę, i tylko miesiąc od niej starszą. Początkowo, były agresywne wobec siebie, później się chyba zakumplowały, a teraz... ciężko stwierdzić, owczarek potrafi nawet ją zaatakować, ale generalnie bawią się razem. Z racji szkód, jakie wyrządziły w domu i na podwórku, moja mama podjęła decyzję o zamknięciu ich obu w kojcu. Ale nie wydaje mi się to dobrym pomysłem, mam wrażenie, że labrador się marnuje, niszczy...

Więc podjęłam dzisiaj wyzwanie, żeby ją wychować, ułożyć.
Oddzieliłam ją, wykąpałam, przytuliłam mocno i odniosłam wrażenie podczas kąpieli, że... zaufała mi w jakiś sposób; przestała nagle uciekać, później dałam jej spokojnie kilka smakołyków i przez pół godziny nie odstępowała mnie na krok, I BYŁA SPOKOJNA! Z reguły, zachowuje się jakby miała ADHD, biega, gryzie delikatnie, zaczepia, jest po prostu nie do zniesienia! A, i zapomniałam dodać, że jest strasznie "zachłanna" na jedzenie. Gdy tylko widzi coś do jedzenia, od razu zaczyna skakać, biegać i po prostu bez pozwolenia zaczyna jeść jak prosiaczek.


Bardzo chciałabym, żeby ten pies był spokojny, ułożony, ale nie wiem, czy jestem w stanie to zrobić.
Moglibyście pomóc, dać jakieś rady, abym i ja mogła pomóc jej?
Jest piękna i kochana, ma ciepłe usposobienie, ale niestety... ciężko z nią wytrzymać.
Nie jest jeszcze za późno na pewnego rodzaju trening?


A oto i ona :)

mibec - 18-05-2011, 16:56

may92 poszukaj szkoly szkolacej metodami pozytywnymi i zajmij sie sunia pod okiem szkoleniowca.
Lawendowa - 18-05-2011, 18:05

may92 napisał/a:
Z reguły, zachowuje się jakby miała ADHD,


Moja suczka też się tak zachowuje, jest młoda. Chodzę z nią na długie spacery, staram się ją zmęczyć fizycznie i umysłowo. Po powrocie ma ochote tylko na spanie i mizianie.

may92 napisał/a:
jest strasznie "zachłanna" na jedzenie.

Chyba większość labków to żarłoki :)

Może sunia biega, skacze i podgryza bo ma zbyt mało ruchu? zabawy? może nie poświęcacie jej tyle uwagi ile potrzebuje?

Zapewne dużo pracy przed Tobą ale nie rezygnuj z niej.. za moment zorientujesz się,że masz najfantastyczniejszego kumpla koło siebie.
My ćwiczymy metodą klikerową, polecam spróbować.

http://members.westnet.co...al_00/wstep.htm
http://www.szkoleniepsow....ie-klikerowe,2/

may92 - 18-05-2011, 18:49

Właśnie, zaplanowałam dzisiaj spacer i trochę ruchu dla niej. :)
Bo tak naprawdę... przez to, że wszyscy mieliśmy jej zwyczajnie dosyć, bardzo mało się nią zajmowaliśmy, ale dziś jej obiecałam, że to się zmieni. Chyba zrozumiała. ;-)

A co do żarłoków, to... uff, myślałam, że tylko ona staje się takim wstręciuchem, gdy widzi jedzenie.


Poczytałam trochę o tej metodzie klikerowej, i chyba będę próbować.
Powiem szczerze, że dziś jak włączyło jej się ADHD, i zaczęła na mnie skakać, powiedziałam kilka razy zdecydowanym głosem "siad", usiadła, dostała smakołyk i chyba chwyciła, o co mi chodziło. :)
Dzięki wielkie! :)

dominika92 - 18-05-2011, 19:15

may92, jak pies nie ma ruchu to zawsze będzie wariował :) wypróbujcie też konga- zabawkę do której wkłada się jedzenie zamraża i pies ma zajęcie na ponad godzinę jeśli dobrze przygotujesz:)

i nie mów o swoim psie że jest głupi..z pewnością nie jest tylko brak mu wychowania, ruchu, szkolenia. zresztą to co piszesz teraz świadczy że tak nie jest. labradory bardzo chętnie się uczą, wykorzystaj to! :)

Lawendowa - 18-05-2011, 19:20

may92, Ona przebywa w domu czy na podwórku?
jkasia - 19-05-2011, 07:37

may92, ja mam równiez seczke w wieku Twojej i mogłabym powiedziec , że opis Gerdy jest podobny do opisu Kasty :) Moja mała tez ma ADHD- to jest udoda labków ale można to w pewnym sensie opanować zapewniając im duzo ruchu. Kasta po intesnywnym, godzinnym spacerze i zabaw z innymi psami, aportowaniu piłek i freesbe po przyjściu do domu pada :-P jest zmeczona i spi jak aniołek. Rowniez jest ogromnym łakomczuszkiem-wykorzystaj to do szkolenia. Jak dostaje głupawki to wydaj jej kilka komend: siad, waruj, siad, łapa, turlaj sie itp-uspokoi sie na pewno. Jesli chcesz ją zając czymś, kup kong- taki trixi jest tanszy niz oryginalny a dobrze sie sprawdza-i wlej w niego jogurt naturalny i zamroź. Sunia bedzie lizała go długo ;D
Jesli jest na podwórku-to nie najlepiej-laby kompletnie sie nie nadają na dwór.
Fajnie, że zdecydowałąś sie z nia popracować, nie jest za późno i na pewno Ci sie uda jak bedziesz konsekentna.Powodzenia :haha:

Ewelina - 20-05-2011, 08:26

may92, Dziewcyzna chciała zwrócić na siebie uwagę dlatego tak się zachowywała. Zobaczysz jaka będzie wpatrzona w ciebie po tym wszytskim. Trzymam kciuki za szkolenie :) Dziewczynka jest piękna :)
yesh - 20-05-2011, 10:07

may92, ja mam rodzinę pod Legionowem.. czasem do nich wpadam na weekend. Też mam czekoladkę. Może kiedyś udało by się nam umówić z psiakami, żeby razem pobiegały..
joanna - 20-05-2011, 13:41

labradory to nie sa zwyczajne psy,przekonasz się o tym,jak juz postanowiłaś ze zajmiesz sie konkretnie sunia ,skorzystaj z forum i poczytaj o innych labkach a bardziej ja zrozumies z to cały klucz do sukcesów jakich wam zycze
siulentas - 20-05-2011, 14:10

fajna czekoladka napewno warto o nia powalczyc :) bedziesz zadowolona i sunia szczesliwa :) napewno nie obejdzie sie bezproblemowo ale jak to wszystko przetrwasz bedziesz miala cudnego towarzysza zycia :)
may92 - 24-05-2011, 18:05

Dzięki wielkie za rady!

Chodzimy na spacery, dostaje smakołyki za dobre zachowania, i już zauważyłam poprawę w jej zachowaniu. :)

Chociaż spacery z nią nie należą do przyjemnych, przynajmniej na początku, ma tyle energii, szarpie, wyrywa się i... jest agresywna wobec innych psów, spotkanych na spacerze. Ale jak wracamy do domu, to jest już zmęczona i spokojniejsza.

A co do pytania, czy jest w domu, czy na podwórku.
Najpierw była w domu, później na podwórku, później w kojcu, a teraz... wywalczyłam psa w domu! Mam wrażenie, że doceniła to i chyba sama postanowiła poprawę.


Pisał ktoś, żebym nauczyła ją komend. Na razie tylko reaguje na "siad", bo wie, że zaraz dostanie ciasteczko, więc siada i czeka. Ale z łapą, leżeniem i turlaniem się... Oj, ciężko.
Jak proszę o łapę, to... kładzie się i na mnie patrzy. :D

W każdym razie, dziękuję Wam bardzo!
Ona jest warta tego wszystkiego... :)

Pozdrawiam
i pracujemy dalej

luidezerter - 24-05-2011, 19:53

may92 napisał/a:
Bo tak naprawdę... przez to, że wszyscy mieliśmy jej zwyczajnie dosyć, bardzo mało się nią zajmowaliśmy, ale dziś jej obiecałam, że to się zmieni. Chyba zrozumiała

właśnie dlatego,że się ja nie zajmowaliście, próbowała zwrócić na siebie uwagę. :) 1.chodź z nią na spacery, kup jej jakąś zabawkę, najlepiej do rzucania, np piłeczkę, sznurek, frezbiee. po prostu ją zmęcz! moja ma 1,4 msc też "ma adhd" ale po porządnym spacerze z aportowaniem Wenusia śpi jak aniołek. zbliża się lato, jeśli tylko możesz,spędzaj z nią dużo czasu nad wodą (gwarantuję udaną zabawę) a jak wiadomo pływanie jest zdrowe i wyczerpujące, piesek się wyżyje 2.a o jedzeniu nic nie mów, Wena tylko usłyszy lodówkę, już siedzi w kuchni na baczność ;] 3. większość labradorów jak najbardziej toleruje inne psy, moja kocha wszystkie napotkane psiaki. 4. dla mnie każdego pieska szkoda do kojca/budy/na podwórko, ale dla labcia to już naprawdę krzywda :( powodzenia!

Lawendowa - 27-05-2011, 16:58

may92, jak idzie? postępy są? :)
dejzi.82 - 15-09-2011, 11:27
Temat postu: Jak postępować z adoptowanym psem?
witajcie, wkrótce trafi do nas suczka 2 letnia,na co powinnam zwrócić uwagę?
jak przygotować,dom?
pierwszy spacer ,bez smyczy?
na pewno macie jakieś doświadczenie na co powinnam się przygotować i na co uważać?
jakich błędów nie popełniać?



Proszę o pilnowanie estetyki wypowiedzi - błędy ortograficzne, są słowniki... Moderator

nata - 15-09-2011, 11:32

dejzi.82 napisał/a:
jakich błędów niepopełniac?

Dać suczce czas na poznanie nowego miejsca, otoczenia i ludzi...
i nie popełniać błędów ortograficznych... przepraszam, nie mogłam się powstrzymać.

Znasz już tą sunie? znasz jej charakter, upodobania itd?

dejzi.82 - 15-09-2011, 11:44

przepraszam, za te byki....
nieznam jej.tylko z opisu,komedy, i ze boi sie burzy.
niechce popełnic błędu,wole przgotowac sie...
wiem, ze temperamęt ma ta rasa spory.
czyli częste spacery,raczej dieta ze wgledu na spory apetyt...
ile czasu dac zeby nawiaazala sie więż?

nata - 15-09-2011, 11:53

dejzi.82 napisał/a:
czyli częste spacery,raczej dieta ze wgledu na spory apetyt...

Musisz ustalić jaką karmą była karmiona dotychczas i jeśli jest ok, to kontynuować a jeśli jest to kiepska karma, bądź psiak ma nadwagę lub inne problemy, pomyśleć nad zmianą i stopniową ją wprowadzać.

Co do czasu.. myślę, że to zależy od psa, labki kochają ludzi, ale tak naprawdę każdy pies jest inny - jeden zaaklimatyzuje się od razu a inny będzie potrzebował tygodnia, miesiąca, etc.

irosa - 15-09-2011, 14:15

ja adoptowałam 2 letnią suczkę i to była super decyzja (chociaż obaw miałam sporo).
1. dobrze jest wypytać się obecnych właścicieli o zachowanie, co lubi, czego się boi, co je, gdzie śpi, jak reaguje na inne zwierzęta i dzieci
2. poproś, aby razem z sunią dali ci jej rzeczy (legowisko, kocyk, zabawki, miski, obrożę) - moja przez pierwszy tydzień bawiła się tylko "swoimi" rzeczami, mimo że nakupowałam jej zabawek
3. przez pierwsze dni poświęć dużo czasu na zabawę, głaskanie, komendy, żeby narodziła się więź
4. ja swoją spuściłam ze smyczy po 3 dniach, pojechaliśmy wtedy nad wodę
Czwartego dnia została sama w domu i strasznie się ucieszyła jak wróciliśmy po pracy
Na początku widać było, że tęskni, nie mogła się przyzwyczaić, wzdychała, nie była tak wesoła jak obecnie. Dwóch pierwszych nocy nie przespała, tylko chodziła po domu i szukała swojego miejsca.
U nas okres klimatyzacji trwał ok. 2 tygodni. Będzie dobrze, gratuluję decyzji :)

bietka1 - 15-09-2011, 14:46

dejzi.82, adptowałam dorosłego psa przeszło rok temu. I tez znałam go tylko z opisów, stąd miałam wiele obaw, jak to będzie (tym bardziej, że w domu już miałam sunię i kota). Jak się przygotowywałam? Po pierwsze zasięgnęłam porady u szkoleniowca, u którego wcześniej uczyłysmy się razem z Sarą, zapewniłam sobie pomoc w razie problemów. Przygotowałam posłanie, miski, obrożę i smycz i czekałam ....
Pierwsze dni: zostawiając nowego psa w domu sprzątałam wszystko tak jak przy szczeniaku, żeby ograniczyć ewentualną demolkę. Nie było źle, choć początkowo Nero miał tendencje do ściągania wszystkiego z szafek (w tym głównie jedzenia :-o ). Spacery - początkowo tylko na smyczy, po ok. tygodniu odważyłam się dać mu więcej luzu, czyli biegał na 20m lince w miejscach, w których mogłam kontrolować otoczenie (duża łąka). No i oczywiście super nagrody za każde podejście do mnie - obojętnie czy na moje wołanie, czy bez niego. Na spacerze dużo zabawy, nauki i smaczków, żeby chłopak nauczył się, że warto być w pobliżu. Przez kilka miesięcy była linka, potem puszczałam go ze smyczą przypiętą do obroży (to było bardziej dla mojego komfortu psychicznego, bo bałam się jego ewentualnej ucieczki okropnie). Poszłam z nim na szkolenie, głównie ze względu na to, żeby szkoleniowiec mógł zobaczyć nasze relacje i skorygować moje błędy.
Pierwsze dni w domu - dostałam zalecenie, aby się psiakowi nie narzucać i dać mu czas na aklimatyzację, ale on tego nie potrzebował - od pierwszych godzin nie odstępował mnie na krok, prosił o głaskanie każdego domownika. Początkowo nie zamierzałam pozwalać mu spać ze mną w łóżku, bo tam było już miejsce Sary i bałam się rywalizacji, ale okazało się, że psy spokojnie się dogadują i nie mają z tym problemów, więc śpimy razem :haha: . Z pierwszą kapielą poczekałam aż miesiąc. Nie byłam pewna jego reakcji na wannę i wolałam poczekać do czasu, aż Nero poczuje się u nas zupełnie bezpieczny. No i koniecznie sprawdź, jak psiak zachowuje się przy misce z jedzeniem - czy jej nie broni.
Podsumowując - przez pierwsze tygodnie obserwowałam psa i jego reakcje na różne sytuacje, starałam się unikać takich, które mogłyby spowodować jakieś niechciane reakcje. Wszystko na spokojnie i powoli. Jezeli zauważysz, że psiak sygnalizuje niepewność czy strach, to lepiej się czasem wycofać i wszystko przemyśleć na spokojnie, a potem dopiero mądrze zadziałać.
Może to co napisałam zabrzmiało jak instrukcja obłaskawiania tygrysa, ale Nero to bokser, znałam tę rasę i wiedziałam, że reagują o wiele szybciej i bardziej zdecydowanie niż labradory.Mój psiak koniec końców okazał się przytulaśnym niuniusiem, który jest spragniony czlowieka bardziej niż lab.
Życzę powodzenia i trzymam za Was kciuki :)

Lilitu - 15-09-2011, 17:21

dejzi.82, też mam adopciaka. Wzięłam go kiedy miał 11 miesięcy, czyli był prawie dorosły. Poza tym że ma szczepienia i poszukuje domu nie wiedziałam nic, dlatego moi rodzice wysłali mnie na wizytę, gdzie dowiedziałam co je i jakie ma nawyki. Przejrzałam książeczkę. No i przede wszystkim zorientowałam się jak pies reaguje w warunkach domowych.
Poprzedni właściciele zostawili trochę żarełka (bodajże to było Husse), którym karmiliśmy go stopniowo wprowadzając nową karmę. Dodatkowo "hodoffca" wpisał w książeczce jakie witaminki podawać.
Dom przygotowałam szybko i prosto - nowe michy bo wcześniej miałam małe psy, koszyk (który nadgryziony leży na strychu), jakieś gryzaki. Wyniosłam kwiatki do pokoju rodziców, gdzie pies nie ma wstępu i pościągałam bibeloty z niższych półek. Zabezpieczyłam kontakty.
Pierwszy spacer był od razu spacerem bez smyczy, dzięki temu że odbył się na ogrodzonym terenie. Potem kupiłam lonżę w sklepie dla koni i łączyłam ją z 20m linką (lepsze to od poparzonych dłoni). Pierwsze kilka spacerów pozwalałam dokładnie penetrować teren, uważnie czytać KWS i odpowiadać na wszystkie. Z czasem dawałam więcej luzu.
Moje rady: nie przekarmiać, nie pozwalać innym na dokarmianie. Jeśli boi się burzy to najszybciej zrobić namiot z zasłony z lumpeksu, można też starać się zmniejszyć lęk przed burzą.

donia457 - 16-09-2011, 10:23

ja co prawda nie adoptowalam nigdy psa ,ale kiedys przygarnelam kundelka z podworka,i co moge powiedziec na ten temat,kazdy psiak jest inny
musisz mu dac troche czasu zeby sie przyzwyczail do nowego miejsca,ludzi zwierzat itp..,ale musisz tez pamietac o tym zeby tez wiedzial gdzie jest jego miejsce,jak cos nabroi to go nie bij ,bo to zle wplynie na jego psychike,mozesz jedynie powiedz ze zle zrobil i posprzatac,
musisz tez dowiedzie jaka karma byl karmiony to wazne zeby nie mial problemow z brzucholem
jezeli byla slabej jakosci to musisz ja zmienic na lepsza z tym ze podajesz mu ja stopniowo-troche nowej troche starej
bedzie dobrze laby to psy ,ktore kochaja ludzi,zycze powodzenia i gratuluje nowego czlonka rodziny ;*

Małgosia35 - 28-10-2011, 02:32

Moja Mama przygarnęła psiaka ze schroniska. Nie przebywał tam długo,nie miał złych doświadczeń,znalazł sie tam z powodu śmierci swojej włascicielki.
Taki zwykły,mały kundelek...
Na początku wszystko bylo ok,później jednak psiak zaczął sie coraz bardziej "panoszyć".
Moja Mama kompletnie nie nadaje sie do tego aby wychować w jakiś sposób psa ,do czego zresztą sama się przyznaje ;D
Jej podejście to mniej więcej :biedny piesek bo byl w schronisku itp.
Nie neguję oczywiście tego ,ze przebywanie psa nawet bardzo krótko w takim miejscu to trauma,jednak nie można chyba całego swojego postępowania wobec niego tłumaczyć tym bo on taki biedaczek.Efekt tego jest taki,ze z miłego kundelka zrobił sie niezły terrorysta,wymusza wszystko,dosłownie wszystko co chce donośnym nie kończącym sie szczekaniem.Tobi chce ,aby rzucać mu piłkę,będzie tak długo szczekał az Mama zostawi wszystko i zrobi co on chce.To jeden z wieeelu przykładów.
Chodzi mi o to,że nawet w stosunku do psa adoptowanego trzeba miec jakies wymagania,trzeba go nauczyc ze mimo iż jest najważniejszy to jednak nie jest pępkiem świata :) Trzeba go kochać,ale mądrze kochać..nie pozwalać na wszystko,bo pieskowi bardzo szybko się to spodoba..

kasia.wska - 14-12-2011, 10:45
Temat postu: Znajda - potrzebne rady, sugestie (długie)
Kochani, ostatnio miałam przyjemność poznać pana o wielkim sercu, który przygarnął błąkającego się czarnego labka. Psiak jest bardzo młody, ma ponad rok (rok - półtora). Jak można się domyślić, psiak nie był w najlepszym stanie. Teraz jest już wyleczony i odżywiony, problemy polega natomiast na tym, że jest kompletnie niezsocjalizowany. Nie wiem, co z nim wyczyniali poprzedni właściciele, ślady na szyi wskazywałyby, że był trzymany na łańcuchu, ale z kolei nie ma problemów z zachowaniem czystości w domu. Pan podejrzewa, że był bity, kuli się na widok uniesionej ręki (co wyszło na jaw przypadkiem). Mimo to psiak jest przyjacielski, garnie się do ludzi i psów, ale... przy tym strasznie szczeka! I to jest taki szczek, że ciary przechodzą, wierzcie mi - gdyby nie ten merdający non stop ogon, człowiek gotówby pomyśleć, że zaraz odgryzą mu głowę :-P Przez to szczekanie właśnie, psy dziwnie na niego reagują... on sprawia takie wrażenie, jakby kompletnie nie wiedział, jak ma się zachować - jest w kontakcie z innymi psami totalnie zagubiony! Pan póki co zaczął przychodzić na nasze psie spotkania, żeby labiszon miał kontakt z innymi - mamy w składzie wyjątkowo łagodne i przyjacielskie psiaki (mój kundel, labrador, collie, owczarek niemiecki, goldenka). Jest bardzo cierpliwy i widać, że mu zależy na tym, aby futrzak czuł się dobrze, ćwiczy z nim podstawowe komendy (na smaczki). Póki co pan nie chce go spuszczać ze smyczy, bo nie wiadomo jak mogłoby się to skończyć. Jedynym elementem, który nie pasuje do reszty, jest kolczatka na szyi... może polecić zwykłą obrożę lub szelki, żeby zminimalizować bodźce negatywne w jego otoczeniu? Co jeszcze można zrobić? Może jakiś behawiorysta? Poradźcie coś, to naprawdę fajny pies i ma szansę na normalne życie, tylko trzeba go odpowiednio pokierować.
Ewelina - 14-12-2011, 11:18

kasia.wska, Najlepiej będzie poszukać jakiegos szkoleniowca. Który oceni zachowanie psa.
kasia.wska - 14-12-2011, 11:29

Ewelina napisał/a:
kasia.wska, Najlepiej będzie poszukać jakiegos szkoleniowca. Który oceni zachowanie psa.


Też się przyda, dzięki Ewelina. :) A więc dodatkowo apeluję do mieszkańców Warszawy, jeśli znacie kogoś godnego polecenia, proszę o namiary na PW.

Palinka - 14-12-2011, 11:52

Mój Moris zachowywał się podobnie. Mieszkamy na wsi, więc jego socjalizacja była bardzo ograniczona. Zaczęło się od ujadania na widok każdego psa (nie ważna jaka wielkość, płeć itd.). Moris był niepewny, nie potrafił ,,rozmawiać" z psami, do tego dochodziła frustracja, bo ja mu ciągle te kontakty ograniczałam. Zaczęliśmy więc od nauki spokojnego mijania obcych psów na smyczy. Najlepiej ocenić odległość, w jakiej psiak jest w stanie tolerować mijane psy i nagradzać spokojne zachowanie. U nas to było chyba ze 100 metrów na początku. Nie odwracałam jego uwagi, pozwalałam mu obserwować tamtego psa, a że odległość była dość duża, łatwiej było mu zachować spokój, za co był nagradzany. I tak powoli zmniejszaliśmy odległość.
kasia.wska napisał/a:
Pan póki co zaczął przychodzić na nasze psie spotkania, żeby labiszon miał kontakt z innymi

A na tych spotkaniach biegał już luzem? Jak się zachowywał? Bo tak jak mój Moris na przykład dużo gorzej zachowuje się na smyczy, cwaniakuje, puszczony luzem jedynie trochę ustawia duże psy - naskakuje na nie, próbuje przewrócić, ale nigdy nie pokazał zębów. My się kontaktowaliśmy z behawiorystą, chcieliśmy żeby pojechał z nami na wybieg, bo baliśmy się puścić naszego ,,agresora" luzem. Widać było, że się potwornie stresuje przy obcych psach, jest niepewny, ale okazało się, że nie stanowi zagrożenia :) I tak zaczęliśmy jeździć na wybieg, labowania, gdzie nauczył się psiego języka :) Dlatego własnie najlepiej byłoby spotkać się ze specjalistą, który oceni co jest przyczyną jego zachowania i jak należy z nim postępować :) Ja się bałam działać na własną rękę i pewnie nigdy nie puściłabym młodego luzem, bo byłam przekonana, że mam agresywnego psa.

kasia.wska - 14-12-2011, 12:23

Palinka napisał/a:
A na tych spotkaniach biegał już luzem?


Nie, póki co nie jest spuszczany. On ewidentnie nie wykazuje agresji, to szczekanie to raczej mieszanka niepewności i ekscytacji (ogonem wywija równo). Nie wiadomo, jak zachowywałby się puszczony luzem, mimo iż jest przyjacielski, psy różnie na niego reagują, bo jest niewychowany i szczeka im w uszy... :confused:
Faktycznie najlepiej by było, gdyby go obejrzał jakiś behawiorysta/szkoleniowiec, żeby go wyprowadzić.

Gocha2606 - 14-12-2011, 12:49

A podrzuć temu panu te filmiki:

http://www.youtube.com/watch?v=QY0ELFRLprU

http://www.youtube.com/watch?v=8D84UIzt3HM

http://www.youtube.com/watch?v=JY7JrteQBOQ

http://www.youtube.com/wa...feature=related

http://www.youtube.com/watch?v=bwf53xwyndw

http://www.youtube.com/wa...feature=related

http://www.youtube.com/wa...n_order&list=UL

I namów go na zamianę kolczatki na obrożę albo szelki i naukę chodzenia psa na luźnej smyczy. Puszczać luzem raczej na razie go nie powinien, ale na lince treningowej takiej 10-20 metrowej, jak najbardziej, przy okazji ucząc psa przywołania.
Do tego - budowanie więzi z przewodnikiem, zaufania do niego, stanie się dla psa centrum wszechświata :)

kasia.wska - 14-12-2011, 16:31

Gocha2606 napisał/a:
I namów go na zamianę kolczatki na obrożę albo szelki i naukę chodzenia psa na luźnej smyczy. Puszczać luzem raczej na razie go nie powinien, ale na lince treningowej takiej 10-20 metrowej, jak najbardziej, przy okazji ucząc psa przywołania.
Do tego - budowanie więzi z przewodnikiem, zaufania do niego, stanie się dla psa centrum wszechświata :)


Dzięki za filmiki! Właśnie spisuję z instrukcją :)
Tak mi się wydawało, że kolczatka to nie najlepszy pomysł, ale wolałam się upewnić.

A tak swoją drogą, sama zastosuję się do rad z "Barking episode 4 - barking at strangers" - Gucio dostaje szału na widok parasoli, a ja jestem trąba, bo nie pomyślałam żeby użyć klikera... :brick:

Akusia - 19-09-2012, 12:51
Temat postu: Ogólnopojęte zachowanie psa adoptowanego
Witam :) Jeżeli pojawił się taki temat z góry przepraszam,ale nie umiałam się doszukać.
Tydzień temu adoptowaliśmy Fadusia ze schroniska,w którym przebywał 3 miesiące.Z jego przeszłości wiemy tylko,że błąkał się po ulicach.Fado ma ok 1 roku,w domu oaza spokoju,bawić zbytnio nie chce,dla dzieci super mogą zrobić z nim wszystko,oczywiście pod nadzorem(nie robią mu żadnej krzywdy).Usiłują z nim się bawić córka (4l) wyciąga mu piłkę z pyska i rzuca.
Fado jest całkowicie przyklejony do mnie,ja zabrałam go ze schroniska,ja przez większość czasu jestem w domu...Od pierwszego dnia uczymy go zostawać samego,zaczeliśmy od 5 min.Przez pierwsze dwa dni pies zostawał bez problemu,nawet sąsiadka się pytała czy my go mamy.Natomiast na trzeci dzień zaczęło się piszczenie,szczekanie i drapanie w drzwi.
Wiem że to lęk separacyjny,cały czas pracujemy nad nim.
Na smyczy ciągnie niemiłosiernie,chyba przez niewybieganie.Wychodzimy z nim 4 razy na dzień,z czego dwa spacery minimum 1,5godz.Biega na smyczy treningowej(10m),uczymy go przywołania.
Dziś podczas nauki zostawania samemu w domu córka przez przypadek wypuściła Fada na korytarz.Pies natychmiast wykorzystał okazję i zwiał :( Na szczęście mamy ogrodzone podwórko,jednak na moje zawołanie nie zareagował,zatrzymał się jedynie gdy nie zwróciłam na niego uwagi i weszłam do klatki.Wtedy stanął w drzwiach,ale nie chciał wejść.Przywołanie go zajęło mi ok godziny.
Cały czas czytam różne porady,jednak wydaje mi się,może robię coś źle.
Poza tym Faduś to kochany psiak,w domu zachowuje czystość,sygnalizuje wyjście za potrzebą.Mam nadzieję,żę ktoś z Was podpowie mi jak z nim jeszcze pracować.
Pozrawiam.

P.S przepraszam,że tak chaotycznie mam totalny mętlik w głowie.

myszkapatii - 19-09-2012, 12:59

Przede wszystkim dużo smakołyków ,dużo cierpliwości i dużo czasu
Akusia - 19-09-2012, 20:25

Cierpliwości i czasu mamy dużo.Cały czas uczymy się siebie nawzajem.Popołudniu okazało się,że Faduś nie lubi deszczu i zamiast 1,5godz spaceru było 20min załatwił potrzeby i sam pokazał mi drogę do domu :haha:
zanka - 19-09-2012, 20:45

Akusia, czytaj czytaj czytaj. forum to kopalnia wiedzy :) Wzięliście go niedawno, więc nic dziwnego, że nie słucha sie tak jak powinien. oswoi się z Wami i pewnie też bardziej otworzy. Laby to łakomczuchy i jeżeli będziesz go nagradzała, na początku nawet za najmniejsze rzeczy, szybko załapie, że warto sie starać i słuchać :) okazujcie mu dużo miłości. to bardzo mądre psy i uczą się naprawde szybko. trzeba z nim po prostu pracować. powodzenia!
Igakov - 30-09-2012, 14:18

Dokładnie - Cierpliwość to podstawa. Moja Toska strasznie energiczna (chociaż biegałyśmy bardzo dużo i takie tam) nie przybiegała jak się ją wołało. Wykorzystałam jej tak jakby "szajbę" i wołałam ją tak nakręcająco , w tym samym czasie uciekając w drugą stronę. Tak ją nauczyłam właśnie przybiegania na zawołanie. Na Psiej Akademii nauczyłam się, że nauka najlepsza jest poprzez zabawę. Trzeba samemu dojść jaki sposób najlepszy. Z Tosią teraz ćwiczę sztuczki razem z klickerem, bardzo wtedy myśli i się męczy dwa razy bardziej :) Dwa lata szczerze próbowałam różnych rzeczy, sposobów jak ja czegoś pozytywnego nauczyć. Drugim ważnym punktem jest przywiązanie do psa jak i na odwrót. Jak się poznacie nawzajem to będzie już połowa do celu :)
Akusia - 01-10-2012, 20:44

Czytam,czytam,czytam i już mi zaczyna się wszystko mieszać...Ale muszę się pochwalić pierwszymi sukcesami.Fadzik biega po łące luzem i za każdym razem wraca na zawołanie ;D
Smaczki zrobiły swoje i chłopak wraca.Teraz uczymy się aportowania,chętnie biega za rzuconą piłką,jednak nie za każdym razem ja przynieść,ale od czego ma się dzieci :)
W sumie nasze relacje są coraz lepsze,w domu pies na medal,nie chce się bawić za bardzo woli polegiwać i cały czas domaga się pieszczot :)
Został jeszcze tylko lęk separacyjny,z tym też cały czas walczymy.Obecnie zostaje w domu sam na całe 10min bez większych szkód.
Za to bezapelacyjnie rozkochał w sobie całą rodzinkę,wczoraj mama dzwoniła żebyśmy przyjechali na obiad,a pierwsze co powiedziała to"Bez Fadusia się nie pokazujcie" :haha:

mibec - 21-12-2012, 23:50

Brr wlasnie wyslalam kolejna porcje zdjec do Laury (ex-Pancia Boosterka) - najchetniej bym tego w ogole nie robila, ale tylko to trzyma ja z daleka od nas :-o bardzo boje sie ze kiedys jednak wpadnie na pomysl odwiedzenia nas (niestety w umowie adopcyjnej jest nasz adres) i popsuje wszystko co udalo nam sie osiagnac.
Czy zdarzylo Wam sie spotkanie pupila z poprzednim wlascicielem adoptusia? Chodzi mi glownie o pieski zaniedbane, ktore dopiero u Was zobaczyly, ze czlowiek moze byc dobry. Jesli tak to jaki to mialo wplyw na psa?

donia457 - 22-12-2012, 00:44

mibec, nawet jak by poprzednia włascicielka was odwiedzila to nie oznacza ze Boosterek za nia bedzie tęsknił,Ja miałam psa no w zasadzie adoptowanego bo przybłeda,Ami jak ich zobaczyl to sie niby ucieszył ,ale wolał nas,tak samo było z Pchłą ,po 2 tygodniach nas odwiedzila :) bardzo sie ucieszyła na nasz widok :) ,znajomi nocowali u nas i spała z nimi w jednym łóżku :) bardzo mnie to ucieszyło ,jak poszla z nimi spać,to znaczy że podaba jej sie u nich :haha: zdrajczyni :doubt:
nikolajewna - 22-12-2012, 10:38

mibec, widzisz a "nasi" się Dragonem w ogóle nie interesują. Oddali jak rzecz i tylko raz zadzwonili zapytać jak się pies zachowuje. Jak wspomniałam, że się jeży na wszystkie psy (wtedy jeszcze nie zauważyłam, że stawia irokeza chyba bardziej z ciekawości) i że mnie to trochę martwi to usłyszałam, że mogę im go z powrotem oddać. Powiedziałam tylko, że nie ma o tym mowy i rozmowa się skończyła.
mibec napisał/a:
bardzo boje sie ze kiedys jednak wpadnie na pomysl odwiedzenia nas

jestem chyba tego samego zdania co Ty. To zdecydowanie nie jest dobry pomysł. Mam nadzieję, że nie będziecie musieli kobiecie tego tłumaczyć.

mibec - 22-12-2012, 11:01

nikolajewna napisał/a:
Mam nadzieję, że nie będziecie musieli kobiecie tego tłumaczyć.
rowniez mam nadzieje, ze nie bede musiala tego ponownie przerabiac :( Juz raz musielismy ostro nad tym pracowac - zgodzila sie pod warunkiem przysylania jej duzej ilosci zdjec, wiec robie to co tydzien.
donia457 - 22-12-2012, 11:23

mibec napisał/a:
Juz raz musielismy ostro nad tym pracowac - zgodzila sie pod warunkiem przysylania jej duzej ilosci zdjec, wiec robie to co tydzien.

to po co psa oddawała? :-o

mibec - 22-12-2012, 11:41

donia457 napisał/a:
to po co psa oddawała?
ona nie jest do konca normalna...
donia457 - 22-12-2012, 11:45

mibec napisał/a:
ona nie jest do konca normalna...

tak właśnie myślałam,

Di - 22-12-2012, 12:25

mibec napisał/a:
Juz raz musielismy ostro nad tym pracowac - zgodzila sie pod warunkiem przysylania jej duzej ilosci zdjec, wiec robie to co tydzien.


To jest jakiś żart? Kobieta oddała psa, jest na to umowa, że nie ma już do niego żadnych praw, bo się ich zrzekła na własne życzenie, a mimo to sobie uzurpuje opcje 'doglądania', 'sprawdzania', 'kontroli'? Nie obchodziłyby mnie jej motywy. Z tego, co napisałaś, mibec, Booster dopiero u Was dowiedział się, czym jest życie psa, prawdziwe, godne życie psa. Pani tym bardziej nic do tego. Nie dajcie się zastraszyć. Na jakiej podstawie miałaby wielce Was odwiedzać? Nie musisz z nią utrzymywać żadnego kontaktu.
Nie zrozumiem ludzi ;/

anna34 - 22-12-2012, 12:48

Di napisał/a:
Nie musisz z nią utrzymywać żadnego kontaktu.

tez tak uważam.

nikolajewna - 22-12-2012, 13:08

To zależy... W umowie adopcyjnej często stosuje się zapis, że oddający ma prawo do weryfikowania warunków w jakich pies mieszka. Chociaż to też nie znaczy, że na jej warunkach. mibec, jeśli nie masz takiego zapisu to rzeczywiście możesz jasno sprawę postawić i zakończysz niepotrzebne wysyłanie zdjęć (nie wiadomo po co, chyba, tylko po to aby ta pipka zagłuszała swoje wyrzuty sumienia), bo to i tak żaden dowód na to, że pies ma się dobrze.
Milena - 22-12-2012, 14:46

nikolajewna napisał/a:
mibec, jeśli nie masz takiego zapisu to rzeczywiście możesz jasno sprawę postawić i zakończysz niepotrzebne wysyłanie zdjęć


Dokładnie, jeśli nie masz tego zawartego w umowie to nie masz obowiązku zdawania relacji ;)

mibec - 23-12-2012, 01:59

W umowie jest zapis o jednorazowym zdaniu relacji jak pies sie zaaklimatyzowal + przy przekazywaniu Boo mowilismy jej ze bedziemy jakis luzny kontakt utrzymywac; wtedy jeszcze nie do konca zdawalismy sobie sprawe z tego w jakim stanie jest pies :( Po kilku tygodniach zaczela mnie bombardowac smsami i wiadomosciami na fb, ze wybiera sie do nas, bo teskni :-o Zna nasz adres, wiec boje sie ze przyjedzie niezapowiedziana, dlatego wysylam jej zdjecia co tydzien, choc meczy mnie to coraz bardziej. Bardzo nie chce zeby Boosiek ja zobaczyl, obawiam sie ze przypomni mu sie glod, brak wody itd, a w koncu nauczyl sie ufac, nie boi sie ludzkich rak, nie wypija kazdej dostepnej wody ... dlatego pytalam czy ktos ma doswiadczenie w takich sprawach, czy faktycznie to moze zepsuc psa, a moze to ja przesadzam i nic zlego sie nie stanie nawet jesli kiedys ja gdzies spotkamy.
Di - 23-12-2012, 09:05

mibec napisał/a:
a moze to ja przesadzam i nic zlego sie nie stanie nawet jesli kiedys ja gdzies spotkamy.


Właśnie kiedy to nie Ty przesadzasz i Twoja niepewność jest w pełni uzasadniona. Przesadza pani, która nie potrafi sobie poradzić z konsekwencjami swoich działań i próbując zagłuszyć wyrzuty sumienia, emocjonalnie Cię szantażuje. Na to nie powinnaś się zgadzać. Booster ma się u Ciebie, jak u Pana Boga za piecem, i tego już nigdy nic nie zmieni. Kobieta nie ma podstaw, by rościć sobie jakiekolwiek prawa do Boo. Tym bardziej patrząc na zapis w umowie. Booster będzie spokojny, jeśli Ty będziesz spokojna. W ciągłej mailowej korespondencji i groźbie rychłego spotkania, szybko tego spokoju nie znajdziesz...

nikolajewna - 23-12-2012, 10:42

mibec, myślę, że w tej sytuacji powinnaś starać się uciąć kontakt. Ja bym w życiu nie chciała aby poprzedni właściciele widywali się z Dragonem, a co dopiero z kimś kto (delikatnie rzecz ujmując) nie dbał o psiunia. Ja wiem, że wolisz dla świętego spokoju wysłać jej te zdjęcia, żeby się od....a, ale czy aby tędy droga? W taki sposób się od niej nie uwolnisz. Napisz jej/powiedz, że umowa była inna a jak spróbuje zawitać to jej nie wpuszczaj, bo jeszcze się bardziej rozochoci. Na żadne smsy i wiadomości na FB nie odpowiadaj (to jedyne wyjście- wiem coś o tym niestety). Moim zdaniem musicie jej bardzo stanowczo powiedzieć (wysyłając ostatnie zdjęcia), że na tym koniec.
Oczywiście Ty ją znasz lepiej i najłatwiej nam jest pisać co powinnaś zrobić, ale na pewno musisz przemyśleć, bo zamęczy Cię :(

aganica - 23-12-2012, 13:13

mibec, Napisz tej kobiecie to, co tu napisałaś..
mibec napisał/a:
nie chce zeby Boosiek ja zobaczyl, obawiam sie ze przypomni mu sie glod, brak wody itd, a w koncu nauczyl sie ufac, nie boi sie ludzkich rak, nie wypija kazdej dostepnej wody ...

Napisz, że nie życzysz sobie kontaktów..dla dobra psa.
Mój Lovelas ..nigdy nie spotka swojej, poprzedniej pani. O to zadbał "anioł", który przyprowadził Loviego do mnie.
Podejrzewam, że obawiał się mojej reakcji .. tego, że pańci zęby powybijam :D

donia457 - 24-12-2012, 00:32

mibec, napisz jej ze to koniec,miala swoja szanse,psa zaniedbała a teraz to co ?raptem dobra ciocia sie znalazła?
napewno cos wymyslisz odpowiedniego zeby jej napisac bo tak dluzej nie mozecie zyć ,w pelnym strachu ze raptem przyjedzie itd.. a takie sms,czy telefony to jest nekanie i rowniez dobrze mozesz ja postraszyc ze jak nie da wam spokoju to ja do sądu podasz o nekanie,
napisz jej tak" coca cola od pepsi"

Incom - 30-12-2012, 10:06

Poprzedni właściciel Dalii zadzwonił tylko jak już wracaliśmy z nią do domu, później powiedział tylko że zadzwoni za pół godziny czy jest grzeczna w samochodzie/domu.
i tu się nasz kontakt urwał, w zasadzie to minęło 3 tyg. może mało czasu, ale moim zdaniem mógłby się zainteresować jak pies się czuje, czy się przyzwyczaił, jeżeli faktycznie tak "szkoda" im było go oddawać. Jego żona się tylko na początku pytała czy dzieci będą mogły ją kiedyś odwiedzić i tyle.

mibec - 26-01-2013, 23:43

Dawno sie nie odzywalam w tym temacie - posluchalam Waszych rad i nie wysylam zadnych zdjec; poki co cisza, raz skomentowala zdjecie z labowania (zapytala kim jest nieznany jej pies i stwierdzila, ze Boo zrobil sie duzy) i tyle. Ja milcze i ona tez; zobaczymy czy to cisza przed burza czy juz jej przeszla "tesknota".
Di - 26-01-2013, 23:52

mibec, super, że podjęłaś taką decyzję! Na pewno kosztowało Cię to sporo nerwów, ale jestem też pewna, ze Twój trud się opłacił i teraz będzie tylko lepiej ;) I zakładam, że skoro przestała mieć możliwość kontrolowania Was, to odpuści sobie i 'tęsknotę'. Dobrze zrobiłaś!
mibec - 27-01-2013, 00:10

Di, ciagle sie stresuje, ze to jednak wroci, ale na to mam odpowiedz: nasza wetka ma pelna dokumentacje nt stanu psa 2 dni po adopcji, jakby co to zagroze jej ze zglosze do jakiego stanu go doprowadzila zanim go oddala. Liz nie zglosila sprawy do RSCPA na nasza prosbe, ale dokumenty sa gotowe.
nikolajewna - 27-01-2013, 00:13

mibec, taki szantaż w dobrej wierze :p
mibec - 27-01-2013, 00:14

nikolajewna, tak troszku :-P albo sie "odpimpa" albo odpowie za to co mu zrobila.
kasiek - 29-01-2013, 08:19

mibec, lepiej niech sie odpimpa :-P
Bo z ciotkami z forum sie nie zadziera :haha:

Donna123 - 31-01-2013, 19:32

kasiek napisał/a:
mibecBo z ciotkami z forum sie nie zadziera :haha:

hahaaha nie no masakra ! :)

tenshii - 09-02-2013, 10:49

Robię porządki na forum i znalazłam wątek założony przez Jagusię, apropo relacji nowych i starych domków, więc zapraszam tam:
http://forum.labradory.org/viewtopic.php?t=1943

mibec - 09-02-2013, 11:07

tenshii, to może polacz te dwa watki? :)
tenshii - 09-02-2013, 11:14

Nie będę łączyć bo nie są o tym samym :)
Ten jest o psach, tamten o relacjach ludzi :)

goraga - 27-03-2013, 19:16
Temat postu: labek po adopcji nie chce jeść...
Witam wszystkich forumowiczów serdecznie. Od niedzieli, tj. od 3 dni, jesteśmy nowymi opiekunami półtorarocznego labradora Leona. Niby wszystko jest ok- pies czuje się u nas dobrze i szybko znalazł swoje miejsce w nowym domu. Jest jednak jeden poważny problem- poprzedni właściciele przekazali nam, że pies je wszystko... Hm... u nas nie je praktycznie nic. Próbowaliśmy kilka rodzajów karmy, gotowany makaron z warzywami i kurczakiem, surowe podroby.... Pije tylko wodę, a suchą karmę wcina jako nagrodę przy nauce (notabene nic nie potrafi, nawet wchodzić po schodach czy wskoczyć do auta...). Poradźcie coś. Z góry dziękuje za odpowiedź.
neravia - 27-03-2013, 19:31

goraga, może to w wyniku stresu związanego ze zmianą domu i rodziny, być może potrzebuje więcej czasu? zamiast makaronu spróbujcie ryż plus mięsko i warzywa, albo może karmę z puszek?
goraga - 27-03-2013, 19:49

A do tego ryżu mięso gotowane czy surowe?
Zdaje sobie sprawę, że ułożenie tego psa będzie ogromnym wyzwaniem- jest pełen energii, ale ciężko go poskromić- nie reaguje na imię, o prowadzeniu na smyczy nie wspomnę... być może jest tak zainteresowany wszystkim wokół. Jesteśmy na etapie nauki komendy siad i przynieś. Mam nadzieję, że z czasem poskromimy go... Trzymajcie kciuki.

neravia - 27-03-2013, 19:55

goraga, spokojnie, dajcie mu czas, to dopiero 3 dzień. Efekty na pewno będzie widać, ale bądźcie cierpliwi.
Co do ryżu, ja dodawałam gotowanego kurczaka plus np marchewka gotowana. a jaką dajecie mu karmę suchą? Znajdźcie jakiś najbardziej ulubiony jego smaczek - czy to będzie karma sucha, czy jakieś ciasteczka, czy kawałek gotowanego kurczaka czy plaster parówki, szynki czy sera?Jak jest motywacja to i nauka lepiej idzie :haha: imienia też najlepiej uczyć na smaczek, na pewno zaraz je zapamięta i będzie dobrze kojarzyć :)

milka4 - 27-03-2013, 20:59

goraga, spokojnie, wszystko powoli
ja Mikę adoptowałam ponad rok temu i wszystkiego uczyłyśmy się od początku
co do imienia to neravia, dobrze sugeruje, pyszny smaczek i mówienie imienia :)
co do schodów to ja w dniu przyjazdu z tym się "zderzyłam" - poprosiłam sąsiadów żeby wypuścili ich labkę i to ona pokazała młodej jak wchodzić i schodzić po schodach, psy szybko uczą się od siebie ;D
jakby co to pisz - na wszystko jest jakiś pozytywny sposób

Monisiaczek - 28-03-2013, 10:34

goraga, witamy na forum :)
Przede wszystkim dajcie mu czas na oswojenie się z nową sytuacją, otoczeniem i Wami :)
Od razu ustalcie jasne zasady i ich się trzymajcie. Nie zmieniajcie jedzenia co chwilę, bo wprowadzacie niepotrzebne zamieszanie. Co do nauki chodzenia po schodach, to jak napisała milka4 - drugi pies nauczy go szybciej.

goraga - 28-03-2013, 15:03

Dziękuję wszystkim za zainteresowanie :)
Co do suchej karmy- kupiłam "próbki"purina z jagnięciną, proplan i propac. I to wcina owszem, ale jako smaczki- nagrody. Dziś np. zjadł obgotowane drobiowe serca i żołądki- byłam szczęśliwa, że coś w ogóle zjadł. Ale słyszałam, że podroby może jeść max 1 raz w tygodniu... Polecono mi w sklepie zoo ryż z warzywami i piersią kurczaka- ponoć żaden pies się nie oprze... A jeśli już bym się zdecydowała i pies także :-) na gotowane jedzonko , to zamiast ryżu można też makaron?
A teraz o wchodzeniu po schodach- mąż go nauczył przy pomocy piłeczki- rzucał na dół i Leoś przynosił, a mąż siedział na schodach coraz wyżej :) No i teraz śmiga aż miło.
Jeśli chodzi o imię, to w domu reaguje, natomiast na dworze nie ma szans... lata jak wariat i ma mnie głęboko w poważaniu...
Jeszcze raz dzięki za wszystkie rady i wsparcie. Będę na bieżąco informować o naszych postępach :-)

Jurczaki - 28-04-2013, 19:05

Od tygodnia jest z nami 3-letnia (tak ją ocenił weterynarz) Nana. Pewnie część z Was zna historię Nany z podforum Labradory w potrzebie, a tym którzy nie znają w skrócie napiszę. Nanka została znaleziona w marcu na działkach w Warszawie na Bielanach. Była bardzo wystraszona. Przez miesiąc była w domu tymczasowym, a od ubiegłej niedzieli jest u nas. Stwierdzono, że ma lęk separacyjny oraz, że bardzo boi się ludzi, szczególnie mężczyzn. Prawdopodobnie albo była bita u poprzedniego właściciela, albo spotkały ją jakieś traumatyczne przeżycia po zgubieniu/porzuceniu.
Jest przekochana, grzeczna, bardzo stara się nam zaufać, choć póki co widać, że nie czuje się jeszcze całkiem "u siebie". Pozwala się głaskać, ale nie lubi zbytniego spoufalania. Na wiele rzeczy reaguje kładzeniem się na plecki. Czasem widać, że to oznaka luzu i chce się miziać, ale niestety bardzo często jest to spowodowane jakimiś lękami :( Np. siedzi, ja kucam przed nią i proszę o podanie łapy. Najpierw się trochę odwraca, a gdy powtarzam komendę, to kładzie się na plecy. Tak samo jest przy czesaniu, a czasem nawet przy zakładaniu obroży. Serce pęka patrząc na nią w takich sytuacjach. Okazujemy jej mnóstwo cierpliwości, mówimy do niej spokojnym głosem, za wszystkie pozytywne zachowania nagradzamy smaczkami i wierzymy, że za jakiś czas (pewnie długi) dziewczyna odzyska poczucie bezpieczeństwa.
Najwięcej problemów przysparza jednak to, że Nanie zdarza się załatwić w domu. Po pierwszej dobie wydawało się, że już ten problem za nami, że największy stres minął. W nocy gdy chce siusiu to podchodzi do naszego łózka i piszczy, rano też tak nas budzi, ale w dzień w ogóle nie sygnalizuje potrzeby wyjścia na dwór. Przedwczoraj pobiegła na górę i zrobiła kupę u syna na dywanie, wczoraj nasikała u córki, dziś wysikała się w naszej obecności na dywan w salonie. Wychodzimy z nią mniej więcej co 2-3 godziny albo na dłuższy spacer, albo tylko na podwórko, jak się zaczyna kręcić to od razu ją zabieramy i za każde siku czy dwójeczkę na dworzu nagradzamy. Nie mamy pojęcia dlaczego tak sie dzieje. Przed tym dzisiejszym siku nawet się nie kręciła. Po prostu szła przez salon, zatrzymała się i zaczęła sikać.
Liczę na Wasze sprawdzone porady jak nauczyć kobietę załatwiania wyłącznie na dworzu i jak tą potrzebę sygnalizować.

Karoola - 28-04-2013, 19:45

Jurczaki, nie mam pojęcia jak poradzić w takiej sytuacji :(
Jesteście w kontakcie z jakimś behawiorystą? Myślę, że jeśli to kwestia lęku/przeżyć, a nie samego braku wychowania, to może polepszy się gdy zdobędzie do was zaufanie? Ciężka sprawa... Trzymam za Was kciuki :)

Di - 28-04-2013, 20:57

Jurczaki, wiemy, że Nana jest pieskiem po przejściach i chwała Bogu, że znalazła dom właśnie u Was;)
Myślę, że w nauce załatwiania na zewnątrz trzeba zacisnąć zęby. Na pewno miotają nią jeszcze lęki, ale trzeba ją nagradzać za każde zrobienie siusiu/kupy na dworze/na spacerze. Jak ją wymiziacie, nagrodzicie dobrym smaczkiem, może zrozumie, że zarówno noc, jak i dzień obowiązuję te same reguły gry ;)

Co do lęków;
Jurczaki napisał/a:
Najpierw się trochę odwraca, a gdy powtarzam komendę, to kładzie się na plecy. Tak samo jest przy czesaniu, a czasem nawet przy zakładaniu obroży. Serce pęka patrząc na nią w takich sytuacjach.


Była pewnie bita, więc okazuje uległość (nie wiem, nie mam warsztatu szkoleniowca, to suche wnioskowanie szarego zjadacza chleba); moja przyjaciółka adoptowała sukę owczarka niemieckiego, która była maszynką do robienia szczeniąt, bita, wiązania na łańcuchu - bardzo długo, powiedziałabym nawet że na pewno rok, reagowała lękiem na widok dużych mężczyzn w kurtkach i czapkach, a jakby nie daj Bóg miał coś w ręce... Psia tragedia. Suczka dosłownie owijała się wtedy wokół nóg opiekunki. Przerażające. Ale na otarcie łez - wyprowadzili ją z tego. Dokładnie tym, czym Wy obdarowujecie Nanę - miłością, cierpliwością i ciepłem :*

Jurczaki - 28-04-2013, 21:14

Di, miód na moje serce z taką informacją, że można psa z tego wyprowadzićć i miło też, że tak nas dobrze oceniasz :) Wiem, że nie zapomni szybko o tym, co przeszła, ale wierzę, że kiedyś w końcu się uda. Na razie postaramy radzić sobie sami, ale jeśli problem nie będzie znikał to pewnie poszukamy dobrego behawiorysty.
Di - 28-04-2013, 21:31

Jurczaki, uda się, uda :)
I nawet, gdy czasami będą opadać Wam ręce z bezradności, to jest grono ludzi (i za pewne nie tylko tutaj), którzy mocno w Was wierzą ;*

Milena - 28-04-2013, 21:45

Jurczaki, nie martw się, ja kiedy adoptowałam swojego psiaka (miał 2 lata i również był bardzo lękliwy) też trochę trwało zanim się oduczył załatwiać w mieszkaniu, ale w końcu się udało :) Nie martw się, daj czas i wszystko będzie dobrze :)

Z inną psiną na DT było jeszcze trudniej, bo totalnie nie chciała się załatwiać na dworze, tak wielki był jej strach... ale i w tym przypadku - czas, cierpliwość, miłość - zrobiły swoje :)

tenshii - 28-04-2013, 21:53

Jurczaki, oczywiście, że ją z tego wyprowadzicie :)

Kilka lat temu pojechałam ze znajomymi do pseudohodowli po wie suczki. Podawaliśmy się za prywatną rodzinę, która chce adoptować psy dla swoich dzieci. Podejrzewaliśmy, że psy będą zaniedbane, ale tego co tam zobaczyłam nie potrafiłabym sobie nawet wyobrazić. Kilka suk różnych ras zamkniętych w brudnym, pełnym błota kojcu. Wszystkie uciekły do bud jak tylko z daleka zobaczyły 'właściciela' - wyobrażasz sobie taki ogrom lęku? Suki zostały wypuszczone z kojca i natychmiast zaczęły uciekać gdzie tylko się dało. Zagonione w kozi róg natychmiast przylegały do ziemi i bały się oddychać. Założone na szyję obroże pozrywały. W końcu 'właściciel' zaniósł je do naszego bagażnika za tylne nogi - jak jakiegoś świniaka, informując nas przy tym, że wszystkie jego psy mają na imię Majka bo im się w ten sposób nie myli i wszystkie przybiegają od razu, ponadto wodę dostają raz dziennie bo rozlewają. Jedna z suk była bardziej kontaktowa - podejrzewam, że wielokrotnie rodziła, była pokazywana nabywcom szczeniąt, więc się 'obyła'. Druga nie rodziła nigdy - jak zresztą powiedział jej pan - więc bała się ludzi jak ognia. Jestem pewna, że obie były bite. Ta śmielsza na pewno miała złamaną najprawdopodobniej wskutek bicia nogę. Noga źle się zrosła i była krótsza.
Ta bardziej wycofana suka - nazwaliśmy ją Maggie - była kilka dni na DT u mojej koleżanki - leżała nieruchomo całe dnie, na dwór trzeba było wynosić ją na rękach z tego co pamiętam. Jadła tylko suchy chleb bo nie wiedziała czym jest kiełbasa i psie smaki. Potem trafiła do psiego hoteliku i tam troszkę mieszkała, niestety w kojcu - dom przyprawiał ją o paniczny strach. Tam nauczyła się odrobinkę, zaledwie odrobinkę ufać człowiekowi. Po jakimś czasie znalazła swoją przystań u pewnej rodziny. Z tego co wiem jest tam do dziś i już chyba całkiem się oswoiła.

Próba wyprowadzenia jej na spacer:




'spacer'


W nowym domu:












Wątek obu dziewczynek:
http://labradory.info/vie...der=asc&start=0

Wątek Maggie:
http://labradory.info/vie...der=asc&start=0


Także nie poddawajcie się i walczcie!
Dużo miłości i czasu :haha:

Jurczaki - 28-04-2013, 22:09

Tenshii, nawet nie będę komentować tej historii, którą opowiedziałaś, bo po prostu brak słów. Cieszę się, że wydobyłyście stamtąd te dwie sunie i mam nadzieję, że do reszty mieszkającej u tego "właściciela" też los się uśmiechnął.
Absolutnie daleka jestem od narzekania na Nankę czy oczekiwania że od jutra będzie wesolutka i beztroska. Ma u nas zapewnione dużo miłosci, cierpliwości i wyrozumiałości. Ale jednocześnie chciałabym uniknąć śmierdzącej od odchodów chałupy ;) i przede wszystkim żeby dziewczyna nie utrwalała w sobie złych nawyków. Jesteśmy dla niej pełni podziwu i uważamy, że jest niezwykle dzielna, że po tylu trudnych przejściach nadal stara sie ufać, ogonek kręci się bardzo często, jest całuśna i nawet sie do nas uśmiecha w chwilach beztroski :) Mój 11-latek wczoraj rozmawiał z kolegą i ten kolega opowiadał, jak ktos z wiatrówki strzelał do psów. Moje dziecko zażartowało: gdyby ktoś chciał skrzywdzić nasze zwierzaki to moja mama osobiście przegryzłaby mu aortę ;)

nikitka02 - 30-04-2013, 19:37

Jurczaki napisał/a:
gdyby ktoś chciał skrzywdzić nasze zwierzaki to moja mama osobiście przegryzłaby mu aortę

:D :D :D

aangela1 - 01-05-2013, 15:56

Po doświadczeniach z Fuertą mogę doradzić ignorowanie wszystkich jej reakcji lękowych, żadne ciumkanie, uspokajanie czy spokojne mówienie jej nie pomoże, a utwierdzi w przekonaniu,że coś jest nie tak.
Fuerta załatwiała się w domu przez jakieś 4 miesiące odkąd do Nas trafiła. Zdarzało się to coraz mniej i mniej, ale było.
Wszystko jest kwestią życia chwilą obecną, a nie myśleniem o niej w kwestii "jest taka biedna, szkoda mi jej".
CIERPLIWOŚĆ I SPOKÓJ, tylko to pomoże :)

Rene - 22-08-2013, 12:38
Temat postu: mix labka
Witam wszystkich!!!

Mam zamiar zostać opiekunką pięknego pieska ze schroniska już w pon. Jest to mix labka..
i tu moje pytanie do was

jaki wg was jest to mix?
zalezy mi na odpowiedzi.

Piesek ma około roku, wydaje się mieć dość dziwną maść i kolor oczu, chyba nie jest to typowa czekolada, w rzeczywistości wygląda jak na zdjęciach. Sięga troszkę ponad kolano, jest to facet a ci są pewnie stosunkowo większi niż suki ?? Pytam bo nie mam doswiadczenia w tej kwestii,
zdecydowalam się na psiaka bo mam warunki a szkoda mi młodziaka.

Może macie jakiś pomysł na imię dla tego dzentelmena??

Kiedy byłam w schronisku piesek rozkochał mnie w sobie do szaleństwa :)

przy okazji byłoby miło gdybyście poradzili na co zwrocic uwagę w pierwszym kontakcie pieska ze mną, kiedy będę go przewoziła do domu i kiedy się w nim znajdzie.
Jaką kupić smyczke i obroże dla młodziaka ( ma rok ) zalezy mi aby uczył się od początku chodzić na smyczy i słuchał się mnie. Czytalam forum jednak cięzko jest mi teraz przewertowac wszystkie odpowiedzi dotyczące smyczy a chodzi mi o indywidualną porade bo piesio jak wiecie jest ze schroniska. Zalezy mi na tym aby pies sie słuchał i nie był rozbrykany, jak poczuje troche wolności.. nie chce aby wszedł na głowe.

Pozdrawiam i dziękuje :)

p.s temat jest na forum w poznajmy się , jednak wklejam rowniez tu, licząc na szybszą odpowiedz.



bietka1 - 23-08-2013, 00:33

Rene, a dlaczego zależy ci na odpowiedzi dot. jego "labowatości"? Skoro jak piszesz pokochałaś go to jakie ma znaczenie jak bardzo czy jak mało jest podobny do labradora?
Piesio śliczny, nie ważne jaką rasę przypomina ;* .
Co do pierwszych dni w domu, to pewnie wypowiedzą się mądrzejsi. Ale tak krótko: pierwsze dni dać psu jak najwięcej spokoju, niech w swoim tempie ogarnie nową sytuację. Pokazać mu jego miejsce, gdzie będzie mógł bez waszej nadmiernej uwagi odpoczywać, nie nawiązywać relacji na siłę. Jeżeli będzie chciał być z wami blisko, to na pewno wam to pokaże. Powolutku uczyć go jego imienia (jeżeli mu zmieniacie), na spokojnie wprowadzać mu ustalone przez was zasady. Za dobre zachowanie nagradzać smaczkami, złe ignorować. I obserwować, żeby go jak najlepiej poznać. Psiaki adoptowane są różne. Jedne potrzebują czasu, żeby się zaaklimatyzować w nowym miejscu, inne (tak jak mój adoptowany Nero) od razu chcą być z człowiekiem i domagają się pieszczot.
Pewnie nie raz będzie trudno, ale uwierz - adoptusie kochają baaaardzo mocno swoich ludzi i to wam wynagrodzi wszystkie jego początkowe wpadki. Życzę powodzenia i oby ten podkulony na zdjęciach ogonek rozmachał się ze szczęścia :)

figula1 - 23-08-2013, 07:12
Temat postu: Re: mix labka
Rene napisał/a:
Witam wszystkich!!!

wydaje się mieć dość dziwną maść i kolor oczu, chyba nie jest to typowa czekolada, Sięga troszkę ponad kolano, jest to facet a ci są pewnie stosunkowo większi niż suki ??
zalezy mi aby uczył się od początku chodzić na smyczy i słuchał się mnie. . Zalezy mi na tym aby pies sie słuchał i nie był rozbrykany, jak poczuje troche wolności..


Witaj, maść i kolor oczu są typowe dla czekoladowych labradorów. Pies- samiec jest większy od suki o ca 4-5 cm. Pies sam się nie nauczy chodzić na smyczy, musisz go szkolić. A, żeby pies się Ciebie słuchał musi Ci zaufać, nie stanie się to , ot tak jak pstryknięcie palcem. Wszystko wymaga czasu. I dlaczego roczny pies ma nie być rozbrykany ? Jest młody i żywy, nie usiądzie w jednym miejscu jak posąg.
Kup smycz 1-2 m oraz linkę 10 m i ja preferuję szelki zamiast obroży. Dopóki piesia nie nauczysz przychodzenia na zawołanie ( do tego służy linka) nie wolno spuszczać go ze smyczy! Psy ze schroniska nie różnią się zasadniczo od innych, jeśli będą odpowiednio traktowane i będą czuły się kochane to nie ma lepszego przyjaciela. Wiem, co mówię, mam 3 adoptowane psy( samiec po 8 m-cach w schronisku i 2 suki po traumatycznych przejściach, odebrane z pseudohodowli). Życzę powodzenia.

Rene - 23-08-2013, 15:17

Hej, dzięki za odpowiedzi.

Bietka1 mam nadzieję ze sie rozmacha, kiedy pierwszy raz się zobaczylismy merdał ogonkiem.

Co to mixa tak z czystej ciekawosci oraz cech charakteru i zachowania. mam obawy jezeli będzie to mix z pitbullem gdzie nie mam doswiadczenia z tą rasą to wychowywanie psiaka moze automatycznie okazac się trudniejsze.. choc wiadomo ze niekoniecznie ;)

Figula1 super ze napisalas o tej lince i smyczy!! :) Przydatne info.

Pies ma być jutro kastrowany, troche się tego boje.. nie chcą go wydac ze schroniska bez kastracji.. nie wiem sama czy to dobry pomysł..

Milena - 23-08-2013, 15:34

Rene napisał/a:
nie wiem sama czy to dobry pomysł..


Nie martw się, ja mam dwa wykastrowane psiaki w tym jeden ze schroniska również i mają się rewelacyjnie :)

nikolajewna - 23-08-2013, 15:36

Rene, nie nastawiaj się na nic, bo i tak będzie inaczej niż myślałaś ;) :-P
aganica - 23-08-2013, 16:49

Rene napisał/a:
mam obawy jezeli będzie to mix z
Nie obawiaj się jaki to jest mix..jest piękny i taki uśmiechnięty..jest jeszcze bardzo młody.Pamiętaj, psy z natury nie są złe, to ludzie robią z nich potwory.
Kolor i sierści i oczy.. to prawdziwa czekolada.Budowa cudowna, jedyne co go różni od labka to uszy ale.. ja to odbieram na plus bo.. wietrzone uszy rzadziej chorują 8)
Psy adoptowane, na początku próbują, na ile mogą sobie pozwolić a my ludzie, w swej naiwności pozwalamy im na wiele, bo takie biedne, bo ze schroniska, bo po przejściach /a to błąd/..tym kręcimy bat na własny tyłek :haha:
By i psu i wam żyło się łatwiej, powinny od początku być ustalone pewne zasady i cała rodzina ma się tego trzymać.
Pies nie myśli ludzkimi kategoriami.Dla niego coś jest albo czarne albo białe. Nie zna domysłów i nie czyta miedzy wierszami.
Nagradzaj pozytywy, ignoruj nieposłuszeństwo a będziecie mieli wspaniałego psa.

bietka1 - 24-08-2013, 00:16

Rene napisał/a:
mam obawy jezeli będzie to mix z pitbullem gdzie nie mam doswiadczenia z tą rasą to wychowywanie psiaka moze automatycznie okazac się trudniejsze

Poprzednie moje psy to boksery. Zakładałam, że skoro nie miałam kłopotów z nauczeniem posłuszeństwa bokserów (uważa się potocznie, że molosy są trudne w szkoleniu) - wychowanie labradora będzie dla mnie "bułką z masłem", rzeczywistość była inna :-o . Jak widzisz, nie zawsze stereotypy się sprawdzają. Jak już pisano powyżej - to od nas zależy, jak wychowamy psa. Czasami potrzeba mniej, czasami więcej wysiłku i zależy to bardziej od charakteru psa a nie rasy.

aganica - 24-08-2013, 06:47

Dodam, że każdy pies jest inny, niema szablonu ani złotego środka.
Psa trzeba się nauczyć, obserwować sygnały jakie wysyła i to wykorzystać do nauki.
Pies adoptowany ma pewien bagaż doświadczeń i na nich się wzoruje.
Nie mówię, że będzie łatwo /bo nie jest/ ale wszystko do wypracowania...cierpliwość, miłość i mądrość człowieka...zdziała cuda.
Powodzenia.

aganica - 30-10-2013, 20:53
Temat postu: Nie..mój..pies
Jest mi przykro..
Już kilka razy tak było....... mój pies ..a właściwie nie mój.
Lovi..
Wiele razy tak bywało, że na spacerze, na polach ...nagle stawał..łapał wiatr, rozdymał nozdrza i.............popiskiwał.. było mi przykro.. bywało że się poryczałam..mój pies tęsknił.
I..kilka razy tak bywało, że na widok czerwonego Lanosa..bardzo się podniecał, ogon kręcił oberki, pies zaczynał ciągnąć ...chciał koniecznie sprawdzić kto jest w samochodzie...tęsknił.
Dzisiaj po raz kolejny ..mój pies się zawiódł..
Czerwony Lanos..obok stał masywny mężczyzna..
Mój pies oszalał,,zaczął mnie ciągnąć ..serce mi krwawi do tej pory, nie mogę łez opanować.
Nawet ja uwierzyłam że to jego pan..
Biegliśmy razem..szybko, coraz szybciej..
Potem były łzy... mój pies płakał a ja razem z nim.
Mój pies nie jest moim psem i ..nigdy nim nie będzie.
:cring:
:cring:

mibec - 31-10-2013, 19:37

aganica, Lovi na pewno Cie kocha, wiec nie powinno Ci byc przykro ;*
Takie sa psy, nie zapominaja nawet jesli ktos je krzywdzil.

Chelsea - 31-10-2013, 19:49

aganica, ;*
Basia i Barni - 31-10-2013, 23:00

aganica napisał/a:
że na widok czerwonego Lanosa..bardzo się podniecał, ogon kręcił oberki, pies zaczynał ciągnąć ...chciał koniecznie sprawdzić kto jest w samochodzie...tęsknił.


Aga ciś do najbliższego salonu samochodów i jak będzie czerwony lanos to ćwicz :papa:

Puść Loviego niech obwąchuje, zawołaj go i rób z nim to co kocha ;D

Po co lecieć do czegoś co nie daje korzyści, jak mam obok siebie kogoś kto się mną zajmuje.

Lotna - 01-11-2013, 16:50

Tissot jest u nas od dwóch dni i w zasadzie od początku przypadłam mu do gustu chyba, do tego stopnia ze nie odstępuje mnie na krok. Idę do łazienki to leży pod drzwiami i popiskuje,dziś poszliśmy z dziećmi i psem do znajomej o gdy poszłam do toalety to w panice szukał mnie po całym domu bidulek. Ciągle sprawdza czy jestem obok, gdy podnosze się z kanapy to on tez wstaje nawet gdy śpi. Czy to może być efekt tego że przywieźli go właściciele i pojechali? :(
Basia i Barni - 01-11-2013, 20:01

Lotna, Musisz go nauczyć żeby też był samodzielny, bo dojdzie do tego, że nie będzie bez ciebie żyć i zaczną się problemy behawioralne, jak lęk przez samotnością.
Lotna - 01-11-2013, 21:35

A jak go tego nauczyć?
nikolajewna - 01-11-2013, 21:44

Lotna, nie pozwól mu się śledzić, znikaj mu z oczu np. zamykając drzwi do łazienki kiedy myjesz ręce, zamykaj drzwi od sypialni ja masz możliwość, każ mu zostać na miejscu kiedy idziesz do kuchni itp.
Lotna - 01-11-2013, 22:10

Rozumiem, tak robimy. Śpi też poza moja sypialnia, zostaje sam w domu póki co Max godzinę, do łazienki drzwi zamykam i czeka leżąc :)
nikolajewna - 01-11-2013, 22:18

Lotna napisał/a:
zostaje sam w domu póki co Max godzinę

a wiesz co robi jak Was nie ma? Szczeka, piszczy, niszczy?

Basia i Barni - 01-11-2013, 22:19

Cytat:

Lotna napisał/a:
zostaje sam w domu póki co Max godzinę

a wiesz co robi jak Was nie ma? Szczeka, piszczy, niszczy?
_________________


Co robisz też, jak nie wpuszczasz go do łazienki? Tam, gdzie ty jesteś? :-)

Lotna - 04-11-2013, 10:31

Macie jakieś rady dla właściciela psa który mało śpi w nocy? :bad:
Tissot śpi w salonie tam gdzie mój mąż
Ja z córeczką małą w sypialni. Pies w nocy łazi po salonie, wchodzi do męża łóżka i nawet wypraszany wraca za chwile. Przychodzi do męża i lize go cały czas nie dając spać. Jest u nas od środy i tak jest każdej nocy. Mąż chce już psa wyprosic z salonu i zamknąć w przedpokoju. Fakt ze sporym ale uważam że to nie jest dobre rozwiązanie,.
Pomóżcie co z tym fantem zrobić.

Baszka - 06-11-2013, 18:44

Lotna napisał/a:
Macie jakieś rady dla właściciela psa który mało śpi w nocy? :bad:
Tissot śpi w salonie tam gdzie mój mąż
Ja z córeczką małą w sypialni. Pies w nocy łazi po salonie, wchodzi do męża łóżka i nawet wypraszany wraca za chwile. Przychodzi do męża i lize go cały czas nie dając spać. Jest u nas od środy i tak jest każdej nocy. Mąż chce już psa wyprosic z salonu i zamknąć w przedpokoju. Fakt ze sporym ale uważam że to nie jest dobre rozwiązanie,.
Pomóżcie co z tym fantem zrobić.

Przede wszystkim musicie ustalić gdzie ma być docelowe legowisko psa i uczyć go od początku że to jest jego i tylko jego miejsce do spania :) ...mąż powinien zawracać psiunia do jego legowiska tyle razy, aż za którymś on załapie i zostanie na swoim miejscu...tutaj komenda "zostań" bardzo się przydaje :haha:

Lotna - 06-11-2013, 20:39

Zamowilismy klatke i mam nadzieję że to w tym pomoże :)
Baszka - 09-11-2013, 14:58

Lotna napisał/a:
Zamowilismy klatke i mam nadzieję że to w tym pomoże :)
tylko pamiętaj o treningu klatkowym,... :)
Lotna - 09-11-2013, 20:05

Pamiętam pamiętam :)
A powiedzcie mi kiedy można myśleć o tym by puścić go ze smyczy?
Generalnie na 10 m lince treningowej za każdym razem przychodzi gdy go wołam, obficie chwalony oczywiście za kazdym razem. Problem może pojawić sie jak zobaczy kota, bo wtedy przestaje myśleć i słuchać. Jak można sobie z tym poradzić i mieć pewność że nie pójdzie w długa?

Kasia82 - 09-11-2013, 21:35

Lotna napisał/a:
Pamiętam pamiętam :)
A powiedzcie mi kiedy można myśleć o tym by puścić go ze smyczy?
Generalnie na 10 m lince treningowej za każdym razem przychodzi gdy go wołam, obficie chwalony oczywiście za kazdym razem. Problem może pojawić sie jak zobaczy kota, bo wtedy przestaje myśleć i słuchać. Jak można sobie z tym poradzić i mieć pewność że nie pójdzie w długa?


W naszym przypadku było tak, że po kilku dniach do przywiezienia Wegi do domu, gdy widziałam już że reaguje na imie i przychodzi gdy zawołam postanowililiśmy spuścić ją ze smyczy na dużym, aczkolwiek zamkniętym terenie.
Mój pies też strasznie goni koty, dlatego w normalnych warunkach pewnie by poszła w długą, ale zawsze bierzemy ze sobą, patyk, piłkę albo friesbie. Wtedy się tak nakręca na aport i zabawę że nawet jak by maszerowało stado kotów to nie zwróci na nie uwagi. Owszem bywa że nagle głuchnie, zwłaszcza gdy zamoczy doopkę w morzu bo wie że pańcia i tak po nią nie wejdzie bo woda zimna ;D Więc wydaje mi się że najlepiej jest psa czymś zająć, jakąś zabawą którą lubi a wtedy koty i inne stworzenia przestaną się liczyć.

[ Dodano: 09-11-2013, 21:46 ]
Lotna napisał/a:
Idę do łazienki to leży pod drzwiami i popiskuje,dziś poszliśmy z dziećmi i psem do znajomej o gdy poszłam do toalety to w panice szukał mnie po całym domu bidulek. Ciągle sprawdza czy jestem obok, gdy podnosze się z kanapy to on tez wstaje nawet gdy śpi. Czy to może być efekt tego że przywieźli go właściciele i pojechali? :(


Nasz pies jest z nami już ponad 10 miesięcy a cały czas za mną gania, do kuchni, łazienki, nawet leci jak pranie idę powiesić. A jak TŻ jest w domu to się dwoi i troi bo chciała by byc ze wszystkimi razem, a tak nie zawsze się da. Pierwsze dni natomiast wyglądaly tak że wstawała kilka tazy w nocy, robiła kurs po mieszkaniu i sprawdzała czy wszyscy są. Jak już wszystkich wylizała to kładła się i za dwie godziny znowu. W końcu aby zaoszczędzić jej nocnych wędrówek trzeba było jej zrobić miejsce w łózku :D

aganica - 09-11-2013, 23:12

Cytat:
mieć pewność że nie pójdzie w długa?
Nigdy tej pewności mieć nie będziesz., zwłaszcza że.. nie napisałaś czy jest kastratem czy nie?
Jeżeli nie to... szanse na ucieczki są większe :(
Nie puszczaj go na.. małych, ryzykownych terenach .
Najlepiej by było gdyby..teren był ogrodzony. Taki na którym bez stresu możesz sprawdzić psa.

Lotna - 09-11-2013, 23:27

Tak, jest wykastrowany. Problem w tym że nie mam nigdzie ogrodzonego terenu :(
Jedynie dog park ale to kawałek ode mnie. Mogę podjechać i popróbować ale to i tak generalnie nie daje mi pewności że jak puszczę psa innym razem, na nieogrodzonym terenie to mi nie zwieje nie? :D
Chyba dam mu jeszcze troche czasu na oswojenie się nami. Dopiero znamy się od zaledwie 2 tyg.

mibec - 09-11-2013, 23:46

Lotna napisał/a:
ale to i tak generalnie nie daje mi pewności że jak puszczę psa innym razem, na nieogrodzonym terenie to mi nie zwieje nie?
niby nie, ale z drugiej strony pies przyzwyczajony do biegania bez smyczy nie traktuje tego jako super-atrakcje i chetnie wraca np po smaczka. My zawsze pilnujemy zeby psy mialy min 1 bezsmyczowy spacer dziennie i to sie sprawdza - w tej chwili Barney prawie nigdy nie chodzi na smyczy, bo jej nie potrzebuje, wystarczy odpowiedni gest reka i pies melduje sie przy nodze, az do odwolania. Nad Shelbusia jeszcze pracujemy, ale ona ma dopiero 10 m-cy, wiec trzeba brac poprawke na wiek ;)
aganica - 09-11-2013, 23:46

Lotna napisał/a:
nie daje mi pewności że jak puszczę psa innym razem, na nieogrodzonym terenie to mi nie zwieje nie? :D
Nie..nie masz tej pewności :( No może zwiać, tak na amen to nie zwieje ale..tyle pokus dookoła a pies ..jak to pies może się skusić na gonitwę czy przywitanie z kimś obcym ..wróci ale.. ryzyko nieszczęścia jest tak wielkie że ..nie ryzykuj, poznaj swojego psa byś wiedziała jak reaguje na różne sytuacje.
Ciężko jest wszystko przewidzieć /takiej możliwości niema /ale, im lepiej go poznasz, tym szanse na powodzenie są........większe.
Gdy adoptowałam Fionkę, miałam kilka wpadek zanim ją poznałam.Szkoda, że wtedy ufałam tak mojemu psu jak i sobie.
Jedna /na szczęście/ była na terenie ogrodzonym... będąc na spacerze, puściłam ją ze smyczy, zero zagrożeń, teren wielki ale ogrodzony, zero psów i ... złapała nas potężna burza.. skąd mogłam wiedzieć że suka..panicznie się burzy boi i ..gdyby nie to że nie miała drogi ucieczki to... już bym jej nie znalazła.

aganica - 09-11-2013, 23:57

mibec napisał/a:
w tej chwili Barney prawie nigdy nie chodzi na smyczy, bo jej nie potrzebuje, wystarczy odpowiedni gest reka i pies melduje sie przy nodze, az do odwolania. Nad Shelbusia jeszcze pracujemy
Wszystko się zgadza... to miesiące pracy i poznawania psa.
Tu chodzi o psa, świeżo po adopcji, którego tak do końca się nie zna, niema /jeszcze/ więzi emocjonalnej.Nie znamy jego zachowań, lęków, przyzwyczajeń, upodobań.
Nie wiemy co potrafi.
Na pełne otwarcie, trzeba poczekać.Tak na prawdę...jego natura ujawni się za jakiś czas, dlatego...bym była ostrożna.

Lotna - 09-11-2013, 23:59

Rozumiem, faktycznie macie rację. Dziś tak mnie kusilo by go puścić nad morzem ale Mąż mnie przywołał do porządku ;D
aganica - 10-11-2013, 00:12

Lotna napisał/a:
Dziś tak mnie kusilo by go puścić nad morzem
Doskonale Cię rozumiem...mnie też by kusiło ;D
Love od pierwszej chwili chodził bez smyczy ale.. on był w takim stanie, że ..............nawet by siły nie miał na ucieczkę.
Potem tak się przywiązał, tak nam ufał że.. nie mogłam go od siebie odgonić.Na labowaniach wszystkie psy szalały a on siedział przyklejony do mojej nogi... to też nie jest dobre ale...każdy pies jest inny.
Pamiętam komentarze ..psiarzy ..że to nie jest normalne, że pies mnie pozbadł, że chyba jakiś chory jest bo się nie bawi, nie aportuje tylko wiecznie przyklejony jak rzep.
Jedyne co mogło go ode mnie odciągnąć to...pięknie pachnąca suczka :-P

mibec - 10-11-2013, 00:14

Chodzilo mi o ten fragment wypowiedzi Lotna:

Lotna napisał/a:
Jedynie dog park ale to kawałek ode mnie. Mogę podjechać i popróbować ale to i tak generalnie nie daje mi pewności że jak puszczę psa innym razem (...)
moim zdaniem pies powinien tam byc codziennie przez pewnien czas, aby mial mozliwosc poganiania bez smyczy, skoro to miejsce jest bezpieczne. Musicie mu pokazac ze swobodne ganianie jest fajne ale i powrot do Was tez wiele znaczy.
Lotna - 10-11-2013, 09:07

Niestety nie ma takiej opcji, to 30 km od nas :(
Baszka - 10-11-2013, 17:06

Lotna dwa tygodnie to faktycznie za krótki czas, by spuszczać go z linki /tym bardziej, na niezabezpieczonym terenie/ ...on dopiero przystosowuje się do Was i poznajecie sie wzajemnie.... jeszcze przez dłuższy czas będzie testował na co może sobie pozwolić poznawał teren spacerów... i Was :lookdown:
Wierzę, że sama poznasz moment i miejsce gdy będziesz mogła mu zaufać i puścić bez linki :)

A w ramach tych testów proponuję jak najdłuższą linkę z węzłami ...tak by zawsze można linkę przydeptać i uciekiniera poskromić :haha:

Lotna - 14-11-2013, 20:21

No to maz odważny puścił go dziś nad morzem :) )
Szaleństwo, biegał jakby miał to być jedyny raz :) )
Przychodził na komendę,mąż tylko bal się ze poleci za psem więc wolal go przed konfrontacja i trzymał na smyczy aż ów pies zniknął z pola widzenia :) )

mibec - 14-11-2013, 22:14

Lotna napisał/a:
więc wolal go przed konfrontacja i trzymał na smyczy aż ów pies zniknął z pola widzenia
a co wtedy sie dzialo? jak maz reagowal - zajmowal czyms psa np smaczkiem czy poprostu stali sie patrzyli?
Lotna - 14-11-2013, 22:48

mibec napisał/a:
Lotna napisał/a:
więc wolal go przed konfrontacja i trzymał na smyczy aż ów pies zniknął z pola widzenia
a co wtedy sie dzialo? jak maz reagowal - zajmowal czyms psa np smaczkiem czy poprostu stali sie patrzyli?


Dobre pytanie, nie wiem. Zapytam męża gdy wroci do domu.

[ Dodano: 14-11-2013, 23:21 ]
a że tak zapytam... jak powinien sie zachować? odwrócić uwagę psa i zaproponować coś ciekawszego tak?

[ Dodano: 14-11-2013, 23:23 ]
To chyba najbardziej stresująca sytuacja podczas spacerów czy puszczania go luzem, że od razu gotowy jest do "poznania" nowego psa, czasem zabawą reaguje, czasem wskakiwaniem i próbą pokazania dominacji poprzez kopulację ( ostatnio tak było gdy poznawał innego labka), raz zareagował szczekiem i atakiem na innego psa - lecz ten też był z góry przygotowany na atak.

[ Dodano: 14-11-2013, 23:52 ]
Pytałam męża- szli na smyczy w kierunku tamtego psa, próbował trochę go zająć piłka, ale i tak koniec końców ciągnął w ten kierunek jak szalony.

[ Dodano: 15-11-2013, 00:42 ]
Oto szaleństwo Tissota :) http://youtu.be/3CvBwODgqMY

Grapy - 15-11-2013, 08:54

Lotna, świetny filmik,bardzo fajny psiak :D
aganica - 15-11-2013, 09:32

Lotna, Masz suuper psa..jest piękny a teren .. idealny do zabawy.Dwa boki zabezpieczone Przecież do morza nie ucieknie .Chociaż moje by nie przepuściły takiej okazji .. kąpiel ..to lubią najbardziej.
Ćwiczcie przywoływanie i nagradzajcie każdy powrót, a nie będzie problemów.
Fajne macie miejsce ...na spacery :haha:

Lotna - 15-11-2013, 09:59

Faktycznie teren super, boję się tylko ze zwieje wzdłuż morza za psem i wyleci dalej bo ogrodZenie się kończy w pewnym momencie. Oczywiście Tissot nie przepuścil plywania :)

[ Dodano: 15-11-2013, 21:24 ]
Dzis szalał znów po plaży :) przywoływany przychodzi 100/100 :) ))
Mała konfrontacja z psem była i warknal ustawiając go gdy tamten chciał na niego wejść :) Tissot był akurat na smyczy a pitbull nie. Mimo całej sytuacji gdy odwoływania go od psa to za którymś razem zareagował i usiadl obok mnie :)

mibec - 16-11-2013, 20:04

Lotna, czyli robi chlopak postepy :)

Skad tak w ogole go macie - zostal wyadoptowany od jakiejs rodziny czy ze schroniska?

Lotna - 16-11-2013, 21:01

Poprzedni właściciele wracali do UK i nie mogli ich ze sobą zabrać. Ich bo były dwa labki,jeden czarny a drugi biszkoptowy (bracia) i obaj poszli do adopcji.
mibec - 16-11-2013, 21:09

Smutne, ze musieli oddac psy. Dobrze ze chlopak ma nowy domek :)

Po doswiadczeniach z Boosterem podziwiam ludzi, ktorzy decyduja sie na adopcje doroslego psa - wiem, ze wielu nie spodoba sie to co napisze, ale ja juz chyba nigdy wiecej sie na to nie porwe, to nie dla mnie.

milka4 - 16-11-2013, 21:20

mibec, Ty nie zdecydujesz się na adopcję dorosłego psa a na przykład ja nigdy nie wezmę szczeniaka :)
najważniejsze żeby dać dobry, ciepły i kochający dom
także jak wiele jest ludzi tyle opinii

mibec - 16-11-2013, 21:28

milka4 napisał/a:
najważniejsze żeby dać dobry, ciepły i kochający dom
dokladnie.
Lotna - 16-11-2013, 21:44

Pewnie punkt widzenia zależy też od tego na jaki "model" trafimy. Tissot jest prze prze przekochanym psem, naprawdę nie mamy póki co z nim żadnego problemu. Ja od wielu lat marzyłam o labku. I w moich marzeniach nie było szczeniaka :) Wiadomo że są słodkie, plastyczne i można wiele z nimi wypracować, bez traum i złych (czasem) wspomnień ale to ogrom pracy, wychowania. Jak małe dziecko. Ja mam dwoje ludzkich dzieci ;) (5 i 2) i nie byłam w stanie wziąć trzeciego ;D

Mój mąż się smieje że zachowuje sie jak urodził się pierwszy synek 8) Nie ukrywam że spełniło się moje wieloletnie marzenie :)

nikolajewna - 16-11-2013, 21:45

Ja mam adoptusia Dragona-anioł nad anioły. Nie było sekundy abym żałowała adopcji, ale on też nie miał złej przeszłości, więc na pewno było łatwiej.
Był też Laki na DT i był dość problematycznym psiakiem, ale kochanym i nie zraził mnie do adopcji. Wiem natomiast, że z dwoma psami jest bardzo trudno szczególnie gdy jeden wymaga "specjalnej troski" i chyba się już na to nie zdecyduję.

mibec - 16-11-2013, 21:55

Ja tak bardzo, bardzo chcialam pomoc psiej biedzie i nie wyszlo tj wyszlo czesciowo, bo zabralismy Boosterka z bardzo niefajnych warunkow i do nowego domu poszedl odkarmiony, z wypielegnowana sierscia i w lepszej kondycji psychicznej, ale i tak siedzi ta zadra ze zawiodlam.
nikolajewna - 16-11-2013, 22:04

mibec napisał/a:
ale i tak siedzi ta zadra ze zawiodlam

Zawiodła? Bardzo złe myślenie i nie podoba mi się ono ]:) Nie oddałaś do schroniska, nie przywiązałaś do drzewa, nie oddałaś pierwszej lepszej osobie tylko zapewniłaś dobry dom najpierw u siebie, a potem u kogoś u kogo pewnie jest mu dobrze. Byś może podjęłaś najlepszą decyzję dla Boostera ale i dla Barnusia (a przy okazji także i dla siebie).

Karoola - 16-11-2013, 22:07

mibec, takie jest życie... Trudniej jest adoptować dorosłego psa, kiedy już jednego ma się w domu. Podejrzewam, że gdyby Booster był Waszym jedynym psem, sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej.
Jego pobyt możecie potraktować jako taki DT, nie Wasza wina, że nie wyszło. I wierzę Wam, że gdyby nie było innej opcji (nie znalazłby się nowy kochający dom), to przecież nie wyrzucilibyście go na bruk ani nie oddali w przypadkowe ręce. Możecie mieć czyste sumienie, bo suma sumarum zrobiliście dla tego psa dużo dobrego, nie wiadomo gdzie by trafił, gdyby nie Wy.

mibec - 16-11-2013, 22:30

Dzieki za dobre slowa :)
Adopcje to trudne zagadnienie i niestety czasem nie wychodza. Ja podjelam jedna probe i watpie zebym zdecydowala sie na kolejna.

nikolajewna - 16-11-2013, 22:36

mibec napisał/a:
Ja podjelam jedna probe i niestety watpie zebym zdecydowala sie na kolejna

I ja to w pełni rozumiem.

aganica - 16-11-2013, 23:09

Karoola napisał/a:
Trudniej jest adoptować dorosłego psa, kiedy już jednego ma się w domu.

Miałam około 10 psów na DT i uwierzcie mi /lub nie/ ale tylko Lovelas się nadawał na to, by kolejnego psa adoptować.Tylko z nim moje suki nie przechodziły traumy.Fiona się nie wycofywała a Hera nie wpadała w depresję.
Tylko jego zaakceptowały, spuszczając mu lanie, gdy był na tyle silny by je zacząć zaczepiać.
Chociaż każdego tymczasa chciałam zostawić ----- nie mogłam niestety, ze względu na dobro moich rezydentek.
Teraz mam tą świadomość, że to moje ostatnie psy i to jest najsmutniejsze. Niestety, przychodzi taka pora w życiu człowieka, gdy musi mierzyć zamiary na siły a nie odwrotnie.
Teraz moje adoptusie są ułożone, mądre, oddane i posłuszne.Nie sprawiają problemów.
Nowy pies? nowe wyzwania? ... po prostu nie dam rady.Mam nadzieję że moje psy będą ze mną długo...bardzo długo... do końca świata i o jeden dzień dłużej.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group