| |
forum.labradory.org
|
 |
Psychika i zachowanie - pies demolka - pomocy
rafalS - 12-06-2016, 13:45 Temat postu: pies demolka - pomocy Witam
Mój pies został przez nas przygarnięty w wieku 5 miesięcy, teraz ma rok.
Zostaje sam w domu na około 8-9h dziennie. Bardzo nam niszczy w mieszkaniu, straty są ogromne. Nie pomaga ignorowanie go, nagradzanie, długie spacery. Zastanawiam się nad przygarnięciem kumpelki, małej kundelki w wieku ok 2 lat. Co myślicie ?
Małgosia35 - 12-06-2016, 15:32
Próbowałeś klatki kennelowej ?
http://www.forum.labrador...latka+kennelowa
rafalS - 12-06-2016, 16:24
Nie, nie chcę, to nie jest humanitarne ( tak myślę ) Wolę znaleźć sposób na zmianę nawyków. Nie wiem jak sprawić, żeby nie bał się zostawać sam. Ma do dyspozycji, kości, zabawki a mimo to ogryza tynk, futryny, drzwi i meble.
anna34 - 12-06-2016, 16:44
| rafalS napisał/a: | | Nie, nie chcę, to nie jest humanitarne ( tak myślę ) |
To źle myslisz,poczytaj,pomyśl i zastosuj,a napewno pomorze
szalej - 12-06-2016, 18:08
Drugi pies szybko nauczy się towarzyszyć w demolce i zamiast jednego niszczyciela będziesz miał dwa. Psy szybciej uczą się zwych nawyków od innych psów niż odwrotnie.
Poczytaj o klatkach kennelowych i o szkoleniu.
Małgosia35 - 12-06-2016, 20:35
rafalS, prawidłowe wykorzystanie klatki jest wybawieniem w takich sytuacjach jak Twoja.
Tu nie chodzi tylko o straty materialne w mieszkaniu (choć też ważne) ale też o bezpieczeństwo samego psa.
Poczytaj i przemyśl.
Pomysł z przygarnieciem drugiego psa jak narazie odradzam, obstawiam że będzie to świetny kompan do demolki
tenshii - 13-06-2016, 09:48
Zamień sobie nazwę "klatka" na "bezpieczna nora którą mój pies pokocha i będzie sobie tam spał w trakcie mojej nieobecności" i już stanie się humanitarne
deadend - 13-06-2016, 11:48
klatka 8-9h, serio? a zwykle obrońcy klatek piszą "przecież nie trzymamy tam pieska cały dzień".
zmień sobie "buda i łańcuch" w "mały domek i bezpieczna uwięź dzięki której pies nie ucieknie w niebezpieczne miejsca" i już staje się "humanitarnie"
tenshii - 13-06-2016, 14:00
A dlaczego nie?
Ma oddać psa? Wynająć nianię?
Rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady?
Odpowiednio duża klatka, kong, długi i męczący spacer przed i po i bez problemu przesiedzi tam 8-9h.
BellaLab - 13-06-2016, 14:33
Klatka to nie jest zuo w czystej postaci. Naprawdę. Każdemu przeciwnikowi klatki, poleciłabym moją Joy w wieku 3-4 miesięcy. Miałby 3 opcje: 1.klatkować psa, 2.chodzić wkurzony/zły/zmęczony + szczeniak również byłby sfrustrowany/zmęczony/zajechany i z milionem problemów 3. oddać psa hodowcy stwierdzając że to nie dla mnie.
Kwestią jest tylko to, żeby odpowiednio korzystać z tej klatki. Nauczyć psa klatki i sprawić, że ją pokocha. Klatka ma być właśnie taką norką dla psa. Nie wysyłamy psa tam za kare i zamykaniu psa w klatce nie powinny towarzyszyć żadne złe emocje.
Mam dwa psy, które znają klatkę. Natomiast Bella korzysta z niej tylko na wakacjach. Joy codziennie, jest to jej własny "domek"/"pokój" w którym ma święty spokój i czuje się bezpiecznie. Jest to miejsce w którym odpoczywa w pełnym tego słowa znaczeniu. Kocha swój domek i na komende "klateczka" zrywa się i pędzi do niej tak, że mało łapek nie pogubi Mało tego, wyraźnie daje mi do zrozumienia, że klatka jest JEJ potrzebna- jest zmęczona po spacerze/treningu, siedzi sobie na oknie, nagle wstaje idzie na łóżko leży minute ciężko wzdycha i idzie na podłogę na której leży pół minuty, potem idzie do klatki sama i czeka... aż zamknę drzwi, wtedy momentalnie rzuca się na bok i zasypia
Co do 8 h w klatce, to nie jest cały dzień. Psy naprawdę dużo śpią i dom to miejsce w którym się leży/śpi/relaksuje, a spacer jest od szaleństw Moje psy jak mnie nie ma robią dokładnie to samo- śpią i zmieniają boczki na których śpią. Z tym że jedna robi to na moim łóżku albo swoim legowisku, a druga na swoim legowisku w swoim domku- klatce.
Osobiście polecam też po powrocie ze spaceru i wybieganiu psa nie zostawiać go w minute samego, bo emocje po spacerowe nie zdążą jeszcze opaść. Pobądźcie chwile z psem w domu, dajcie coś do gryzienia i dopiero wyjdźcie.
A jak pies zachowuje się jak jesteście w domu? Jest spokojny/zrelaksowany czy też nie może się wyciszyć?
[ Dodano: 13-06-2016, 14:35 ]
+ mój spokój gdy będąc poza domem, wiem że pies nie zrobi nic głupiego co zaszkodzi jemu jest bezcenne
Małgosia35 - 13-06-2016, 18:27
Mój Max w wieku 4-7 miesięcy siedział w klatce kiedy wszyscy szli do pracy i absolutnie nie był z tego powodu sfrustrowany To było jego schronienie,domek,azyl gdzie miał spokój i mógł spać ,nikt mu nie przeszkadzał.
Dzieki klatce uniknęliśmy też demolki w domu, poprzegryzanych kabli,zjedzonych pilotów , listew podłogowych przerobionych na wióry i brak tapety od podłogi do pół ściany To właśnie spotkało nas przy pierwszym psie ,który w pomysłach w wieku szczenięcym przechodził samego siebie
Pobyt w klatce nie ma być za karę ,to ma być azyl dla psa. Psiak nie może się tam źle czuć ,dlatego tak bardzo jest ważny" trening klatkowy " .
| deadend napisał/a: | klatka 8-9h, serio? a zwykle obrońcy klatek piszą "przecież nie trzymamy tam pieska cały dzień".
|
8-9 godzin to nie cały dzień .. pomysl ile rzeczy może zrobić w domu psiak-demolka przez tyle czasu .
BellaLab - 13-06-2016, 21:14
rafalS, no i jeszcze jedno jak nagradzacie? za co? kiedy, po co ignorujecie?
No i adopcja drugiego psa przy psie z takim problemem to nie najlepszy pomysł. Jeżeli ogarniecie tego psa, którego aktualnie posiadacie- wtedy można myśleć o adopcji.
deadend - 14-06-2016, 08:53
Zwykle ludzie, którzy pracują tyle godzin i nie ma nikogo w domu, nie decydują się na psa - tak było zawsze, teraz już nie trzeba się o to martwić.
Rozumiem klatkę w wyjątkowych, uzasadnionych przypadkach i przyjmuję wszelkie związane z tym argumenty (ile jest takich psów, jeden na 20-30? - ja nie znam żadnego osobiście) a nagle w internetach klatka jest wszędzie propagowana jako złoty środek - wiecie czym to skutkuje? tym, że psy siedzą te całe godziny zamknięte w tak małej przestrzeni a właściciele mają czyste sumienie.
BellaLab, Małgosia35, To nie jest do Was skierowane - po prostu mam wrażenie, że taki skutek odniesie ta moda. Zobaczmy analogiczną sytuację - ktoś pisze: buduję kojec, pies będzie tam kilka godzin (kojec dużo większy niż klatka, pies też ma tam swój domek, miski itp) - 100%odpowiedzi = labrador to nie pies do kojca! on musi mieć ciągły kontakt z człowiekiem, po co wogóle ten kojec, samo zło itp
Weźmy pod uwagę też, że większość ludzi z psio-młodocianymi problemami, nie ma pojęcia o postępowaniu z psem w takich wypadkach, często sami nieświadomie powodują pogorszenie sytuacji - słabo wierzę, że u wielu "początkujących" którzy często pytają o podstawy, nastąpi nagle prawidłowy trening klatkowy o jakim piszecie.
Nitka - 29-06-2016, 13:31
| Cytat: | | Zwykle ludzie, którzy pracują tyle godzin i nie ma nikogo w domu, nie decydują się na psa - tak było zawsze, teraz już nie trzeba się o to martwić. |
Przepraszam 8 godzin to jest dużo???? to zwykłe godziny pracy, dziecko w wieku gimnazjalnym (moje) też jest w szkole od 9-15,30, my z mężem w pracy i co mam nigdy do emerytury nie mieć psa??? (a na emeryturze będę za stara po 67 roku życia, zeby se z labem poradzić )
Pies zawsze gryzł i niszczył dopóki nie dorósł- tak było, jest i będzie, jak ktoś się decyduje na psa, to nie ważne ile pracuje, powinien się z tym liczyć. Moja klucha pogryzła wiele, zasrała nie raz i nie dwa chałupę, aż na klatce było czuć, ale z drugiej strony, pies wtedy po prostu śpi- oczywiście dorosły.
Moja jako maluch siedziała na przedpokoju, gdzie jest terakota, ściany można pomalować, listwy obgryzła, nauczyliśmy się chować buty, ubrania i co się dało. Klatki nie miałam z prostego powodu mój przedpokój był maleńki i zmieściła by się w nim tylko klatka
sorry ale wydaje mi się, że kojec to jednak coś innego niż klatka, po powrocie do domu pies z klatki wychodzi, z kojca już niekoniecznie do końca swoich dni, jak dorośnie klatka idzie won, a kojec zostaje i nawet dorosłe psy w nim siedzą- to moje argumenty
| deadend napisał/a: | | Weźmy pod uwagę też, że większość ludzi z psio-młodocianymi problemami, nie ma pojęcia o postępowaniu z psem |
Otóż to!!!
Każdy z nas był zmęczony, wkur.... demolkami, ale to poprostu trzeba przeżyć i wytrzymać. U mnie na osiedlu jest, a właściwie był niesamowicie zwariowany labek z adhd do potęgi, skakał na wszystko i wszystkich, gwałcił wszystko- niesamowita zmiana po kastracji, agresja i popęd się wyciszyły, skakania tylko jeszcze trochę- ale ludzie pracują, i jeszcze raz pracują z nim do bólu i oporu- jakbym nie widziała, to bym nie uwierzyła )
msannie - 30-06-2016, 16:05
Hej wszystkim!
Mój 9-miesięczny destruktor od niedawna zaczął zostawać w klatce.
Na początku też byłam przeciwna kennelom. Bo przecież jak to tak można...
Jednak po serii zniszczeń, jaka dotknęła nasze mieszkanie stwierdziłam, że musimy coś z tym zrobić. Redukowanie powierzchni pozostawionej do zabawy, chowanie rzeczy itp. nie skutkowało. Musiałabym wynieść kanapę i meble, a ściany obłożyć drutem kolczastym. W ciągu 2 tygodni dorobiliśmy się 5 dziur w ścianach, w tym jednej stanowiącej osobne wejście do łazienki.
Kupiliśmy klatę. Dla mojego małego pierdka długa na 107 cm jest w zupełności wystarczająca.
przywiozłam ją do domu, wtaszczyłam do mieszkania. Czarny patrzy, "co ty matka znowu wymyśliłaś?". Rozłożyłam, 3 razy przestawiałam meble w pokoju, żeby w końcu ją gdzieś ustawić. Mały oczywiście wszystkim moim poczynaniom bacznie się przyglądał.
Stało się. Kennel dumnie stanął w naszym dużym pokoju.
Okej, ale co dalej?
Drzwiczki przywiązane, tak żeby się przypadkiem nie zamknęły. Kocyczki, grzechotki, gryzaczki i inne pierdoły bach do środka. Na górę ciemna "zasłonka", do środka na podłogę tego M1 ryflowana guma, żeby mały na wodzie nie leżał jak w razie postanowiłby zdemontować swoje genialne poidło, które stworzył mu tata.
Czekam na reakcję mojego terrorysty.
po 3 minutach sam się wgramolił do środka.
Powolny, mozolny trening klatkowy, żeby przypadkiem mały się nie zraził. Wszystkie próby pozostawienia małego samego w klacie nagrywane.
Sukces.
Dziś młody zostaje w klacie na "cały dzień", bądź jak kto woli - 8h. Rano spacer, godzinny. Po powrocie męczę psiaka psychicznie (jakkolwiek to brzmi).
Ubieram się do wyjścia. Futro siada przy mnie z miną "dobra idź już. Daj tylko coś do pogryzienia". Szykuję mu smaczki, L. czeka już w klacie.
Tak, wstaję ponad 3h wcześniej przed rozpoczęciem pracy.
Tak, to dlatego, że mam psa.
Tak, chce mi się.
Pies to obowiązek. Jakbym nie była na to gotowa, to kupiłabym akwarium i rybki. Ale nie mogę pozwolić na to, żeby moje mieszkanie non stop wyglądało jak po przejściu tornada i ja sama drżała na myśl o powrocie do domu, o zapraszaniu gości nie wspominając.
Mały spędza tam 7-8h, większość czasu przesypia i bawi się gryzakami. Tata wraca, idą na spacer... siku, siku, qpa siku, qpa, siku i pies wraca do domu szczęśliwy.
Nie widzę nic złego w stosowaniu kennela. Jeżeli oczywiście nie wygląda to tak, że psiak siedzi tam całymi dniami w DOSŁOWNYM znaczeniu tego stwierdzenia (czyt. od 6 rano do późnego wieczora). Przeciwnie, stała się wybawieniem, bo zamiast kolejnych worków gipsu, farby czy mebli mogę rozpieszczać Lou nowymi zabawkami.
Poza tym, nie boję się o to, że mały zje coś czego zjeść nie powinien, przez co jestem pewna, że siedząc w swojej "kawalerce" jest bezpieczny.
rafalS, nie koniecznie destrukcyjne zachowania Twojego psiaka muszą być wynikiem, tego, że boi się zostawać sam (jak napisałeś). Może zwyczajnie się nudzić.
Mój behawiorysta, zanim przekonał mnie do kennela podsuwał inne rozwiązania. Spróbuj może np. chować mu jego zabawki na czas jak jesteś w domu, a dawaj jak wychodzisz. Mały będzie bardziej zainteresowany nimi, skoro będą mu one "dawkowane". Próbowałeś Konga? Jest mnóstwo ciekawych kombinacji na jego nadzienie, najlepiej jeszcze mrożonego (zwłaszcza po porannym spacerze w upalne dni). Zajmie się, zmęczy i pójdzie spać.
Znajomi zostawiają swojego blabladora w kagańcu - psiak spokojnie może się napić, jednak nie gryzie mebli. U mnie to się by nie sprawdziło, bo batman nie tylko wygryzał dziury w ścianach ale też je wydrapywał. (nie, nie ma niedoboru wapnia )
Co do pomysłu przygarnięcia kompana - podobnie jak poprzednicy - odradzam. "Co dwie głowy to nie jedna", więc nie wiadomo co wymyślą razem, ale na pewno będzie to Cię drogo kosztowało.
deadend Odkąd pamiętam, jak byłam małym grzdylem u nas w domu był pies/psy. Owczary, doberman, rasowe kundelki. Różne sierściuchy się przewinęły. I podobnie - odkąd pamiętam moi rodzice pracowali, mama po 8h, tata czasem po 12 lub dłużej. Psy zostawały same i nie wydawały się być nieszczęśliwe. Chcę mieć te niezmierzone pokłady energii biegające po moim domu, budzące mnie codziennie rano i kochające ponad wszystko. Na home office sobie jeszcze nie mogę pozwolić. Z pracy nie zrezygnuję bo mam swoje aspiracje, a do emerytury (jak trafnie zauważyła Nitka) czekać nie będę, bo wtedy to Labek pokroju mojego Louisa mógłby mnie zabić.
|
|